Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Smocze opowieści – recenzja książki „Smok Griaule”

Lucius Shepard należy do autorów o pokaźnym i wielokrotnie nagradzanym dorobku. Amerykański pisarz odnajduje się bez trudu zarówno w konwencji fantasy, science fiction, jak i w realizmie magicznym. W Polsce ukazały się zaledwie dwa zbiory jego opowiadań – „Zielony kocur diabła” z 2000 roku, dziś dość zapomniany, oraz „Smok Griaule”, dzięki któremu proza Sheparda ma szansę na nieco szerszą niż dotychczas skalę trafić pod strzechy. Warto, by tak się stało.

Średniej grubości tom mieści sześć opowiadań, a wszystkie koncentrują się wokół tytułowego smoka Griaule’a. Długa na sześć tysięcy stóp bestia, której pochodzenia nikt nie jest do końca pewien, została niegdyś unieruchomiona zaklęciem potężnego czarownika. Z czasem ciało gadziny przeistoczyło się w naturalny element krajobrazu i ekosystemu; w cieniu ogromnego cielska wyrosły drzewa, zbudowano wioski, a o zamieszkujących ciało smoka pasożytach i porastających je niezwykłych roślinach opowiada się z trwogą i niepokojem. Griaule budzi wśród mieszkańców podziw, szacunek i lęk, a na życie niektórych z nich ma wpływ dużo większy, niż można by się spodziewać po uśpionej od wieków poczwarze.

Bohaterowie opowiadań są ludźmi, których los w szczególny sposób powiązany jest ze smokiem. Działają na jego chwałę, chronią się w jego wnętrzu lub wręcz przeciwnie – marzą o jego unicestwieniu. Na ile wszystkie te działania są wynikiem ich wyborów, na ile zaś większego planu, którego nie przeniknie umysł ludzki – trudno ocenić. Kim tak właściwie jest Griaule? Smokiem przybyłym z kosmosu, który ze względu na swą inność nurtuje szarych obywateli? A może demiurgiem, wpływającym siłą swego umysłu na nieświadome niczego marionetki? Czy wreszcie – Bogiem, zsyłającym wskazówki, ale pozostawiającym ludziom wolną wolę? Na te pytania każdy czytelnik będzie musiał odpowiedzieć sam.

Pięć pierwszych utworów wpisuje się w konwencję fantasy. Podejście Sheparda dalekie jest jednakże od takiego, jakie znamy z kart innych powieści czy opowiadań. W „Smoku Griaule’u” baśniowy nastrój i oniryczny klimat marzeń sennych wywoływanych przez tytułową bestię przeplatają się z prozą życia; życia odartego z optymizmu, wiecznej miłości i szczęśliwych zakończeń. Świat, który kreuje autor, jest boleśnie prawdziwy, wypełniają go czyny moralnie naganne, ludzkie okrucieństwo i pierwotna seksualność. W wykonaniu amerykańskiego pisarza taka mieszanka okazuje się nie tylko strawna, lecz wręcz pełna dobrego smaku.

Ostatni utwór, „Czaszka”, będący zarazem powrotem Sheparda do świata Griaule’a po latach przerwy, znacząco różni się od swoich poprzedników. To już nie fantasy, a realizm magiczny w czystej postaci, z akcją osadzoną w slumsach współczesnej Ameryki Środkowej, która zmaga się z problemami natury politycznej.

Opowiadanie to jako jedyne budzi dość mieszane odczucia: z jednej strony jest brutalne, przenikliwe i zajmujące na równi z poprzednimi; z drugiej – ze względu na swą konwencję i ujęcie tematu wydaje się nie pasować do pozostałych, przez co jako zwieńczenie mitologii Griaule’a nieco rozczarowuje.

Po prozę Sheparda zdecydowanie opłaca się sięgnąć. Zbiór „Smok Griaule” to jedna z tych pozycji, które w przystępnej formie skrywają utwory o niejednoznacznej wymowie i stylistycznym uroku. Gdy dodać do tego wspaniały pomysł leżący u podstawy wszystkich opowiadań oraz wymieszanie konwencji baśni z okrutną rzeczywistością, z powodzeniem stosowane przez autora, otrzymujemy kolejną pozycję z serii Uczta Wyobraźni, z którą błędem byłoby się nie zapoznać.

Dziękujemy wyd. MAG za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja