Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Walka w senacie – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 01/2012”

Coraz częściej zaczynam się zastanawiać, czy zdanie „najlepsze komiksy ze świata Star Wars” widniejące na okładce „Star Wars – Komiks”, nie powinno zostać pozbawione przymiotnika? Niestety, zeszyt z senatorem Bailem Organą zdaje się potwierdzać moje wątpliwości.

To właśnie jemu poświęcona jest najdłuższa historia, zatytułowana „Ślepy zaułek”. Akcja komiksu rozgrywa się szesnaście miesięcy po wybuchu wojen klonów. Bail Organa, przedstawiciel Alderaan, boryka się z nie tylko z problemem rozzuchwalonego marginesu społecznego, ale i coraz śmielszymi posunięciami Palpatine’a. Kanclerz pod pretekstem działania dla dobra ogółu, otrzymuje kolejne kompetencje oraz uprawnienia, coraz bardziej uzależniając od siebie Republikę.

Mimo że fabułę komiksu można uznać za udaną, nie zasługuje na poświęcenie jej aż tylu stron z omawianego numeru. Historia, która składa się głównie z politycznych gierek, debat i spisków, już po kilku stronach staje się nużąca, przez co objętość zdecydowanie nie wpływa na jej korzyść. Mimo tego, w komiksie znalazł się jeden element, który wybija się na tle reszty. Jest to przemowa senatora Organy (strona dwudziesta trzecia); pełna pasji oraz wiary w ideały, które to zatraciły się pośród zgiełku wojny. Tak płomiennej przemowy nie powstydziłby się żaden istniejący polityk czy patriota.

Jeśli chodzi o stronę graficzną, nikt nie powinien poczuć się zawiedziony. Żywe kolory oraz estetyka prac powoduje, że komiks jest miły dla oka. Nie sposób też nie przyznać, że styl autora idealnie wpasowuje sie w charakter tego opowiadania – przedstawieni bohaterowie prezentują się naprawdę majestatycznie i dostojnie. Kreska jest bardzo realistyczna, a postacie są podobne do filmowych oryginałów.

Niestety, tego samego nie można powiedzieć o dwóch pozostałych historiach. Rysownik komiksu pod tytułem „Prototypy”, starając się uzyskać niepokojący nastrój, stworzył obrazy, które raczej trudno przyjąć pozytywnie w komiksowej konwencji. Postacie są karykaturalne i wynaturzone, a groteskowa kreska oraz mocno zdefiniowane cienie powodują nieprzyjemny odbiór wizualny, który odrzuca zamiast przyciągać.

Autor scenariusza zupełnie nie wykorzystał potencjału postaci jaką jest Durge. Bezlitosny łowca wraz ze swoim mistrzem Jaingiem udają się do laboratorium tajemniczego doktora. Jak dowiadujemy się na samym początku, bohaterowie przyjęli od niego ofertę wszczepienia nowych technologii, które mają usprawnić ich w walce. Jednak, jak wiadomo, nie ma nic za darmo – wojownicy szybko dowiadują się, jak wygląda ich część umowy. Mimo dużej dynamiki oraz kilku brawurowych akcji w wykonaniu tych bezlitosnych maszyn do zabijania, historia pozostawia po sobie co najmniej niedosyt. A wpływa na to prostota scenariusza oraz ekspresowe rozwiązanie historii. W końcu po takich postaciach zwykle oczekuje się czegoś więcej – a szczególnie jeśli do kompletu dorzucamy mandalorian.

Niestety, numer ten zdecydowanie cechuje się tendencją spadkową – czyli im dalej, tym gorzej. Ostatni komiks o nazwie „Ktoś jeszcze” jest dla mnie kompletnym nieporozumieniem. Zarówno pod względem graficznym jak i fabularnym. W postaciach ciężko doszukać się podobieństwa do aktorów z filmu. Rysunki są bardzo niedbałe, linearty oszczędne, brakuje również szczegółów drugiego planu. Na korzyść zdecydowanie nie wpływają też nienaturalne, jaskrawe kolory.

Sama fabuła zrobiona jest na siłę. Autor zaserwował nam tu prostą i przewidywalną historyjkę o tym, jak Leia radzi sobie z dziedzictwem Skywalkerów. A raczej jak je odrzuca – z komiksu dowiemy się dlaczego księżniczka przerwała trening. Myślę, że nikt nie będzie zaskoczony. Na dobrą sprawę pozycja ta nie wnosi nic nowego do świata SW.

Podsumowując: cały zeszyt okazał się rozczarowaniem. Teoretycznie najmocniejszy komiks, traktujący o senatorze Organie, mimo udanej strony graficznej, wcale nie zachwyca. Dwie pozostałe historie są pod każdym względem nie do przyjęcia. Pozostaje jednak żywić nadzieje, że wydawca w następnych numerach wreszcie zadba o lepszy dobór komiksów.

Dyskusja