Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Jaki ojciec, taki syn – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks. Wydanie Specjalne 1/2012. Więzy Krwi”

Boba Fett to jeden z najsłynniejszych łowców nagród w galaktyce Star Wars. Ale i jego ojciec, Jango, należał do najlepszych w swoim fachu. To on był wzorem dla syna, jego nauczycielem i trenerem. To dzięki jego szkoleniu Fett stał się numerem jeden w swoim fachu.

Jak wiemy z filmowych epizodów, Boba był niezmodyfikowanym klonem Jango Fetta. Nie był więc jego, w biologicznym tego słowa znaczeniu, synem. Był jednak dla Fetta seniora jak najprawdziwszy syn. Syn, w którym ojciec pokładał nadzieje, na odtworzenie kasty wojowników – zwanej Mandalorianami.

Jak wspominałem, Boba musiał przejść odpowiednie szkolenie. Ale nie tylko mordercze treningi i niebezpieczne misje mogły stanowić niebezpieczeństwo dla życia młodego łowcy nagród. Oprócz niebezpieczeństw mogących stanowić niebezpieczeństwo fizyczne, istnieją i inne. Nie wiadomo jak Boba zareaguje na fakt, że ma brata.

Mianowicie, jeden ze zmodyfikowanych klonów Jango, dla których ten zgodził się zostać wzorcem genetycznym, postanowił zdezerterować. Co prawda, został wyśledzony, ale zdołał założyć rodzinę.

Okazuje się więc, że nie tylko geny i przynależność do Mandalorian były dla obu Fettów wspólnym mianownikiem. Tak jak przed laty Jango zgodził się złapać klona dezertera, tak współcześnie Boba dostaje zlecenie na jego syna. Czy jest jednak w stanie wydać wyrok na własnego „brata”?

Jak widać, scenariusz historii „Więzy krwi” zawartej w pierwszym tegorocznym numerze „Star Wars – komiks. Wydanie specjalne”, prezentuje się nad wyraz ciekawie. Scenarzysta, Tom Taylor, zadbał aby oprócz akcji i dynamiki, w tym komiksie zawrzeć także głębsze treści; takie jak wartości rodzinne, jak te relacje, które wiążą ojca i syna, a także te, które łączą nawet przybrane rodzeństwo. No, bo czy któryś z nas umiałby wycelować w głowę dopiero co odnalezionego brata? Czy istota tak bezwzględna jak Fett będzie umiała wypełnić zadanie kosztem własnej rodziny?

Oprócz głównego wątku, w komiksie znalazło miejsce jeszcze kilka spraw, które nadają swoistej głębi całej opowieści. Mowa tu o konflikcie, jaki wybucha między Gildią Łowców Nagród a wolnymi strzelcami. Dzięki temu, w tej opowieści przyjdzie nam spotkać także innych przedstawicieli owej profesji, jakich mieliśmy okazję widzieć także w filmie. Mowa tu o gadokształtnym Bossku, który wie, kiedy gra nie warta jest świeczki. Jego pojawienie się pozornie nic do komiksu nie wnosi, ale znając szerszy kontekst i historie obu łowców, możemy domyśleć się, jak nieprzychylne relacje łączyły najlepszego łowcę z numerem dwa tej profesji.

Ale nie strona fabularna, mimo że bardzo dobra, stanowi najlepszy wyróżnik tego komiksu. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to rysunki Chrisa Scalfa. Zdecydowanie zasługują one na miano mistrzowskich. Swoją stylizacją bardziej przypominają małe obrazy niż typowe dla komiksów proste kadry. Tu każdy rysunek dopracowany jest w sposób dosłownie perfekcyjny. Niektóre z nich są tak dobre, że trudno uwierzyć, że nie są fotografiami. To zasługa nie tylko mistrzowskiego opanowania warsztatu plastycznego, ale także komputerowej obróbki grafik. Tradycyjnie wykonane linearny, zostały pokolorowane cyfrowo, dzięki czemu zarówno barwy jak i światłocienie wydają się zdumiewająco realne.

Do jednych z najlepiej przedstawionych scen należy chwila, w której młody Boba zaczyna trening pod okiem ojca. W tle widzimy nie tylko olbrzymią jaskinię okraszoną stalagmitami i stalaktytami, ale i liczne szkielety olbrzymich bestii. W takiej scenerii obie postacie wydają się drobne i słabe, w stosunku do ogromu jaskini. Zwykle rysownicy komiksów nie przykładają tak dużej wagi do tła, niemniej Scalft wcale nie idzie po najmniejszej linii oporu. Dołożył wszelkich starań, by oczarować i zachwycić odbiorcę.

„Więzy krwi” to komiks ze zdecydowanie wyższej półki jeśli chodzi o jakość. Jest perfekcyjnie dopasowany pod względem scenariusza i rysunku. Gdy uwzględnimy jeszcze fakt, że opowiada on o parze dwóch najlepszych łowców nagród galaktyki Star Wars, można ten tytuł określić tylko w jeden sposób: „trzeba to mieć”.

Dyskusja