Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Powrót ściganego numer jeden – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 03/2012”

Parę ładnych lat temu, po naprzełomie 1999 i 2000 roku, w ręce polskich czytelników trafiły dwa tomy serii „Karmazynowe Imperium”. Do dziś, zdaniem wielu, jest to jedna z najlepszych opowieści ze świata Star Wars. Niestety, historia głównego bohatera: Kira Kanosa, została nieoczekiwanie przerwana i zawieszona na prawie dwanaście lat. Jednak wreszcie doczekaliśmy się kontynuacji. Kanos powrócił właśnie w jednej z trzech opowieści, zawartych w marcowym numerze „Star Wars – komiks”.

Dla tych, którzy nie znają jeszcze tego bohatera, powiem, że jest to jedyny ocalały członek gwardii Imperatora (postacie w czerwonych płaszczach, które widzimy min. w „Powrocie Jedi”). Wielu uzurpatorów próbowało przejąć władzę nad niedobitkami Imperium, ale Kanos nadal pozostawał wierny Palpatine’owi i jego ideom. Nietrudno więc zgadnąć, dlaczego stał się najbardziej poszukiwanym człowiekiem w galaktyce. Ale Kanos planuje zemstę. Zemstę na człowieku, który jest odpowiedzialny za śmierci jego mistrza. Zanim to jednak nastąpi, musi uporać się z tymi, którzy czyhają na jego własne życie.

W USA trzeci tom „Karmazynowego Imperium” już się ukazał, jednak polscy czytelnicy będą musieli, póki co, zadowolić się właśnie wyżej opisaną opowieścią, która nosi tytuł „Kenix Kil”. W Stanach ta historia miała premierę zaraz po wspominanych komisach, u nas jednak nie była do tej pory publikowana.
Przez lata komiks urósł do miana pozycji kultowej, tak też po nowej opowieści spodziewałem się wiele. Na szczęście, nie poczułem się rozczarowany. Nowe przygody Kanosa nie odbiegają jakością od poprzednich tytułów z jego udziałem.

Wartka akcja, przemyślane intrygi i misternie skonstruowane plany to znaki rozpoznawcze komiksów z udziałem ostatniego z Czerwonych Gwardzistów. Sądzę, że niejeden fan „Karmazynowego Imperium” przyzna mi rację, iż „Kenix Kil” jest naprawdę dobrym komiksem.

W przypadku „Karmazynowego Imperium” wielu twierdziło, że jedynym minusem tej pozycji są dość toporne rysunki. Jednak tym razem pojawiło się tu bardzo miłe zaskoczenie, gdyż zmienił się autor rysunków. Pałeczkę przejął uznany artysta Javier Saltanes. Jego kreska w opozycji do poprzednika jest zdecydowanie przyjemniejsza w odbiorze. Kontury są zdecydowanie łagodniejsze, dzięki czemu rysunki wydają się bardziej realistyczne.
Druga opowieść pt: „Szczęśliwe gwiazdy” to kolejna historia z księżniczką Leią Organą w roli głównej. Trzy lata po zniszczeniu Gwiazdy Śmierci, była pani senator dostaje kolejną misję do wykonania dla dobra Sojuszu Rebeliantów.
Zanim zacznę omawiać fabułę i zalety lub też wady scenariusza, skupię się na rysunkach, bo to one jako pierwsze rzucają się w oczy. A raczej przesada, w jaką popadł rysownik, i przez którą wszystkie proporcje postaci są przesadne i wynaturzone i przejaskrawione.

Jako przykład weźmy postać księżniczki Lei, ze strony trzydziestej szóstej. I nie chodzi w tym wypadku o sam brak podobieństwa do Carrie Fisher, ale o sylwetkę, która przypomina bardziej Wonder Woman niż filmową księżniczkę Leię. Tendencja ubierania bohaterki w obcisłe ciuchy, które raczej nie przystoją wysoko urodzonej, to zupełnie inna historia.

Od strony fabularnej historia „Szczęśliwe gwiazdy” ma się całkiem nieźle. Ot, opowieść o charakterze przygodowym. Główna bohaterka w ramach służby dla Sojuszu Rebeliantów, musi wykonać kolejne niebezpieczne zadanie. Oczywiście, nie udałoby się jej to bez wiernych towarzyszek broni. Damski team wykonuje swoją misję z kobiecym wdziękiem.

Ostatnia pozycja z tego komiksu, „Przerwa śniadaniowa”, jest nietypowa pod każdym względem: zarówno wizualnym jak i fabularnym. Podczas przerwy śniadaniowej dwóch szturmowców rozprawia o pamiętniku Dartha Vadera. Przy lekturze obaj mężczyźni analizują profil psychologiczny Mrocznego Lorda. Wydźwięk całej tej opowiastki jest mocno humorystyczny i nie można go traktować poważnie. To miły kilkustronicowy przerywnik po opowieściach o charakterze refleksyjnym.

Kreska jest mocno schematyczna i oszczędna. Rysownik nawiązuje do prostych pasków komiksowych, które tak często możemy znaleźć w gazetach. Co ciekawe, w całej tej historyjce ani razu nie uświadczymy widoku maski Vadera. Niemniej jego charakterystyczna sylwetka sprawia, że nie sposób pomylić tego bohatera z kimś innym.
Humor tego tytułu jest lekki i niewymuszony. Doskonale wpisuje się w fabułę filmowych epizodów i tego, co wiemy naprawdę o byłym Anakinie Skywalkerze. Niemniej jednak, historia ta ma status niekanonicznej, przez co należy ją traktować raczej jako parodię.

Marcowy numer „Star Wars – Komiks” jest doskonale skomponowany: mamy historię poważną, przygodową i dowcipną. Każdy typ czytelnika znajdzie w tym zeszycie coś dla siebie. Wszystkie trzy tytuły stoją na naprawdę przyzwoitym poziomie fabularnym, więc kupujący go powinien być zadowolony z wydatku.

Dyskusja