Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Rozczarowanie w 3D – recenzja filmu „Ghost Rider 2”

Zwykle, idąc na kontynuację filmu, spodziewamy się jakiegoś związku z częścią poprzednią. W „Ghost Riderze 2” jedynym elementem łączącym zdaje się być główny bohater. Ale i on nie do końca przypomina postaci z pierwszego „Ghost Ridera”.

Akcja filmu dzieje się rok po zakończeniu „jedynki”. Diabeł, ze względu na swoją słabą ludzką formę, zamierza „wymienić” ciało i wstąpić w swojego człowieczego syna. Tymczasem Johnny Blaze ukrywa się w Europie wschodniej, by zapomnieć o ciążącej nad nim klątwie. Nie może jednak zaznać spokoju, gdyż odwiedza go Moreau, który prosi o pomoc w walce z diabłem.

Niestety, już od samego początku widz, pamiętając zakończenie pierwszej części, zauważy rażącą nieścisłość. Johnny Blaze ukrywa się i walczy z klątwą Ghost Ridera? W poprzedniej części sam skazuje się na pozostanie

demonem, poprzysięgając zemstę na Mefistofelesie. Skąd ta zmiana? Scenarzyści nie pokusili się o jakiekolwiek uzasadnienie.

Nie sposób nie zauważyć, że nowy Duch Zemsty został obdarty z jakichkolwiek ludzkich cech. Jest bardziej zwierzęcy, traci ludzką tożsamość i świadomość. Po zamianie w Ghost Ridera, staje się zupełnie niezależnym od Blaze’a bytem, kierującym się wyłącznie pragnieniem zniszczenia wszystkiego, co złe.

Odtwórcy głównej roli nie można nic zarzucić. Nicolas Cage miota się na granicy szaleństwa i rozsądku, i całkiem dobrze mu to wychodzi. Rozczarowaniem jest postać diabła Roarke’a, grana przez Ciarána Hindsa, któremu daleko do dostojnego pana piekieł, jakiego pamiętamy z pierwszej części. Zupełnym nieporozumieniem jest również pojawienie się w filmie Christophera Lamberta. Aktor został zepchnięty do słabej roli, pojawiając się tylko w kilku minutach, w dodatku, w najbardziej niepotrzebnym wątku całego filmu.

Scenariusz napisał David S. Goyer, który w swoim dorobku ma zarówno filmy słabe jak i produkcje stojące na przyzwoitym poziomie, m.in. „Mroczne Miasto” czy „Batman – Początek”. Tym razem scenarzysta zdecydowanie się nie popisał. Fabuła jest prosta, wręcz szczątkowa, miejscami bardzo naciągana. Kilka scen należałoby wyrzucić lub napisać od nowa; tak jak wcześniej wspomniany wątek z Christopherem Lambertem w roli głównej. Szkoda, że twórcy nie sięgnęli po gotową historię z serii komiksów Marvela.

Jeśli chodzi o klimat, sequel jest zdecydowanie cięższy od poprzedniej części. Twórcy odeszli od barwnego komiksowego stylu, a szkoda, w końcu jest to ekranizacja wersji rysunkowej. Miejsce zdjęć również nie nastraja pozytywnie – akcja dzieje się głównie w Rumunii, część scen nakręcono w Turcji.

Plusem tej produkcji jest duet reżyserów: Neveldine’a i Taylora, których praca w dużej części ratuje film. Doskonale nakręcone sceny akcji, szybki, teledyskowy montaż oraz całkiem przyzwoite efekty specjalne wybijają się na tle płytkiej fabuły, spychając ją na dalszy plan. Film poprostu dobrze się ogląda i chyba na to postawili twórcy kontynuacji. Sceny pościgów czy też widowiskowa scena w kamieniołomie to, jak reklamuje dystrybutor, dobra zabawa.

Obrazek

Główny bohater zmienił także swój wygląd. Zamiast ramoneski, ma zwykłą skórzaną kurtkę, a piekielnego choppera zaprojektowanego przez Kirka Petrucelli, zastąpił nieco zmodyfikowany cruiser Yamahy. Czy zmiana ta była na lepsze, czy gorsze, jest raczej kwestią sporną i zależną od upodobania. Muszę jednak przyznać, że zwęglona skóra oraz prosty, osmalony motor prezentują się całkiem przyzwoicie, mimo że heavymetalowy wygląd bardziej trafia w mój gust. Spece od CGI również zasługują na pochwałę, gdyż czaszka Ghost Ridera wygląda o wiele lepiej niż poprzednio.

Czynnikiem, który w dużej mierze wpływa na charakter filmu, jest muzyka. Zabrakło tu rockowych klasyków, nie ma też muzycznego motywu przewodniego, który zapadłby w pamięć, tak jak to było w części pierwszej („Rider in the Sky”). Jednak utwory skomponowane przez Davida Sardy’ego świetnie podkreślają mroczny klimat obrazu.

Jednym z głównych grzechów tej produkcji jest wypuszczenie jej wyłącznie w 3D. Dystrybutor zapowiadał niesamowite, wbijające w fotel efekty. Niestety, wszystko zostało na papierze, gdyż film kręcony był tradycyjnie, a do trójwymiaru skonwertowano go dopiero w fazie post-produkcji. „Ghost Rider 2” naprawdę sporo na tym traci, szczególnie biorąc pod uwagę wysoką cenę biletów na filmy 3D oraz często niewygodne okulary.

„Ghost Rider 2” kompletnie zmarnował potencjał tytułowej postaci. Poza słabym scenariuszem, tytuł traci na zmianach w obsadzie oraz braku jakiegoś silnego powiązania z częścią pierwszą. Odejście od komiksowej konwencji również nie wyszło na dobre, ponieważ gubi się cały klimat, uwielbiany przez miłośników Ridera w wersji rysunkowej. Choć dla niektórych może to być za mało, by wybrać się do kina, film ratują widowiskowe sceny akcji oraz sama postać Ducha Zemsty. Dzięki nim widz zapomina o grzechach popełnionych przez twórców filmu i oddaje się czystej, niewymagającej rozrywce.

Ocena: 2/5

Dyskusja