Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Serwer padł… – recenzja książki „EPIC”

Potencjał drzemiący w grach MMORPG przez długi czas był omijany szerokim łukiem. Dopiero niedawno autorzy fantastyki zaczęli z nim eksperymentować na poważnie, nierzadko łącząc wirtualne światy ze swoją własną „rzeczywistością”. Nie można powiedzieć, by to literackie połączenie było w pełni zbadane i opisane, więc kolejne próby autorów kończą się raczej sromotnymi porażkami, niż chwalebnymi zwycięstwami.

„EPIC” to nazwa gry, będącej systemem prawnym na Nowej Ziemi, planecie, która stała się domem dla ludzi po zniszczeniu Ziemi na skutek konfliktu (autor daje niewielkie przesłanki, iż mogła to być wojna atomowa). Mieszkańcy postanowili uniknąć błędów swoich przodków i ustanowili jedno prawo – nikt nie może stosować przemocy wobec drugiej osoby. Nawet zwykłe uderzenie jest traktowane jako jedna z największych zbrodni i podlega surowej karze. Wszystkie kwestie prawne i administracyjne są zaś regulowane przez pojedynki na wirtualnej arenie, w myśl zasady „zwycięzca bierze wszystko”.

Wizja przyszłości stworzona przez autora stoi na bardzo lichych fundamentach, czytelnik kilkoma pytaniami może podważyć jej sens. Kostick nie podaje praktycznie żadnych informacji na temat tego kto stworzył EPIC, jakim sposobem znalazł on tak szerokie zastosowanie oraz dlaczego ludzie potulnie zgodzili się, by zawładnął on ich życiem. Skutkuje to tym, że marni rolnicy z trudem walczą o przetrwanie, podczas gdy mieszkańcy miast w pełni cieszą się urokami życia i właściwie władają grą, dzięki swoim wymuskanym i świetnie wyposażonym postaciom.

Obok wyjątkowo marnej wizji przyszłości istnieje także drugi świat, ten wirtualny. Tytułowy EPIC, będący drugą rzeczywistością dla mieszkańców Nowej Ziemi, jest ubogi i źle wyważony. Autor opisując proces tworzenia postaci wręcz podkreśla, jak ważną decyzją jest wybór klasy bohatera, jednak w toku dalszej fabuły po prostu o tym zapomina i nie ma najmniejszych przeszkód, by mag posługiwał się bronią miotaną równie sprawnie co postać, która w tym celu została stworzona. Także rozdzielanie punktów umiejętności, z początku niezwykle wręcz ważne, nie ma absolutnie żadnego odzwierciedlenia w późniejszej rozgrywce. W grze widać także ogromną przepaść ekonomiczną – zbieranie pieniędzy jest zajęciem bardzo czasochłonnym, jednak ubicie smoka skutkuje zdobyciem skarbów, które pozwalają na wykupienie całej planety.

Bohaterowie powieści są nudni, wręcz bezpłciowi. Nie ma w nich nawet krztyny osobowości, która wywierałaby wpływ na ich zachowania i podejmowane decyzje. Praktycznie wszystkie postaci występujące w „EPICU” są bezkształtną masą zlewającą się w całość. Jedyna ciekawostka w tej sferze to fakt, iż wszyscy główni bohaterowie mają skandynawskie imiona.

„EPIC” miał w sobie sporo potencjału. Ten został jednak skutecznie zniszczony przez bardzo pobieżne i niechlujne wykreowany ubogi świat, a także nudną, schematyczną fabułę, której zakończenie można przewidzieć już po lekturze kilkunastu pierwszych stron. Nie sposób zżyć się z bezpłciowymi, nudnymi bohaterami, a kiepskie tłumaczenie jest tylko kolejnym gwoździem do trumny, w jakiej leży i spoczywa „EPIC”. Mógł być hit, wyszedł zaś kit.

Dziękujemy wyd. TELBIT za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego.

Ocena: 1/5

Dyskusja