Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Moc w 3D – recenzja filmu „Star Wars. Część I: Mroczne Widmo 3D”

Czy niemoc 3D?

Kino 3D ostatnimi czasy stało się niezwykle modne. Jednym zdążyło się już przejeść, a inni wytrwale chodzą na projekcje, które trzeba oglądać z założonymi okularami. Co ciekawe, niektórzy z twórców postanowili odświeżyć swoje stare dzieła, wyświetlając je ponownie, ale tym razem w technologii trójwymiarowej. Z tego też powodu w kinach ponownie zagościł film „Gwiezdne Wojny. Część Pierwsza. Mroczne Widmo 3D”.

George Lucas zarzekał się, że film będzie zrealizowany na możliwie najlepszym poziomie wizualizacji trójwymiarowej. Wielu analityków twierdziło nawet, że będzie to pierwszy film, który pokaże, że dobra konwersja jest możliwa. Niestety, tak się nie stało. Jak szło się przekonać w kinie, ostateczne wykonanie nie powalało. Już reklamy, które z tak wielką pompą zarówno w Internecie jak i telewizji zapowiadały film, prezentowały lepsze złudzenie przestrzeni, niż sam film. Widz spodziewa się zupełnie czegoś innego, idąc do kina na tytuł wyświetlany w trójwymiarze. Film w większości można obejrzeć równie dobrze bez okularów. Tylko dosłownie dwie, może góra trzy sceny, mogą być bardziej interesujące.

Warto zaznaczyć, że w filmie pojawiło się parę dodatkowych scen, w większości wygenerowanych komputerowo, jak na przykład przedstawienie poszczególnych pilotów przed wyścigiem ścigaczy. Podobnie została wygenerowana postać mistrza Jedi: Yody. W 1999 był on pacynką animowaną w ten sam tradycyjny sposób, co w latach 80-tych.

Podobne zmiany, mające na celu odświeżenie, przeszła również wersja dubbingowa filmu. Specjalnie dla edycji 3D zostały na nowo nagrane partie dialogowe. Ten zabieg wyszedł na wielki plus dla polskiej wersji językowej filmu.
Nie da się ukryć faktu, że film swą prawdziwą premierę miał blisko trzynaście lat temu. Czy więc jest sens iść do kin na to, co wszyscy już znamy? Przecież każdy z widzów, nawet nie będący jakimś szczególnym fanem „Gwiezdnych Wojen”, zdołał już dawno zapoznać się z treścią filmu.

„Gwiezdne Wojny. Część Pierwsza. Mroczne Widmo 3D” prezentuje sam początek intrygi Dartha Sidiousa, czyli późniejszego Imperatora Palpatine’a. Pod pretekstem blokady handlowej atakuje on, za pomocą armii droidów, zaściankową i dość pacyfistycznie nastawioną planetę Naboo. Jej królowa zmuszona jest uciekać z rodzinnego świata na piaszczystą planetę Tatooine. Na szczęście, z pomocą przyjdą jej rycerze Jedi w osobach: Qui-Gon Jinna i Obi-Wana Kenobiego. To właśnie na Tatooine odkryją oni niezwykły potencjał małego Anakina, późniejszego Dartha Vadera.

Film jest pełen widowiskowych wyścigów i karkołomnych wyczynów akrobatyczno – kaskaderskich. W tych ostatnich na szczególną uwagę zasługuje kreacja Dartha Maula, w którego postać wcielił się Ray Park. Pojedynki na miecze świetlne w jego wykonaniu to prawdziwy majstersztyk, dlatego też warte są ze wszech stron uwagi widza.

Oczywiście, nie brak też wad, które można zarzucić filmowi. Przez ponad dekadę fani pozostali w tej kwestii zgodni: największą wadą filmu jest postać Jar-Jar Binksa. Bohater ten miał wprowadzić do filmu wątki humorystyczne, za które tak wielu pokochało klasyczną trylogię „Gwiezdnych Wojen”. Niestety, efekt jest wręcz odwrotny. Zamiast błyskotliwego i ciętego humoru a’ la Han Solo lub dogryzek słownych duetu robotów C-3PO i R2-D2, otrzymaliśmy prymitywne gagi łączące się z upadkami, niezdarnymi wypadkami, a nawet wdepnięciem w zwierzęce fekalia.

Nie da się jednak ukryć, że George Lucas w Epizodzie Pierwszym przemycił trochę magii, która oczarowała widzów po raz pierwszy w 1977 roku. Ta magia nazywa się muzyką. Za ścieżkę dźwiękową odpowiedzialny był ponownie John Williams i nie da się ukryć, że ten czarodziej dźwięków znów rzucił zaklęcia na widownię. Do najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych motywów z „Mrocznego Widma” należy niewątpliwie utwór „Jedi Duel” skomponowany do scen walk między rycerzami Jedi, a Darthem Maulem. Tych niesamowitych chórów nie da się z niczym pomylić.

„Mroczne Widmo 3D” jest niestety niczym więcej, jak odgrzewanym kotletem. Do kina warto iść tylko po to, żeby obejrzeć film, który jest częścią kultowej sagi. Do kina pójdą głównie zatwardziali fani świata Jedi, ale także Ci, którzy nie widzieli filmu 13 lat temu, czyli głównie najmłodsi. Natomiast Ci, którzy spodziewają się widowiskowego 3D, mogą poczuć się zawiedzeni.

Ocena: 3/5

Dyskusja