Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zjawy towarzyszące przodkom – recenzja książki „Bestiariusz słowiański, czyli rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach”

Dla naszych przodków, zamieszkujących ziemie pogańskiej Słowiańszczyzny, zagadkę stanowiła ludzka egzystencja i funkcjonowanie otaczającego świata. Ówczesna wiedza człowieka była dość nikła, a podejmowane próby zrozumienia nieznanego nie przynosiły właściwych rozwiązań. Możliwe, że łatwiej naszym przodkom było wierzyć, że za wszystko odpowiedzialne są duchy lub dusze zmarłych bliskich. To tłumaczyłoby obecność bóstw, a także demonów, skrzatów i innych magicznych istot, które towarzyszyły człowiekowi na każdym kroku.

Zapewne sama wiara w siły nadprzyrodzone, kierujące losem ludzi i świata, nie była wystarczająca, toteż Słowianie próbowali na różne sposoby zapewnić sobie przychylność dobrych oraz złych duchów: składając im ofiary, oddając cześć lub pielęgnując pamięć o nich. Przekazywane opowieści zostawiły ślady obecności tych osobliwych kreatur, aż do dziś. Paweł Zych wraz z Witoldem Vargasem, studiując rodzime baśnie, legendy i podania, zebrali najciekawsze informacje o ponad setce pradawnych istot i stworzyli niezwykły leksykon.

Wystarczy przekartkować „Bestiariusz słowiański”, by zobaczyć jak wiele wysiłku włożyli autorzy w przygotowanie książki. Strony, stylizowane na stary pergamin, przestawiają krótkie opisy magicznych istot oraz ich ilustrowane wyobrażenie. Owe pełne ekspresji wizerunki widziadeł sprawiają wrażenie narysowanych niedbale, jakby artyści tworzyli je od niechcenia. Jednakże taki sposób artystycznego ujęcia tych zjaw pozwala zarówno przestraszyć jak i bawić czytelnika. Zdarza się, że szkice zachodzą na tekst, co można zinterpretować jako próbę ukazania nieograniczonej mocy straszydeł, ich obecności w każdej dziedzinie ludzkiego życia, czy skłonności do psot niektórych z nich.

Paweł Zych i Witold Vargas przedstawiają własną wizję słowiańskich zjaw. Z jednej strony, takie rozwiązanie narzuca gotowe wyobrażenie magicznej istoty. Zaś z drugiej strony, pozwoli to na przywołanie wspomnień czytelników, gdyż na pewno nie jeden z nich słyszał historie o bazyliszku czy innej zjawie. Mimo bogato zdobionych stron, książka sprawia wrażenie ubogiej i suchej. Krótkie opisy, stworzone są na wzór encyklopedycznej noty. Choć poruszają najważniejsze kwestie jak np.: miejsce zamieszkania zjawy czy obrzędy z nią związane, to jednak brakuje dłuższych form opisowych, które w dokładniejszy i ciekawszy sposób przedstawiałyby owe widziadła. Kilka baśni i legend mogłoby wnieść do ksiązki dużo dobrego.

“Bestiariusz słowiański” w ogólnym rozrachunku wypada dobrze. Temat, podjęty przez Pawła Zycha i Witolda Vargasa z pewnością zainteresuje niejedną osobę. Bogato zdobione strony na długo pozostają w czytelniczej pamięci, zaś brak baśni, legend lub opowiadań można zmienić samemu – wystarczy wyobraźnia i ów leksykon, który warto mieć w domu.

Dziękujemy wyd. BOSZ za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja