Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Glina zawsze wywącha zbrodnię – recenzja książki „Niuch”

„Niuch” to wyraz dźwiękonaśladowczy, który jednoznacznie kojarzy nam się ze zmysłem powonienia. Wąchać można wiele rzeczy, na przykład: tabakę lub kwiaty. Policjant dzięki swoim wyostrzonym zmysłom może wyniuchać przestępstwo.

Samuel Vimes, znany nam z wielu książek Pratchetta, to człowiek niezwykły, łączący w sobie profesje: komendanta straży miejskiej Ankh-Morpork, dyżurnego Vimes, diuka Ankh i bohatera doliny Khoom. W najnowszej powieści brytyjskiego autora, Vimes udaje się, oczywiście za namową żony, na zasłużony urlop. Jednakże czym są dla gliniarza wakacje, skoro tuż po przyjeździe znajduje trupy w szafach? Na pewno nie odpoczynkiem, bowiem tam gdzie są trupy, tam jest morderca, którego trzeba złapać. Tym właśnie postanowił zająć się Vimes.

Znalezione zwłoki należą do goblińskiej dziewczyny. To dość ciekawe, ponieważ Pratchett o tym gatunku nie pisał, dotychczas, wiele. Co prawda informacje na temat tej rasy pojawiły się już w poprzedniej książce, pt. „Niewidoczni Akademicy”, ale nie sposób zaprzeczyć, że obok ludzi to trolle i krasnoludy wiodą prym w literaturze Świata Dysku. Teraz wreszcie dowiemy się czegoś o goblinach, o ich zwyczajach, religii i życiu codziennym. Jednak w „Niuchu” zostały rozbudowane także inne wątki.

Na pierwszy plan, wreszcie, przebija się postać Willikinsa, który dotychczas był w tle wszystkich wydarzeń. Bohater to typowe dziecko ulicy, wiedzące gdzie kopnąć by naprawdę zabolało. Z Willikinsem nikt nie chciałby zostać sam na sam w pokoju, jednak nie sposób nie darzyć go odrobiną sympatii. Może to ze względu na wrodzoną klasę, którą widać przez idealnie skrojoną marynarkę? Lub po prostu, przez oddanie i lojalność jaką darzy rodzinę komendanta i Lady Sybil.

W „Niuchu” została pogłębiona jeszcze jedna kwestia: sprawa Przyzywającej Ciemności. Jest to tajemniczy byt, który towarzyszy Vimesowi w jego działaniach. Dlatego też bezpośrednio przed lekturą, warto zapoznać się z poprzednią książką o straży miejskiej, czyli z „Łupsem”

Wiele osób twierdzi, że Terry Pratchett wypalił się. Jako przyczynę podaje się jego chorobę lub najzwyczajniejszą w świecie płodność literacką. W końcu ile można napisać książek, by nie przekroczyć granicy oryginalności i świeżości? Okazuje się, że wiele, bowiem najnowsza książka ze Świata Dysku wszelkie zarzuty odpiera z całą mocą. Chociaż scenariusz na pierwszy rzut oka może wydawać się prosty – morderstwo i wytropienie sprawcy, to i pod tym względem nie powinniśmy wyciągać zbyt pochopnych wniosków. Pratchett działa typową dla siebie metodą: prowadzi równolegle kilka wątków, które w finale łączą się ze sobą. Gdy dodamy do tego element zaskoczenia, to okazuje się, że taka forma sprawia iż książkę czyta się z zapartym tchem. Niemalże na jeden raz, byleby tylko nie dać się oderwać od lektury.

„Niuch” jest napisany w nieco poważniejszy sposób, niż poprzednie książki Pratchetta, jednak nie oznacza to, że brak w nim typowego brytyjskiego dowcipu. Na karty powieści przebija się więcej ironicznych przemyśleń i komentarzy narratora, które ośmieszają nie tylko bohaterów, ale i nas samych. Pisarz pod maską relacji między goblinami a ludźmi, ukrywa poważne i złożone problemy relacji naszego społeczeństwa, jak np.: brak poszanowania dla innych, dyskryminacje rasowe, czy problem z etyką.

Podsumowując możemy dojść do dwóch wniosków. Pierwszy mówi, że w błędzie są osoby twierdzące, iż Pratchett się wypalił i jest wtórny. Zaś wedle drugiego, racje mają ci, który uważają, że Świat Dysku z każdą książką jest coraz lepszy. „Niuch” to kolejna bardzo dobra pozycja na koncie brytyjskiego pisarza, jak zawsze lepsza od poprzedniej.

Dziękujemy wyd. Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego.

Ocena: 5/5

Dyskusja