Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Przeszłość jest nieustępliwa – recenzja książki „Dallas ’63”

Stephen King to jeden z tych autorów, których popularność nie maleje od wielu lat. Jego kolejne powieści podbijają listy bestsellerów, stają się podstawą nierzadko godnych uwagi ekranizacji i zyskują pisarzowi coraz liczniejsze grono fanów. Nie da się ukryć, że King nie jest przewidywalny – choć zasłynął jako mistrz horrorów z akcją osadzoną w stanie Maine, to nie stroni ani od fantasy, ani od thrillerów, ani od powieści czy nowel z pogranicza realizmu magicznego. Oprócz utworów bardzo dobrych trafiają mu się teksty średnie i kiepskie, a obok pozycji zwartych – kilkuset stronicowe cegły. Gdzie w tym zbiorze mieści się „Dallas ‘63”, jeden z największych przebojów ubiegłego roku?

Jake Epping, nauczyciel angielskiego z Lisbon Falls, nie spodziewał się, że kolejna wizyta w barze Ala Templetona odmieni jego życie. Pewnie nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzyłby, że w spiżarni jadłodajni znajduje się tunel czasowy prowadzący do 9 września 1958 roku. Jak jednak inaczej wytłumaczyć fakt, że w ciągu jednej doby Al postarzał się o wiele lat i jest bliski śmierci na raka? Początkowo niechętny i sceptycznie nastawiony Jake zgadza się spełnić ostatnią wolę umierającego przyjaciela – powstrzymać Lee Harveya Oswalda, który 22 października 1963 roku zastrzelił prezydenta Kennedy’ego.

Zarys fabuły powieści sugeruje, że do czynienia mieć będziemy z utworem fantastyczno-sensacyjnym, z motywem podróży w czasie z jednej strony i próbą zapobiegnięcia morderstwu – z drugiej. Tymczasem obydwa te wątki są jedynie pretekstem do zaprezentowania obrazu Ameryki przełomu lat 50. i 60 – Stanów Zjednoczonych, które pachną tytoniowym dymem, obawiają się wojny nuklearnej z Rosją, jeżdżą Fordem Sunlinerem i tańczą swinga przy dźwiękach „In the Mood” Glenna Millera.

King potrafi przywoływać nastroje skrajnie różne. Począwszy od Derry – miasteczka dobrze znanego fanom amerykańskiego pisarza, wykreowanego na potrzeby powieści „TO” – w którym klimat jest przytłaczający, a ciepły oddech mordercy czuć na karku; poprzez Dallas, toczonego przez ubóstwo i brud, skoncentrowanego na problemach politycznych, szczególnie konflikcie z Kubą; aż po Jodie, miejsce, zdawałoby się, sielankowe, skąpane w słońcu, z malowniczymi domkami i sympatycznymi sąsiadami.

Akcja leniwie sunie naprzód, Jake coraz lepiej czuje się w nowej rzeczywistości, a o misji przypominają mu tylko przedziwne i nasilające się wraz z kolejnymi rozdziałami zbiegi okoliczności, które autor zgrabnie wykorzystuje do zaznaczenia faktu, iż przeszłość nie lubi być bezkarnie zmieniana. Zarzucić Kingowi trzeba jednak zbytni pośpiech na ostatnich kilkudziesięciu stronach – po drobiazgowym opisie życia Eppinga w przeszłości czytelnik może poczuć się zawiedziony zakończeniem, zwięzłym i zdawkowym, sprawiającym wrażenie pisanego na chybcika. Rozczarowuje także próba wgłębienia się w istotę podróży w czasie; lepiej było pozostawić tę materię zupełnie nietkniętą, niż niezdarnie napoczętą.

Łatwo polubić pisarstwo Kinga – „Dallas ‘63” wciąga od pierwszej strony i trudno odłożyć je choć na chwilę, nawet kiedy pozornie niewiele się dzieje w życiu bohaterów. Widać, że autor solidnie opanował swoje rzemiosło, wie, jak dawkować napięcie i kreślić sylwetki postaci; docenić trzeba także pracę, jaką włożył w odwzorowanie epoki. Warto po tę powieść sięgnąć, by dać się zauroczyć klimatowi lat 60. i czasom prezydentury Kennedy’ego, a także zgłębić historię jednego z najsłynniejszych zamachów w dziejach, wokół którego narosło wiele teorii spiskowych. Nie jest to arcydzieło literatury, ale rozrywka na wysokim poziomie, godna poświęcenia jej kilku wieczorów.

Dziękujemy wyd. Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego.

Ocena: 4/5

Dyskusja