Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Stary, dobry Funky? – recenzja komiksu „Funky Koval IV – Wrogie przejęcie”

A może nie?

Dawno, dawno temu, w krainie zwanej PRL-em wydawany był komiks. Nie było to tak dawno temu, ale w każdym razie kilku osobom przybyło od tego czasu krzyżyków na karku. Bohater komiksowej serii, niepoprawny kosmiczny awanturnik, w wielu kręgach jest postacią kultową. Być może domyślacie się o kim mowa?

Oczywiście, że chodzi o Funky Kovala! Dzięki wydawnictwu Prószyński S-ka jego przygody znowu znalazły się na półkach salonów prasowych i księgarń. I to wreszcie w wielkim finale. Tu od razu pojawia się pytanie. Czy po prawie dwóch dekadach, finał opowieści, czyli „Wrogie przejęcie”, będzie właśnie „tym” na co wszyscy czekali?

Funky początkowo debiutował w znanym miesięczniku „Fantastyka”. Jego ostatnie przygody ujrzały światło dzienne piętnaście lat temu. Od tego czasu wiele się zmieniło. Zmienił się także i sam Funky.

Fani serii powinni się ucieszyć, że akcja komiksu zaczyna się dokładnie w momencie gdy zakończyła się fabuła ostatniego zeszytu. Ale pamiętajmy, że lata minęły od tej publikacji. Dlatego też niestety okazało się, że nowa historia, mimo że spójna z zeszłymi komiksami, to nie jest w stanie zadowolić czytelnika.

Dlaczego? Po pierwsze, chaos. Nowe przygody Funkiego przedstawione są w tak chaotyczny sposób, że trudno się w nich połapać. Składowych fabuły jest zwyczajnie za dużo. A na dodatek ciągłe przeskoki czasu i miejsca wydarzeń, oraz nagłe zwroty akcji mogą sprawić problemy nawet co bieglejszym czytelnikom. Intryg i spiskowców jest tak wielu, że odnosimy wrażenie, że i same postacie komiksu pogubiły się w tych zawiłościach. Dosłownie! W pewnym momencie trudno jest się połapać kto po czyjej jest stronie, a kto do kogo strzela i w zasadzie dlaczego?
Dlatego też lektura czwartego „Funkiego” jest bardzo wymagająca od czytelnika. Trzeba bardzo uważnie śledzić każdą stronę komiksu, zapamiętywać każde słowo, każdy gest i każdy detal tła. Inaczej można naprawdę nie tylko zgubić sens komiks, ale także przyjemność płynącą z jego lektury.

Jak wiadomo zmieniły się też realia w jakich wydawany jest komiks. Nie trzeba już ukrywać krytyki ówczesnego ustroju komunistycznego pod maskami alegorii i nawiązań. Dlatego też brak jest ironicznych i celnych dowcipów, do których autorzy serii zdołali nas już przyzwyczaić.

Metamorfozie uległ też sposób plastycznego przedstawienie przygód głównego bohatera. Trudno nie domyślić się, że przez ponad piętnaście lat warsztat artystyczny Bogusława Polcha zdołał się bardzo rozwinąć. Dzięki temu rysunki, zarówno postaci jak i tła zyskały wiele szczegółów i przykuwających oko detali. No i warto od razu zaznaczyć jak korzystnie na komiks wpłynął zabieg kolorowania. Historie o przygodach kosmicznego awanturnika o wiele przyjemniej dla oka odbiera się w kolorze, niż w czerni i bieli, jak to miało miejsce w czasach premiery w „Fantastyce”.

Niestety mimo poprawy rysunków, komiks ostatecznie jest, co tu dużo mówić, niewypałem. Za dużo wątków, nierówna akcja, brak ironicznych i dowcipnych nawiązań za które wielu tak umiłowało Kovala. Dodatkowo nierówna narracja, która wydaje się mechanizmem z kilkoma kilogramami piachu w trybikach sprawia, że komiks jest nieprzyjemny w odbiorze. Wielu zagorzałych fanów serii, którzy niewątpliwie wyrośli na dziele Parowskiego i Polcha mogą poczuć się zawiedzeni, że przygody ich ulubionego bohatera są takie, jakie prezentuje czwarty tom. Pozostaje więc mieć nadzieję, że w kolejnym, piątym zeszycie powróci prawdziwy dobry Funky Koval.

Dyskusja