Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wysłannicy Jedi czy niedosytu? – recenzja komiksu „Star Wars Komiks Extra 3/2011 (4): Wysłannicy Jedi”

Po bardzo dobrej historii „Tajemnicze wydarzenia na Tatooine” , naturalną koleją rzeczy jest fakt, że została narysowana bezpośrednia kontynuacja tego komiksu. Nosi ona tytuł „Wysłannicy Jedi” i ukazała się w trzecim w 2011 numerze „Star Wars – komiks. Extra”.

Sprawdźmy więc czy historia ta jest równie dobra co poprzedni album. Od razu należy zaznaczyć, że niestety nie. Mimo że główne postacie to ten sam zespół Jedi, w składzie: Mace Windu, Ki-ali-Mundi i A’Sharad Hett, to fabuła komiksu jest już znacznie gorszej jakości.

Rycerze zostali zaproszeni na planetę Malanestre (skąd pochodzą wyścigi podów, o czym wspominał Qui-gon w „Mrocznym widmie”) aby w roli bezstronnych arbitrów nadzorować zawarcie traktatu pokojowego między zwaśnionymi mieszkańcami. Nic jednak nie pójdzie tak gładko jak można by się spodziewać. A w zasadzie pójdzie o wiele gorzej.

Ilość dworskich intryg, knowań i tajemnic jest tak duża, że aż przytłacza czytelnika swoją złożonością. Trudno się zorientować kto jednoznacznie jest kim, lub po czyjej stoi stronie. Kto zabił, a kto uciekł i kim w zasadzie są „ci żli”. Niby po dłuższej chwili zastanowienia albo ponownym przestudiowaniu głównych wątków można do tego dojść, ale za duże skomplikowanie scenariusza sprawia, że lektura idzie jak po gruzie. Naprawdę trudno się zorientować jak i kiedy, oraz najważniejsze: dlaczego? Dla przykładu: dlaczego nagle główni bohaterowie zmieniają planetę. Czy poszlaka która znaleźli tak jednoznacznie wskazuje na to, gdzie mają się udać – czy to drobne naciąganie faktów, aby naprowadzić fabułę na właściwe tory. To już każdy czytelnik sam sobie odpowie na to pytanie.

W komiksie pojawiają się, także i inne drobne niedociągnięcia i sprzeczności, albo co grosza – przesadna fantazja scenarzysty. To bardzo irytujące, gdy twórcy komiksów mają za dużo swobody i na siłę próbują wymyślić coś nowego, czego jeszcze nie było w świecie Star Wars. A to tylko po to by być oryginalnym. Przykładem na takiego nadmiaru kreatywności może hutt (pobratymiec Jabby), który żyje dalej, mimo że stracił połowę głowy, a co za tym idzie i mózgu. Naprawdę fani science fiction dużo są w stanie tolerować, ale są pewne granicę (zwłaszcza absurdu), których nie powinno się przekraczać.

Rysunki, które przedstawiają wszystkie te przygody i dochodzenia rycerzy Jedi stworzył trzyosobowy zespół w składzie: Tom Lyle, Jan Duursema i John Nadreau. Zazwyczaj gdy widzę, że jedną historię przedstawiało więcej niż jeden artysta jestem pełen obaw. Obaw przede wszystkim o zachowanie w miarę równego, jednolitego poziomu prac. W tym przypadku jednak można odetchnąć z ulgą. Nad „Wysłannikami Jedi” pracowali naprawdę doborowi i uznani plastycy. Prac Pani Duursemy nie trzeba zresztą nikomu z fanów komiksów Star Wars zresztą przedstawiać. To ona tworzyła uznaną serię „Dziedzictwo”. Jej rysunki to klasa sama w sobie. Z kolei pozostali rysownicy niewiele ustępują jej pola. Prace Lyle bardzo przypominają komiksy super-bohaterskie w najlepszym tego słowa znaczeniu. Może jedynie warsztat Johna Nadreau jest o jeden poziom niższy od pozostałej dwójki, ale i jego pracami czytelnicy nie powinni czuć się rozczarowani.

Do najlepiej przedstawionych scen należy niewątpliwie uwieczniona chwila w której mistrz Mace Windu wraz z przyjaciółmi chwyta się rozpaczliwie rozpędzonego poda. Pod – wyścigowa maszyna rozwija niesamowite prędkości, natomiast rycerze dosłownie w ostatniej chwili złapali się go by nie runąć w przepaść. Z ilustracji tej aż bije napięcie i emocję towarzyszące przy balansowaniu na krawędzi życia i śmierci.

Nie najlepszy, przesadnie skomplikowany scenariusz, mówiąc kolokwialnie „przekombinowany” i bardzo dobre rysunki – to kilka słów jakimi można podsumować tę opowieść. Czyli niestety, kontynuacja niegodna swojego poprzednika – może przynieść uczucia rozczarowania i pewnego niedosytu po „Tajemniczych wydarzeń z Tatooine”.

Dyskusja