Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Dokąd zmierza ludzkość – recenzja filmu „Planeta Małp”

„Planeta małp” to niekwestionowany klasyk kina science-fiction. Choć od jego premiery dzielą nas już ponad cztery dekady, to miniony czas nie odcisnął się na nim większym piętnem. I chociaż przez te czterdzieści lat technika filmowa uległa znaczącemu rozwojowi, to przesłanie, jakie niesie obraz Schaffnera, pozostaje ponadczasowe.

Trójka amerykańskich astronautów zmuszona jest do lądowania na obcej planecie. Szybko okazuje się, że miejsce, do którego trafili, jest łudząco podobne do Ziemi. Władają nim jednak niezwykle inteligentne małpy, zaś ludzie, znacznie bardziej od nich prymitywni, służą jako niewolnicy i obiekty eksperymentów naukowych. Dowódca rozbitego statku, George Taylor, zostaje przez tubylców pojmany do niewoli. Znajdując się w beznadziejnej sytuacji, zaskarbia sobie sympatię dwóch małp – doktor Ziry i archeologa Corneliusa, od których będzie zależało jego przetrwanie.

Mało kto dziś pamięta, że „Planeta małp” jest ekranizacją książki. Scenariusz filmu Franklina J. Schaffnera został oparty na głośnej niegdyś powieści francuskiego pisarza, Pierre’a Boulle’a. Do największych jej atutów zaliczano świat przedstawiony, w szczególności zaś realia, panujące na tytułowej planecie. Twórcy filmu wiernie odwzorowali je na szklanym ekranie, dobrze oddając ducha książki Boulle’a. Używając słów głównego bohatera, na planecie małp „wszystko zostało odwrócone do góry nogami”. I tak na przykład, zgodnie z panującą wśród tubylców religią, Bóg stworzył małpę na swoje podobieństwo i pozwolił jej objąć władzę nad wszystkimi innymi stworzeniami, w tym także ludźmi. Ci ostatni, zniewalani przez oprawców wskutek swoistych łapanek, nierzadko służą później w charakterze doświadczalnych królików.

Jakby tego było mało, w filmie pojawia się także odniesienie do wielkiego sporu pomiędzy kreacjonistami a zwolennikami teorii ewolucji. Dwoje miejscowych naukowców wysnuwa hipotezę, jakoby człowiek był dalekim przodkiem małpy, jednak jest ona tłamszona przez konserwatywnych kapłanów. Co ważne, twórcy filmu nie stawiają się w roli arbitrów i nie osądzają, po której ze stron leży racja. Nawiązanie do naszego, realnego świata, jest jednak w tym wypadku zupełnie oczywiste – zwłaszcza jeśli przyjrzeć się argumentom obu stron. Postępowe małpy twierdzą, że nauka musi się rozwijać, nawet jeśli ten rozwój ma pogrzebać dotychczasowe wyobrażenia o świecie. Konserwatywna część małpiego społeczeństwa stoi na straży starego ładu, obawiając się rewolucyjnych zmian. Twórcy z jednej strony mówią o nieuchronności postępu, z drugiej zaś mamy ostrzeżenie przed tym, do czego może on doprowadzić, gdy wymknie się spod kontroli, co najlepiej widać w ostatniej scenie – miażdżącej, wręcz wgniatającej w fotel i pobudzającej do osobistej refleksji we wspomnianej kwestii.

W „Planecie małp” pojawia się nie tylko refleksja nad stanem i przyszłością cywilizacji stworzonej przez człowieka, ale i krytyka samej ludzkiej natury. Małpy już dawno przekonały się, że naturalnym dążeniem ludzi jest dominacja nad innymi, a pragnienie potęgi częstokroć doprowadza do tragicznych w skutkach wojen i konfliktów. Jak spostrzega przywódca tubylczej społeczności, „mądrość człowieka dorównuje głupocie, a emocje biorą władzę nad rozumem”. W opinii mieszkańców tytułowej planety, ludzie powinni pozostawać pod nieustanną kontrolą wyżej rozwiniętej cywilizacji, właśnie ze względu na swoją niszczycielska naturę.

Chociaż, jak zostało wspomniane, od premiery „Planety małp” minęło już ponad czterdzieści lat, to pod wieloma względami film wcale się nie zestarzał. Za muzykę odpowiadał absolutny geniusz w swojej dziedzinie, Jerry Goldsmith, którego śmiało można uznać za jednego z najwybitniejszych kompozytorów muzyki filmowej w historii. „Planeta małp” zdecydowanie potwierdza tę tezę. Po dzień dzisiejszy dobrze prezentują się także kostiumy oraz maski przywdziewane przez odtwórców małpich ról, zaś zdjęcia Leona Shamroy’a to istne arcydzieła, zachwycające dziś w równym stopniu, co przed laty.

Omawiając „Planetę małp”, nie sposób pominąć także świetnych kreacji aktorskich. Charlton Heston z przekonaniem wcielił się w George Taylora. Linda Harrison natomiast z powodzeniem zagrała Novę, jego filmową przyjaciółkę. Jako że rdzenni, ludzcy mieszkańcy planety są w obrazie Schaffnera niemowami, gra Harrison, nie wypowiadającej w „Planecie małp” ani jednego słowa, musiała być delikatnie przerysowana i nieco teatralna. Niemniej, efekt bez wątpienia należy uznać za zadowalający. Udane występy odnotowali także odtwórcy „małpich” ról, choć ze względu na charakteryzację nie sposób ocenić ich chociażby pod kątem mimiki.

„Planeta małp” to arcydzieło kina science-fiction, z którym powinni zapoznać się wszyscy sympatycy tego gatunku. Film Franklina J. Schaffnera, ciągle imponujący pod względem wykonania, stanowi także doskonały przykład na to, jak przy pomocy dzieł z rodzaju fantastyki naukowej należy poruszać palące problemy współczesności i stawiać pytania w tak ważnych kwestiach jak niezmienność ludzkiej natury bądź kierunek, w jakim zmierza stworzona przez człowieka cywilizacja.

Ocena: 5/5

Dyskusja