Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Polski superheros coraz bardziej obiecujący – recenzja komiksu „Biały Orzeł: Pierwszy Lot część 2”

Wiele wskazuje na to, że polskim miłośnikom komiksu brakowało kogoś takiego jak Biały Orzeł – rodzimego superbohatera, inspirowanego amerykańskimi herosami ze stajni Marvela, ratującego nasz kraj przed czyhającymi nań niebezpieczeństwami. Świadczy o tym bardzo pozytywne przyjęcie pierwszego tomu jego przygód na różnego rodzaju tematycznych forach i portalach. Na kolejny zeszyt z serii „Pierwszy Lot”, wprowadzającej czytelników w realia, przyszło nam czekać całe dwa miesiące. Opłacało się jednak – lektura drugiej odsłony komiksu utwierdza tylko w przekonaniu, iż pomysł braci Kmiołków skrywa ogromny potencjał.

Fabuła drugiego zeszytu „Białego Orła” zaczyna się dokładnie w tym momencie, w którym zakończył się poprzedni tom. Tytułowy superbohater zostaje uwięziony przez Nura, mroczną istotę żyjącą w podziemiach warszawskiego Dworca Centralnego, wspieraną przez hordy opętanych bezdomnych. Z pomocą Białemu Orłowi nieoczekiwanie przychodzi ekscentryczny sprzymierzeniec, z którym – wszystko na to wskazuje – przyjdzie mu współpracować także w kolejnych tomach. Rycerz Polski, bo o nim mowa, jest postacią równie intrygującą, co tajemniczą. W komiksie wychodzi na jaw, że jego dzieje sięgają zamierzchłych czasów, a na przestrzeni wieków kilkakrotnie, z mniejszym bądź większym skutkiem, wpływał na bieg historii Polski; sam Biały Orzeł przyjmuje wobec nowego sojusznika raczej sceptyczną postawę.

Drugi tom „Białego Orła” dostarcza istotnych informacji dotyczących przeszłości tytułowego bohatera. Dowiadujemy się między innymi jakie relacje łączyły Aleksa Poniatowskiego z jego ojcem, a także w jaki sposób przywrócono mu sprawność po feralnym wypadku. Niektóre kwestie, pozostające niejasne po lekturze pierwszego zeszytu, w drugim zostały odpowiednio wyklarowane. Wprawdzie w życiorysie głównego bohatera nadal pozostaje sporo znaków zapytania, jednak autorzy „Białego Orła” systematycznie rozwiewają wątpliwości, głównie za sprawą retrospekcji, zgrabnie wplatanych do komiksowego scenariusza.

O ile do tej pory nie było w „Białym Orle” patosu oraz wyraźnych wątków patriotycznych, o tyle w drugim zeszycie już się one pojawiają, głównie za sprawą wspomnianego wcześniej nowego bohatera. Zabieg ten, w którym gołym okiem widać inspirowanie się amerykańskimi, marvelowskimi superbohaterami, należy jednak uznać za udany – zwłaszcza że autorzy zachowują w tym względzie stosowny umiar. Niemniej, w drugim zeszycie przygód „Białego Orła” staje się już jasne, iż stawką w rozgrywce pomiędzy bohaterami a TechCorpem nie są już tylko indywidualne porachunki, lecz losy całego kraju.

Oprawa wizualna nie uległa znaczącym zmianom w stosunku do poprzedniego tomu i w dalszym ciągu stanowi jeden z atutów. Kilka rysunków jest szczególnie udanych, by wspomnieć tylko sceny na poligonie doświadczalnym, gdzie TechCorp testuje Super Żołnierza, bądź też zajmujący całą stronę wizerunek Rycerza Polskiego. Podobnie jak w pierwszym zeszycie, także i tym razem twórcy raczą czytelników efektowną sceną walki z udziałem Białego Orła, dobrze skadrowaną i okraszoną odpowiednimi efektami specjalnymi. Jednakże starcie z Nurem, bo o nim mowa, ma dość rozczarowujący finał. Pozostaje mieć nadzieję, że potwór ten pojawi się jeszcze w późniejszych odsłonach komiksu, gdyż w przeciwnym razie można będzie mówić o zmarnowanym potencjale tkwiącym w tej postaci.

Polski superbohater się rozkręca. Komiks o Białym Orle ma coraz bardziej wciągającą fabułę, wzbogacił się o nowych, ciekawych bohaterów, a także utrzymuje wysoki poziom oprawy wizualnej. W tej sytuacji jedynym, co może budzić zastrzeżenia czytelników, jest fakt, iż na trzeci tom – stanowiący zwieńczenie wprowadzającego cyklu „Pierwszy Lot” – przyjdzie im poczekać aż do maja.

Dyskusja