Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Ciemność widzę…a jednak nie – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks. Wydanie Specjalne 2/2012. Zmrok”

Spokojnie, spokojnie – wampiry i wilkołaki z problemami sercowymi nie zaatakowały Gwiezdnych Wojen . „Zmrok”(w oryginale „Twilight”) to kolejne numery serii Republika, którą Egmont wydał w ramach nowego Wydania Specjalnego Star Wars Komiks. Co znajdziemy wewnątrz?

Quinlana Vos’a. Znowu. Na całe szczęście, ta historia jest jedną z lepszych, związanych z najbardziej znanym Jedi z niegdysiejszą serią Star Wars Ongoing.

Zanim zaczniemy, odrobina wstępu. Jest to pierwsza historia z Vosem, wydana rok po jego pojawieniu się w Epizodzie 1. „Zmrok” to zbiór komiksów Star Wars 19 -22. W środku znajdziemy całą masę znajomych postaci – zaczynając od Vilmarha Grahrka, poprzez przedstawienie uwielbianych przez fanów Ayyly Secury, Biba Fortunę czy też Mace’a Windu jeszcze ze starym mieczem. Jeśli zastanawialiście się, dlaczego Vos szuka Ayyly w wydanej dekadę temu jeszcze przez Amber „Ciemności”, to tutaj znajdziecie na te pytania odpowiedzi. Można by powiedzieć, że nareszcie, gdyż Egmont powoli zbliża się do wydania wszystkich numerów serii Republika.

Wróćmy do „Zmroku”. Jest to naprawdę ciekawa historia, w której poznajemy Quinlana Vosa głównie za sprawą jego specjalnych umiejętności psychometrycznych . Dzięki nim Quinlan potrafi odczytywać historię zapisaną w przedmiotach, ale i nie tylko. Jak wiemy z „Ciemności”, ten trick działa także na osobach. Szuka w ten sposób informacji, dlaczego nie wie, kim jest, i jaką miał misję. Rozpoczyna to szalony kryminał, który przetacza się przez takie planety jak księżyc Nal Hutta – Nar Shaddaa, Kiffu, Ryloth, kończąc na Coruscant.

Ważną postacią prócz Vosa staje się Villie. Jest swoistą dziką kartą – czytelnik nigdy nie wie, czy jest ciągle po stronie głównego bohatera, czy też w końcu go zdradzi i zabije. Co ciekawe, taka koncepcja w ich relacji została dociągnięta aż do ostatniego numeru Republiki. Fakt, iż ciągle nie wiadomo, czy można mu ufać i na co postawił (niereformowalny hazardzista), z pewnością dodaje osobowości Villie’go smaczku. Wprowadza zawadiacki chaos, którego próżno szukać w innych historiach toczących się pomiędzy częściami nowej trylogii.
Oprawą graficzną zajęła się Jan Duursema. To właśnie głównie dzięki tej, jak i następnej historii („Ciemność”), stała się jedną z najlepszych artystek komiksów Star Wars i wracała ilekroć w serii Republika pojawiał się Quinlan Vos. Miejmy na uwadze, że ta historia to Jan z jej najlepszych czasów, tak więc postacie są ładnie wyprofilowane, jest kładziony duży nacisk na szczegóły, a twarze bohaterów nie zmieniają się wielokrotnie na łamach jednej historii, czym niestety raczy nas częstować w komiksowym „Dziedzictwie”, czy też wydawanym obecnie w USA „Dawn of the Jedi”.

Za scenariusz odpowiada John Ostrander, scenarzysta wielu wydanych już u nas w języku polskim Republiców (i znowu). Wiele osób może narzekać, że oto jest i kolejna historia z Vosem. Może być prawdą, iż Egmont dziwnie nakreślił plan wydawniczy, lecz czytelnik powinien już chyba przywyknąć, że Vos, gdzie może, to się pojawia. Taka już jego natura. Wracając do scenariusza – historia jest naprawdę ciekawa. Warto sięgnąć po ten komiks, nawet jeśli odczuwa się mniejszy lub większy przesyt przygodami Quinlana.

Podsumowując – interesująca, awanturnicza historia z licznymi intrygami a wszystko to w pięknej oprawie graficznej oraz z licznymi nawiązaniami do filmów. Uczta dla fanów SW i nie tylko.

Dyskusja