Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

TO musi się skończyć! – recenzja komiksu „Marzi. Dzieci i ryby głosu nie mają”

Wydawane do tej pory w Polsce komiksy historyczne, których akcja toczy się w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, przedstawiały zazwyczaj doniosłe wydarzenia z tamtego okresu: wzbierające na sile ruchy opozycyjne wobec władz PRL czy też tragiczne epizody, które pozostawiły trwały ślad w pamięci Polaków. Na ich tle ciekawą propozycją wydaje się komiks „Marzi” Marzeny Sowy i Sylvaina Savoi, w którym realia poprzedniego ustroju zostały ukazane z perspektywy kilkuletniej dziewczynki.

„Dzieci i ryby głosu nie mają” to pierwszy wydany w Polsce komiks o Marzi, na który składają się dwa francuskie wydania – „Petite Carpe” (2005) oraz „Sur la terre comme au ciel” (2006). Jednak komiks odniósł sukces nie tylko we Francji i w naszym kraju. „Marzi” pojawiła się także w Belgii, Hiszpanii i we Włoszech, zyskując uznanie tamtejszej krytyki, zaś Stany Zjednoczone, Chiny i Korea Południowa to kolejne państwa, gdzie komiks Sowy i Savoi ma niebawem dotrzeć.

„Marzi” jest tak naprawdę komiksem autobiograficznym, w którym scenarzystka zabiera czytelnika w sentymentalną podróż do czasów swojego dzieciństwa. Rzeczywistość, panująca w czasach PRL, przedstawiona jest tu dokładnie w taki sposób, w jaki mogła ją postrzegać mała dziewczynka. Marzi (imię bohaterki to po prostu zdrobnienie od imienia Marzena) nie ma większego pojęcia o panujących w kraju realiach politycznych, poszczególne wydarzenia pojmuje we właściwy dla siebie, dziecinny sposób, głównie w oparciu o żywe dyskusje rodziców, z których, jako dziecko, nie mogła przecież zbyt wiele rozumieć. Stąd przyjazd papieża staje się dla Marzi inspiracją do wymyślenia nowej zabawy, katastrofa w Czarnobylu oznacza tyle, że nie może bawić się z dziećmi na placu przed blokiem, a prawdziwie wstrząsa dziewczynką jedynie wprowadzenie stanu wojennego, kiedy to Marzi, obserwując reakcje rodziców, jest autentycznie przerażona perspektywą możliwego wybuchu wojny.

„Marzi – Dzieci i ryby głosu nie mają” nie posiada spójnej fabuły. Na komiks składa się kilkanaście odrębnych historii, z których każda mieści się zaledwie na kilku stronach. Całość przypomina zbiór wybranych urywków z życia dziewczynki, w których dzieli się ona z czytelnikiem swoimi odczuciami, w związku ze spotykającymi ją przygodami. I tak, w jednej historyjce dowiadujemy się o tym, jak trudno było w czasach PRL zdobyć kawałek mięsa, po uprzednim, wielogodzinnym staniu w kolejce, a kolejna, w której poznajemy ulubione zabawy dziewczynki, o panujących w komunistycznej Polsce realiach mówi nam niewiele. Jest to w gruncie rzeczy atut „Marzi”. O tym, jak trudne było życie w poprzednim ustroju, dowiedzieć się można między wersami, samemu wyciągając wnioski z poszczególnych historii. Sowa nie ocenia ówczesnej rzeczywistości, nie to jest jej celem. Przedstawia ją dokładnie taką, jaką postrzegać ją może mała dziewczynka.

Komiks Marzeny Sowy adresowany jest zarówno dla starszych, jak i młodszych odbiorców. Ci drudzy dzięki „Marzi” dowiedzą się, w jakich warunkach przyszło żyć ich rodzicom oraz dziadkom, a wszystko to w bardzo przystępny sposób, gdyż przygody Marzi są barwne i wciągające. Pierwsi natomiast będą mogli cofnąć się do czasów swojej młodości i uzmysłowić sobie, jak wiele zmian zaszło w naszym kraju w ciągu minionych dwudziestu lat. Ani dla jednych, ani dla drugich z pewnością nie będzie to stracony czas. „Marzi” jest lekturą intrygującą do tego stopnia, że czyta się ją praktycznie jednym tchem i w pewnym momencie z rozczarowaniem spostrzega, iż właśnie dobrnęło się do ostatniej strony.

Chociaż kluczowym elementem dla „Marzi – Dzieci i ryby głosu nie mają” jest scenariusz, to warto także zatrzymać się na moment przy oprawie wizualnej komiksu. Odpowiedzialny za nią Sylvain Savoia, życiowy partner Marzeny Sowy, wykonał kawał świetnej roboty. Jego kreska w „Marzi” jest dość prosta, ale rysunki zachwycają zarazem dużą dbałością o szczegóły. Savoia przykłada dużą wagę nie tylko do pierwszego, ale także do drugiego planu każdego rysunku, urozmaicając swoje ilustracje dodatkowymi, miłymi dla oka detalami. Ponadto, przygody „Marzi” są kolorowe, pełne barw. Momentami można nawet odnieść wrażenie, że aż nazbyt, biorąc pod uwagę realia, w których żyje dziewczynka. Place zabaw są w idealnym stanie, ulice miast – sterylnie czyste, a szarość rzeczywistości niemal niezauważalna. Tworzy to niekiedy specyficzne kontrasty, zwłaszcza w scenach, gdy Marzi, nieco rozgoryczona, opowiada o długich kolejkach, w których trzeba stać za podstawowymi artykułami spożywczymi. Z jednej strony mamy tu do czynienia z relacją dziewczynki, która widzi świat przez swój dziecięcy pryzmat, w kolorowych barwach. Z drugiej jednak – PRL z pewnością nie był tak kolorowym okresem, jak można by wywnioskować z oprawy graficznej komiksu.

Grzechem byłoby nie wspomnieć o bardzo starannym wydaniu komiksu. Tomik ma twardą oprawę, z ładną ilustracją, przedstawiającą główną bohaterkę na tle uzbrojonych milicjantów. Ponadto, „Marzi” posiada bardzo dogodny format, nieznacznie większy, niż standardowe zeszyty A5. Dzięki temu komiks ładnie prezentuje się na półce, a poza tym nie zajmuje dużo miejsca w torbie czy plecaku, co umożliwia zabranie go ze sobą w podróż lub na nudny wykład. Dobrze spisała się też korekta, nie przepuszczając do druku żadnych błędów językowych bądź literówek.

„Marzi – Dzieci i ryby głosu nie mają” to komiks dla każdego, kto zechciałby wraz z bohaterką udać się w podróż do Polski lat osiemdziesiątych i na kilka godzin zanurzyć się w rzeczywistości poprzedniego ustroju. Jego zakup z pewnością powinni rozważyć rodzice, którzy dzięki zbiorowi krótkich, acz przyjemnych i niekiedy zabawnych historii, będą mogli z łatwością przybliżyć swoim pociechom najnowszą historię naszego kraju. Oni sami zresztą także będą mogli się przekonać, jak bardzo przygody Marzi potrafią być absorbujące. Bo pierwszy tom komiksu Sowy i Savoi to dzieło wyjątkowo udane. Pozostaje jedynie trzymać kciuki, by kolejne części były równie dobre.

Dyskusja