Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zaginiona magia Gwiezdnych Wojen – recenzja komiksu „Star Wars Komiks Extra 4/2011 (5): Zaginione Słońca”

Gra „The Old Republic” była jednym z najbardziej wyczekiwanych tytułów roku 2011, nic więc dziwnego, że kampania promująca rozgrywkę stała na najwyższym poziomie. W sieci pojawiały się liczne trailery o jakości niemalże kinowej, a nowinki i zapowiedzi spływały na serwisy tematyczne jeden po drugim. Nic też dziwnego, że ukazał się również komiks związany z tą grą.

W naszym kraju świat Starej Republiki jest dość dobrze znany dzięki serii komiksów „Rycerze Starej Republiki”. Akcja cyklu toczy się około 300 lat przed „The Old Republic: Zaginione Słońca”. Republika toczy zażartą wojnę z Imperium Sithów. Planety, światy i cale układy gwiezdne przechodzą z rąk do rąk. Właśnie pod koniec jednej z większych batalii czytelnik poznaje głównego bohatera: Therona.

Jest to agent Republiki, szpieg i łowca informacji w jednym. Ma wszystkie gadżety, o jakich James Bond mógłby tylko pomarzyć: zatrute strzałki czy pomocny droid astromechaniczny. Jako jeden z najlepszych w swoim fachu, zostaje wybrany do odnalezienia mistrza Jedi: Ngani Zho. Człowiek ten zaginął przed miesiącem, a teraz okazuje się, że powrócił i może posiadać cenne informację na temat Imperium Sithów.

Scenariusz komiksu może wydać się bardzo ciekawy. Nie brak w nim dramatycznych zwrotów akcji, dynamicznych wyścigów i widowiskowych walk z użyciem wszelkich rodzajów broni. Niemniej, w samej fabule czuć niedosyt spowodowany poważnymi brakami. Komiks tak silnie związany jest z grą komputerową, że jej nieznajomość może poważnie wpływać na płynność lektury.

Generalnie rzecz ujmując, można odnieść wrażenie w niektórych momentach, że ta historia to właśnie gra komputerowa. Mamy tu, po pierwsze, bardzo silne archetypy głównych postaci: starego mistrza, republikańskiego agenta i szpiega rasy twillek. Zupełnie jakby gracz miał wybierać klasę postaci. A po drugie, bohaterowie pokonują przeciwności losu w sposób tak metodyczny, jakby to były kolejne poziomy symulacji komputerowej.

Co do kwestii rysunków, tu odczucia czytelników mogą być mieszane. Głównie za sprawą faktu, że pracę Davida Rossa stoją na dość nierównym poziomie. Pierwsze, chronologicznie przedstawione rysunki, są oszczędne w detalach i szczegółach. Natomiast kadry pozostają wręcz przesadnie skąpe. Dopiero mniej więcej w połowie historii plastyk przyłożył się do swoich prac. Zupełnie jakby początkowo nie był pewien swoich umiejętności i wolał rysować prostszą kreską. Można by odnieść wrażenie, że komiks tworzyło dwóch rysowników. Takie przypadki akurat dość często się zdarzają, ponieważ w Ameryce komiksy wydawane są w cienkich zeszytach, a u nas są to wydania zbiorcze. I tu warto zaznaczyć miły akcent ze strony polskiego wydawcy. Zamieścił on oryginalne okładki. Szkoda jednak, że na okładce „Star Wars – komiks. Extra” zamiast jednej z nich pojawił się projekt graficzny zdobiący wspomnianą już grę.

Zmiany w sposobie rysowania są najbardziej widoczne, przy przedstawianiu jeden z głównych bohaterek, zółtoskórej twillekance. Początkowo wygląda dość groteskowo, w oczy rzucają się głównie karykaturalnie duże lekku, czyli głowo-ogony, tak charakterystyczne dla tej rasy. Kontrastują one ze koronkowo szczupłą, prawie kościstą twarzą i małymi ustami. Nie wygląda pociągająco jak inne kobiety z jej rasy, do czego zostali przyzwyczajeni fani świata Star Wars.

Czytelnicy, którzy sięgną po ten komiks mogą odnieść wrażenie, że ta opowieść wcala nie jest jednym z elementów świata wykreowanego przez Georga Lucasa. Owszem, są Jedi i Sithowie, a także sporadycznie przewijający się przedstawiciele znanych nam ras kosmitów. Nie da się ukryć mimo to, że autorzy tego zeszytu daleko odbiegli od fabularnych korzeni sagi. Opowieść „Gasnące Słońca” równie dobrze mogłaby się sprawdzić jako samodzielny tytuł S-F, a nie element olbrzymiego świata, którego fabuła liczy sobie kilka tysięcy lat.

Komiksy zawarte w tym numerze „Star Wars – komiks. Extra” są tylko elementem promocyjnym dla gry „The Old Republic”. Sposób wykreowania, zarówno historii jak i rysunków, wydaje się wymuszony i robiony nieco na siłę. Pozostaje mieć nadzieje, że inne opowieści osadzone w realiach Starej Republiki będą o wiele bardziej udane.

Dyskusja