Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

20 lat minęło: „Nosferatu”

Gdy zapytamy: który film był pierwszy? – bez wahania pytany powinien wskazać „Wyjście robotników z fabryki”. Gdyby zapytano o pierwszy filmowy horror, zapewne nie jedni z nas wskażą „Nosferatu – symfonia grozy”. I nie wątpliwie będą mieli rację, jest to bowiem jeden z pierwszych obrazów filmowych tego typu.

„Nosferatu – symfonia grozy” powstał w Niemczech, w 1922 roku. Swoją premierę miał dokładnie 4 marca. W dużej mierze inspirowany był bardzo modną w tamtych czasach powieścią Brama Stockera pt. „Dracula”. Reżyser, Fredrich Wilhelm Murnau, ze względu na prawa autorskie nie mógł jednak użyć oryginalnych imion i nazwisk postaci. Dlatego też, dla przykładu, hrabia Dracula nazywany jest Orlokiem (w tę rolę wcielił się Max Scherck), a ekranowy odpowiednik Jonathana Harkera nazywa się Thomas Hutter.

Fabuła filmu jest jednak do złudzenia podobna do książkowego pierwowzoru. Sprzedawca nieruchomości, Hutter, przybywa do zamku w Karpatach, gdzie ma pomóc załatwić hrabiemu jego interesy. Oczywiście, w tej krainie wszyscy boją się wampirów i nie chcą pomóc obcokrajowcowi w dostaniu się do posiadłości. Znajduje on nawet „Księgę Wampirów”, ale to nie stanowi dla niego dostatecznie dobrej przestrogi.

Mimo że Orlok ostatecznie zostaje unicestwiony, tak jak w powieści, w scenariuszu zaszły dość istotne zmiany. Wampir, pijąc krew, nie tworzy nowych wampirów, dlatego też został usunięty wątek Lucy. Podobnie, film obył się bez odpowiednika doktora Van Hellsinga.

Mimo różnić, Murnau został oskarżony przez wdowę po Stokerze, Florence Stoker, o plagiat. I przegrał proces. Zobowiązany wyrokiem sądu, musiał zniszczyć wszystkie istniejące kopie. Mimo to, kilka się zachowało i przetrwało do czasów, gdy prawa do „Draculi” wygasły, a fabuła stała się własnością publiczną. To umożliwiło powstanie re-make’u słynnego Nosferata, ale o tym później.

Wróćmy jeszcze na chwilę do samej fabuły filmu, a raczej do jej najmocniejszych momentów. A tych w filmie naprawdę nie brakuje. Do jednej z najbardziej przerażających i mrocznych scen niewątpliwie należy chwila, w której hrabia przestaje ukrywać swoją prawdziwą naturę i staje w drzwiach, odcinając Hutterowi drogę ucieczki. Spojrzenie, jakim obdarza pośrednika, i równocześnie widza, jest na tyle niesamowite, że Maxa Schercka posądzono o bycie prawdziwym wampirem. Zresztą, warto tu zaznaczyć, że nazwisko tego aktora w tłumaczeniu oznacza „strach” lub „lęk”. Dodatkowym dowodem na potwierdzenie tych plotek miały być jeszcze takie detale jak fakt, że aktor nie mrugał oczami oraz o to, że nie pozbywał się w całości swej potwornej charakteryzacji.

Kolejnym atutem filmu jest muzyka (stąd też podtytuł filmu: „Symfonia” ). Skomponowali ją James Bernard i Hans Erdmann. Film był niemy, więc to właśnie muzyka przede wszystkim potęgowała nastrój grozy, nierealności i ciągłego zagrożenia. Trzeba przyznać, że to jeden z najmocniejszych atutów oryginalnego Nosferatu.

Ale i remake z 1979 roku wcale nie jest pod tym względem kaleki. Trzeba przyznać, że film, który powstał przeszło pięćdziesiąt lat po dziele Murnaua, jest w pełni zasłużonym hołdem dla „Symfonii grozy”. Reżyser, Werner Herzog, stwierdził, że film z 1922 roku jest jednym z najważniejszych tytułów w dorobku niemieckiej kinematografii. I wcale się nie pomylił w tym względzie. Ale i „Nosferatu Wampir”, bo taki tytuł nosi remake, dużo wniósł do dorobku tego kraju.

Najważniejszą zmianą jest jednak większa inspiracja książką Stokera. Ze względu na wygaśnięcie praw autorskich, reżyser mógł powrócić do oryginalnych imiom i nazwisk, i hrabia Orlok, ponownie stał się Draculą. Czy film ten stał się jednak „Draculą”? Oczywiście, że nie! Widać w nim ducha filmu Murnau’a, jednak Herzog stworzył dzieło zdecydowanie odmienne. Co prawda, oba filmy można zaklasyfikować do tego samego nurtu, ale nowszy tytuł porusza trochę inne problemy. Tytułowy bohater żywi sam dla siebie odrazę. Owszem, zabija i zaraża innych (powrócono także do motywu przeistaczania żyjących w wampiry), ale w głębi swojego jestestwa sam sobą gardzi. To prawdziwa tragedia, nienawidzić do samego siebie za swoje czyny i zbrodnie, które jednak trzeba popełniać, aby przetrwać.

Obie kreacje wampira spaja jeszcze jeden wspólny mianownik, który różni je od obrazu wymyślonego przez Stokera. Mianowicie, obaj hrabiowie są szpetni. Owszem, Dracula również był na początku raczej odpychającym osobnikiem, ale pod wpływem świeżej krwi odmłodniał. Tu oba wampiry są szpetne, odrażające. Pozbawione są też włosów i mają odstające, spiczaste jak u nietoperza uszy. To nowy archetyp krwiopijcy, który na trwałe zapisał się w naszej popkulturze. Najlepszym na to przykładem może być umieszczenie tego gatunku, jako osobnej rasy, w podręczniku RPG: „Wampir Maskarada”.

Jako ciekawostkę należy jeszcze wspomnieć, że w 1995 roku Watykan umieścił film „Nosferatu – symfonia grozy” na liście 45 filmów fabularnych, które propagowały w sposób szczególny wartości religijne, moralne lub etyczne. Lista ta powstała z okazji setnych urodzin kinematografii.

Nosferatu wywarł na tyle mocny wpływ na współczesnych kinomanów, że zainspirował pewną grupę Brytyjczyków w roku 2000, do nakręcenia jeszcze jednego filmu. Nie był on, co prawda, kolejnym re-makiem czy sequelem. „Cień wampira” opowiadał o tym, jak kręcona była „Symfonia grozy”. Podczas zdjęć dochodzi do wielu tajemniczych morderstw i zaginięć członków ekipy filmowej. Twórcy jednoznacznie sugerują w ten sposób, że plotki o wampirycznym pochodzeniu Maxa Schercka wcale nie są bezpodstawne.

„Nosferatu” jest słusznie określany jednym z najważniejszych dzieł kinematografii wieku XX. Oryginalny film i dzieła nim inspirowane wciąż wywierają olbrzymie wrażenie na publiczności, nawet dziś, w dobie zdecydowanie bardziej wymyślnych trików, charakteryzacji i efektów specjalnych. Jednak nikomu jeszcze nie udało się dorównać filmowi z 1922 roku, jeśli chodzi o klimat i nastrój prawdziwej grozy w najlepszym wydaniu.

Dyskusja