Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Mroczne sekrety – recenzja komiksu „Star Wars. Rycerze Starej Republiki. Tom 7: Starcie Ambicji”

W poprzednim tomie „Rycerzy Starej Republiki” definitywnie zakończono wątek Zayne’a jako zbiega i wroga republiki. W najnowszej odsłonie serii, zatytułowanej „Starcie Ambicji”, historia naszych bohaterów wkroczyła na zupełnie nowe ścieżki.

Były padawan wraz ze swymi nieodłącznymi towarzyszami podróży zajmuje się zarabianiem kredytów oraz poszukiwaniem szczęścia w Światach Jądra Galaktyki. Jednak nie będzie to łatwe, ponieważ czeka ich cała masa przygód, podczas których niejednokrotnie otrą się o śmierć.

Tym razem wydawca ma dla nas trzy, bezpośrednio nie połączone ze sobą, jednak tworzące chronologiczną i spójną całość historie. Zeszyt otwiera rozdział, w którym Gryph, podczas nieobecności Zayne’a, postanawia oszukać Cheva o imieniu Cipiter, organizatora giełdy na Metellosie 3. Snivvianin planuje odebrać mu pieniądze, nieuczciwie zarobione na sprzedaży nieodkrytych jeszcze planet, które rzekomo miały obfitować w złoża bogactw naturalnych.

W drugim opowiadaniu, „Wierne Wykonanie”, bohaterowie natrafiają na statek – widmo, czego, jak nietrudno się domyślić, omal nie przypłacają życiem. Ta część nie jest jednak tak istotna, jak ostatnia historia, która odkrywa tajemnice przeszłości Jarael i wprowadza nowy wątek w komiksie. Bardzo możliwe, że jest to początek dłuższej historii na miarę ucieczki Zayne’a przed Mistrzami Jedi.

Carric, Gryph i reszta grupy trafiają na wyścigi śmigów, gdzie znajduje się idol Zayne’a: wojownik, weteran Goethar Kleej, w dniu, kiedy kończy karierę. Przyjaciele nie zdają sobie jednak sprawy, że trafiają w sam środek gangsterskich porachunków. Nieoczekiwany splot wydarzeń powoduje, że były padawan sam bierze udział w morderczym turnieju, w którym będzie walczył nie tylko o własne życie.

Akcja komiksu, ze względu na długość oraz ilość historii znajdującuch się w tomie, rozgrywa się szybko, jest wartka i dynamiczna. Generalnie, cały zarys fabuły zdradza w pewnych momentach rzeczy, których łatwo się domyśleć, nie można jednak powiedzieć, żeby zeszyt ten był w poważnym stopniu przewidywalny. Seria dalej utrzymuje wysoki poziom, mimo zakończenia swojej flagowej historii. Dla odmiany od szczęśliwego zakończenia poprzedniego tomu, ten jest bardzo mroczny i próżno szukać w nim beztroskich i szczęśliwych momentów, zakończonych jednoznacznym „happy endem”.

Komiks jest jednak o tyle ciekawy, że otwiera przed nami dotąd nieznane karty z życiorysu Jarael, przy okazji tworząc nowe tajemnice, które czytelnik z pewnością będzie chciał poznać. Powoduje to, że bohaterka powoli zajmuje miejsce pierwsze w fabule, dotąd zdominowanej przez Zayne’a. Wątek posiadania przez piękną arkaniankę mocy, również zostaje rozszerzony. Miłą niespodzianką jest zmiana Slyssyka – wiecznie wystraszony Trandoshanin powoli staje się coraz bardziej śmiały i pewny siebie.

Jeśli chodzi o stronę graficzną, rysunki jak zwykle trzymają przyzwoity poziom. Pozytywnym zaskoczeniem jest pierwsza historia, narysowana przez Bonga Dazo, rysownika znanego z poprzednich tomów. Tym razem zrezygnował z nienaturalnego i karykaturalnego rysowania postaci. Wygląd bohaterów, szczególnie Jarael i Zayne’a, cieszy oko.

Niestety tego samego nie można powiedzieć już o Gryphie, w którym widać stary styl artysty. Dodatkowym minusem jest przesyt szczegółów, który znacząco zanieczyszcza odbiór. Szczególnie można to odczuć w scenach walk – czytelnikowi ciężko w pierwszej chwili zorientować się, co dzieje się w danej scenie oraz co robi bohater.

W albumie nie mogło zabraknąć prac Briana Chinga, artysty, którego styl najbardziej kojarzony jest z tą serią. Jak zwykle, rysownik staje na wysokości zadania i nie można mu nic zarzucić. Idealnie podkreśla dynamikę akcji.

Debiutem są prace Deana Zachary’ego. Mroczne i ciężkie rysunki świetnie podkreślają nastrój niepewności i grozy, dobrze wpasowując się w tragiczną opowieść. Rysownik zadbał o sporą ilość szczegółów, zarówno w rysunkach postaci, jak i w dalszych planach. Nie są one jednak tak nachalne, jak w „Starciu Ambicji”, i można traktować je na plus.

W ogólnym rozrachunku, siódmy zeszyt przygód Zayne’a jest dobrą i wartą uwagi historią, jednak wyraźnie można odczuć tu brak czegoś, co powodowało, że poprzednie części czytało się z zapartym tchem. Pozycja ta nie wciąga już tak bardzo, jak poprzednie, mimo to warto kolejny raz sięgnąć po „Rycerzy”, by dowiedzieć się, jaką ścieżką podąża teraz były padawan.

Dyskusja