Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Najdalej od domu – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 02/2012”

Jak to tylko możliwe

Z filmu „Nowa nadzieja” pamiętamy, że księżniczka Leia Organa pochodziła z planety Aldeeran. W tym samym filmie świat ów został zniszczony w ramach demonstracji potęgi super-broni Imperium: Gwiazdy Śmierci. Czy jednak księżniczka Leia ponosi pośrednio za to odpowiedzialność?

Niektórzy tak sądzą. Zwłaszcza ci, którzy w momencie zniszczenia Aldeeranu byli poza planetą. Ostatni jej mieszkańcy obwiniają księżniczkę, że podczas tortur zmyśliła lokalizację bazy Rebelii, za co karę poniósł ich dom. Pomimo osobistej tragedii, Leia dalej poświęca się dla Sojuszu. Była senator udaje się do starych przyjaciół w poszukiwaniu nowej lokacji dla głównej bazy. Owi przyjaciele, to właśnie ci, którzy przeżyli wspomnianą masakrę. I to oni obwiniają za to nieszczęście księżniczkę.

Jednym z nich jest także były chłopak Lei. Nadal żywi względem niej głębokie uczucia i nie zdaje sobie sprawy, że dziewczyna swoje serce zdążyła ofiarować Hanowi Solo. Pod pozorem pokazania jej księżyca, który może stać się schronieniem dla rebeliantów, zaprasza ją na romantyczną wycieczkę. Ta traci jednak cały swój urok, kiedy ich środek transportu psuje się, a wokół jest tylko dżungla. Dżungla pełna drapieżników.

Opowieść zatytułowana „Kawałek domu” mogłaby się na pierwszy rzut oka wydawać nic nie znaczącym epizodem w historii „Gwiezdnych Wojen”. Nic bardziej mylnego. W rzeczywistości ukazuje całą gamę przeżyć wewnętrznych i uczuć, które targają jedną z głównych bohaterek filmu. W „Nowej Nadziei” nie zobaczyliśmy uczuć jakie towarzyszyły Lei, ponieważ akcja filmu rozgrywała się zbyt szybko. Natomiast w tym komiksie możemy w pełni ocenić jak olbrzymia tragedia dotknęła jedną z ostatnich żyjących mieszkanek Aldeeranu. Straciła całą swoją rodzinę, planetę, czyli to, co buduje pojęcie „domu”. A ostatni z jej dawnych przyjaciół właśnie jej przypisują to nieszczęście. Księżniczka staje więc w obliczu podwójnej tragedii. Po pierwsze: straciła dom, a po drugie: ją za to winią . Ale to nie koniec nieszczęść dla bohaterki, o czym przekonamy się czytając komiks do końca.

Rysunki przedstawiające tę opowieść można ocenić jako o stopień lepsze niż dobre. I to nie dlatego, że rysownik, Tomas Giorello, w sposób poprawny przedstawił ludzką anatomię, scenografię lub że po prostu ma sprawną rękę do rysunków. O klasie tego komiksu świadczy głównie to, że grafik przedstawił stylizację swoich postaci, wzorując się na filmowych kostiumach i rekwizytach. Nie dał się ponieść przesadnie wodzom fantazji, co czynią niektórzy rysownicy przenosząc nas w świat „odległej galaktyki”. Nie, ten rysownik sztywno trzymał się kanonu. Dzięki temu Leia nie wygląda jak bohaterka space-oper z komiksów lat pięćdziesiątych czy futurystycznych wizji ówczesnego pokolenia. Strój księżniczki naprawdę wierny jest filmowej wizji, dzięki czemu mamy złudzenie, jakby to była aktorka zabrana prosto z planu zdjęciowego.

Co zaś się tyczy samego stylu rysunku, to nie można o nim powiedzieć nic złego Wręcz przeciwnie, należą mu się same pochwały. Grafiki są estetyczne, a kadry obfitują w dużą ilość szczegółów. Na jak największą uwagę zasługują te rysunki, które przedstawiają pejzaże dżungli, tropikalne drzewa i fantazyjne sawanny. Niektórym rysunkom plastyk zdecydował się poświęcić całe strony, aby podkreślić ich wagę.

Dla przykładu, atakujący drapieżnik uchwycony w locie zajmuje całkowicie stronę dwudziestą piątą. Nawet tło zostało zredukowane do niewielkiego wycinka, by podkreślić, jak bardzo bestia jest groźna. Czytelnik może dzięki temu dokładnie przyjrzeć się olbrzymim kłom i pazurom, grze mięśni stwora i kontrastowo małym, ale wściekłym ślepiom. Scena ta, podobnie jak kilka innych, stwarza złudzenie ruchu, a także niebezpieczeństwa, z jakim stykają się bohaterowie opowieści.

Lutowy numer „Star Wars – komiks” jest więc miłym zaskoczeniem. Po kilku słabszych lub przeciętnych opowieściach, w nasze ręce wreszcie został oddany naprawdę porządny numer. „Kawałek domu” to historia, która równie dobrze jak na kartach komiksu, mogłaby zostać przedstawiona przez samego Georga Lucasa w jednym z jego filmowych epizodów. Takie komiksy to po prostu czysta przyjemność.

Dyskusja