Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Nie każdy oczekuje zemsty – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 04/2012”

Czas Wojen Klonów to okres, któremu w świecie Gwiezdnych Wojen poświęcono chyba największą liczbę książek, seriali telewizyjnych, gier i, oczywiście, komiksów. Dzięki historii zamieszczonej w najnowszym numerze „Star Wars – komiks”, „Jedi: Shaak Ti”, poznamy kolejny epizod z frontu.

Jak sam tytuł wskazuje, głównym bohaterem tej opowieści jest mistrzyni Shaak Ti. Mieliśmy ją okazję poznać w filmowych epizodach Nowej Trylogii Gwiezdnych Wojen. Ta przedstawicielka rasy togrua rzadko kiedy sięgała po swój miecz świetlny, woląc drogę dyplomacji. Ale, niestety, w czasie Wojen Klonów niejednokrotnie zmuszona była złamać swoje zasady. I o tym właśnie opowiada ta historia.

Mistrzyni wraz ze swoim oddziałem klonów ma za zadanie odbić z rąk Separatystów ważną dla Republiki i szlaków handlowych planetę Brentaal IV. W czasie wojennych potyczek, na jej drodze stają wyswobodzeni w czasie zamieszania więźniowie, przebywający w lokalnym areszcie. Ku przerażeniu mistrzyni, jeden z nich już kiedyś stanął na drodze Shaak Ti, zabijając jej padawana. Czy jednak zemsta to cel, który powinien przyświecać Jedi?

Jak widać, komiks, który dostajemy do rąk, to nie tylko walki i potyczki. W scenariuszu Johna Ostrandera jak zwykle otrzymujemy coś więcej, drugie dno. Mimo że to kolejny epizod z frontu, porusza wiele innych, głębszych problemów. Tym razem jest to wspomniana kwestia zemsty. Czy za cierpienia, które doznaliśmy, takie jak utrata bliskiej nam osoby, zawsze powinniśmy oczekiwać rewanżu?

Oczywiście, ta opowieść to nie tylko statyczne snucie refleksji nad poważną problematyką natury moralnej. Jest tu także to, co wielu polubiło w przygodowych opowiadaniach: akcja, walki, wystrzały i karkołomne misję. Fortele, podstępy i pułapki – cały ten mix znajdziemy w ostatnim numerze „Star Wars – Komiks”

John Ostrander jak zwykle łączy swój talent do snucia opowieści z błyskotliwym kunsztem plastycznym Jan Duursemy. Jest to jedna z artystek, która przedstawiła najwięcej opowieści ze świata Gwiezdnych Wojen, i to nie tylko z omawianego w tej recenzji okresu. Polski czytelnik zna ją głównie za sprawą serii „Dziedzictwo”, dziejącej się 137 lat po filmowych epizodach.

Prace Duursemy są bardzo kontrastowe jeśli chodzi o dobór barw. Chociaż większość jej prac utrzymana jest w mocnych, stonowanych barwach, to efekty świetlne są mocno akcentowane. Dzięki temu wybuchy czy sztuczne oświetlenie wydają się prawdziwe, tak jakbyśmy patrzyli na przestrzenną animację, a nie na dwuwymiarowy rysunek. Jako przykład na poparcie tych słów można przytoczyć scenę, w której żołnierz klon dociera do reaktora. Ten skrzy się jaskrawo, oświetlając jego sylwetkę. Efekt ów naprawdę został przedstawiony perfekcyjnie.

Historia o mistrzyni Shaak Ti to jedna z ciekawszych opowieści, nie tylko wśród prezentowanych dotychczas na łamach „Star Wars – komiks”, ale w całym gronie komików traktujących o okresie wojen, dziejących się miedzy drugim a trzecim epizodem nowej trylogii Gwiezdnych Wojen.

Dyskusja