Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Średniowieczne tortury – recenzja książki „OPUS. Łowcy księgi- tom II”

Nagłe zakończenie „Zakazanej księgi” mogło pozostawić niektórych czytelników w osłupieniu, jednak nie z powodu niezwykłych wydarzeń czy nadmiaru emocji. Finał pierwszego tomu dylogii, pt. „Opus” przypominał raczej końcówkę zwykłego rozdziału niźli epilog porządnej książki. Druga część, „Łowcy księgi”, kontynuuje opowiadaną historię, doprowadzając co wytrwalszych odbiorców do jej finiszu.

Akcja toczy się bezpośrednio po zakończeniu pierwszego tomu. Amos von Hohenstein, który za ukrywanie tajemniczej „Księgi duchów” ma zostać przesłuchany i skazany w więzieniu inkwizycji, ucieka swym oprawcom. Wkrótce dołącza do niego Klara z woluminem wzbudzającym magiczne zdolności i razem kontynuują rozpoczętą misje. Jednak podczas poszukiwań bractwa Opus Spiritus, mającego im pomóc w ukryciu księgi, stare wątpliwości na nowo odżywają w postaciach, które są pełne podejrzeń. Otrzymanie niepewnych wskazówek, uczucie bycia śledzonym i zdradzonym – towarzyszy bohaterom do samego końca oraz umożliwia wciągnięcie czytelnika w wir akcji.

Jednak sytuacja ma się podobnie, jak w części pierwszej. Pod względem fabularnym niewiele się zmieniło: „Łowcy księgi” to wciąż powtarzające się zagrania autora, te same motywy i te same „zwroty” akcji. Zazwyczaj ostatnie tomy serii obfitują w interesujące i trzymające w napięciu wydarzenia, tymczasem powieść Andreasa Goesslinga zdaje się przeczyć wszelkim literackim regułom. Podczas gdy finał historii daje niezwykłe pole do popisu przy doprowadzaniu kolejnych wątków do intrygującego końca, w „Łowcach księgi” znaleźć można jedynie zbędne dłużyzny i ograne już chwyty. Po literaturze młodzieżowej, pomijając nieliczne perełki, nie należy spodziewać się cudów, jednak trwające ponad pół tysiąca stron uczucie déjà vu stanowi lekką przesadę.

A co się może wydarzyć, gdy do głównego wątku autor wplecie nowe tematy? Biorąc pod uwagę ich ilość, raczej niewiele. Każdy kolejny pomysł, mimo że wcześniej w opowieści niewykorzystany, nie czyni fabuły ciekawszą, ale bardziej zaplątaną i niejasną. Choć sama intryga sprawia wrażenie prostej, to w rękach Goesslinga staje się absurdalna i nabiera niezwykłych właściwości mieszania odbiorcy w głowie. Możnaby uznać to za zaletę, gdyby nie fakt, że podczas lektury odnosi się wrażenie, jakby autor gubił się razem z nami.

W „Łowcach księgi” Goessling do końca już zrezygnował z wczucia się w średniowieczne klimaty. Podczas lektury pierwszego tomu, mimo narracji współczesnym językiem, czytelnik miał świadomość, że akcja toczy się w XV wieku. Wskazywały na to słowa i zachowania bohaterów, które tutaj zastąpiono całkiem współczesnymi. Sytuację ratują wplecione motywy historyczne oraz, jak poprzednio, posłowie przybliżające odbiorcy rozbieżności między fikcją a faktami.

Należy wspomnieć o jeszcze jednej różnicy pomiędzy pierwszym a drugim tomem. Autor wyrobił sobie irytującą manierę wielokrotnego powtarzania tych samych określeń, zamieniając je niemal w stałe epitety. Gdy jakiś związek wyrazów przylgnie już do danej postaci czy zjawiska, należy pogodzić się z faktem, że będzie nadużywany do samego końca. Prowadzi to do niewyobrażalnej ilości powtórzeń, które zamieniają lekturę w prawdziwy sprawdzian czytelniczej cierpliwości i wytrzymałości. Podobnie sprawa ma się z literówkami: choć język powieści jest prosty, korekta mu nie podołała, przez co stronice zapisane bez błędów można uznać za zjawisko niezwykłe.

Po całkiem udanej „Zakazanej księdze” można było spodziewać się lepszego zakończenia historii. „Opus” miał szansę zostać kawałkiem niezłej prozy dla młodszych czytelników, jednak drugi tom powieści ostatecznie rozwiał te nadzieje. Po przeżyciu, jakim była lektura tej książki, czytelnicy z większą ostrożnością będą podchodzić do twórczości Andreasa Goesslinga, jak i całego gatunku literatury młodzieżowej.

Dziękujemy wyd. TELBIT za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego.

Ocena: 1.5/5

Dyskusja