Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Lustereczko, powiedz przecie… – recenzja filmu „Królewna Śnieżka i Łowca”

W połowie marca na ekrany polskich kin trafiła filmowa adaptacja popularnej baśni braci Grimm o Królewnie Śnieżce. Obraz w reżyserii Tarsem Singha łączył w sobie film familijny, fantasy i komedię, i z miejsca zyskał uznanie widzów. Nieco ponad dwa miesiące później – 1 czerwca – do multipleksów zawitała kolejna produkcja na kanwie tej historii, choć zupełnie inna od poprzedniczki: bardziej mroczna, przeznaczona dla dojrzalszego odbiorcy, bez wątpienia mogąca zaliczać się do gatunku dark fantasy. Film Ruperta Sandersa, choć stanowi pozycję godną odnotowania, ma jednak widzowi do zaoferowania znacznie mniej, niż można było się spodziewać.

Po nitce do kłębka

W „Królewnie Śnieżce i Łowcy” nie brakuje fabularnych modyfikacji względem baśniowego pierwowzoru. W znacznej mierze mamy tu do czynienia z autorską interpretacją twórców filmu. Ojciec młodej królewny zostaje zamordowany przez złą i przebiegłą, świeżo poślubioną małżonkę. Śnieżkę, będącą prawowitą dziedziczką tronu, okrutna macocha wtrąca do zamkowej wieży, by następnie więzić ją tam przez długie lata. Magiczne zwierciadło oznajmia królowej, że jedyną kobietą piękniejszą od niej, właśnie osiągającą pełnoletniość, jest Śnieżka. Dziewczyna cudem unika śmierci i udaje jej się uciec z zamku. W ślad za nią podąża wynajęty przez królową łowca. Niebawem ma się rozegrać ostateczna batalia pomiędzy siłami dobra i zła.

Drugiego filmu w dotychczasowej karierze Ruperta Sandersa z pewnością nie można nazwać słabym, jednak brakuje mu czegoś, co sprawiałoby, że jego dzieło będzie z sentymentem wspominane po upływie wielu lat od premiery. Pod kątem wykonania i oprawy technicznej niewiele można mu zarzucić. Co innego, jeśli wziąć pod uwagę scenariusz. Historia opowiedziana w „Królewnie Śnieżce i Łowcy”, sprawia wrażenie prowadzonej po nitce do kłębka, od punktu A do punktu B, bez żadnych wstrząsających widzem, nieoczekiwany zwrotów akcji. Film Sandersa niczym widza nie zaskakuje. Mało tego – jest bardzo przewidywalny. Mniej więcej w połowie projekcji staje się już jasne, do jakiego finału zmierza cała historia i, wbrew oczekiwaniom widza, fabuła rozwija się bez większych niespodzianek.

Uczta dla zmysłów

„Królewna Śnieżka i Łowca” może jednak zauroczyć ładną oprawą audiowizualną. Braki scenariusza w żaden sposób nie zmieniają faktu, iż oglądanie filmu Sandersa jest prawdziwą ucztą dla oczu i uszu. Bardzo dobre wrażenie robi nastrojowa, wpasowująca się w klimat produkcji muzyka, a już arcydziełem okazał się utwór „Florence and the Machine”, wykorzystany w materiałach promujących film, a w kinie odtwarzany w chwilę po zakończeniu projekcji. Odpowiedzialny za poszczególne kompozycje James Newton Howard, do tej pory znany z utworów do takich produkcji jak „Mroczny Rycerz”, „Batman: Początek”, czy „Jestem Legendą”, po raz kolejny nie zawiódł.

Wyrazy uznania należą się twórcom także za przygotowanie scenografii oraz kostiumów. Począwszy od posępnego zamczyska królowej, poprzez mroczne i niebezpieczne, zamieszkane przez krwiożercze monstra knieje, a skończywszy na kontrastujących z nimi, kolorowymi i pełnymi życia krainami elfów i karłów, wszelkie lokacje przedstawiają się imponująco. Nie inaczej jest ze strojami i charakteryzacją poszczególnych postaci. Prym wiedzie tutaj oczywiście królowa, ale w niczym nie ustępują jej Śnieżka, Łowca, czy też karły. Nie bez znaczenia jest fakt, iż wszystko to zostało po mistrzowsku sfilmowane przez Greiga Frasera, zdjęciowca znanego dotychczas z udziału w takich produkcjach jak „Pozwól mi wejść” czy „Ostatnia podróż”.

Powodów do narzekania nie będą mieć także entuzjaści filmowych efektów specjalnych. Twórcy „Królewny Śnieżki i Łowcy” wprawdzie nie zaprezentowali w tej materii niczego odkrywczego, jednak w kilku scenach naprawdę można nacieszyć oczy. Tyczy się to zwłaszcza krótkiego, ale ciekawego epizodu z trollem. Monstrualna bestia, powołana do życia przy użyciu techniki komputerowej, wygląda nader realistycznie, niczym nie ustępując trollom z pierwszych odsłon „Władcy Pierścieni” czy „Harry’ego Pottera”. Poprawnie zrealizowano także sceny batalistyczne, choć nie mają one takiego rozmachu, do jakiego w ostatnich latach zdążyli nas przyzwyczaić hollywoodzcy twórcy. Bitwy, łącznie z finałowym oblężeniem zamku królowej, nie należą do specjalnie brutalnych, dzięki czemu – nawet pomimo całej swojej „mroczności” – „Królewna Śnieżka i Łowca” jest odpowiednia także dla młodszych odbiorców. Pod tym względem filmowi Sandersa znacznie bliżej jest do „Opowieści z Narnii”, niż do „Bravehearta” czy choćby nawet „Władcy Pierścieni”.

Obrazek

Lustereczko, powiedz przecie, kto najlepiej gra na świecie?

Aktorstwo w „Królewnie Śnieżce i Łowcy” prezentuje dość nierówny poziom, tym niemniej znalazło się miejsce na kilka niepowtarzalnych, zapadających w pamięć kreacji. Najlepszą aktorką, całkowicie deklasującą pozostałą część obsady i wspinającą się na wyżyny swojego rzemiosła, okazała się Charlize Theron w roli królowej Ravenny. Charlize wcieliła się w przebiegłą i okrutną macochę Śnieżki z właściwymi sobie wdziękiem i pasją. Jej podniesiony, nie znoszący sprzeciwu głos, lodowate spojrzenie, niezwykła charyzma i uroda sprawiają, że Ravenna w jej wykonaniu może stanowić wręcz podręcznikowy przykład postaci imponująco zagranej przez swoją odtwórczynię.

Kristen Stewart, znana do tej pory głównie z roli Belli w ekranizacjach „Zmierzchu”, w „Królewnie Śnieżce i Łowcy” wcieliła się w pierwszą z tytułowych postaci. Jednak na tle Charlize Theron wypada blado. Nie jest do końca prawdą – co zostało niemal jednogłośnie orzeknięte przez krytykę – iż Stewart zagrała słabo. Odnotowała raczej przeciętny występ. W dalszym ciągu posiada braki w mimice, jednak w stosunku do ról, które miała okazję zagrać do tej pory, zauważalny jest pewien progres. Na planie filmu Sandersa, Stewart wprawdzie niczym się nie popisała, a w kilku scenach dała dowody, że jej aktorski talent wymaga jeszcze doszlifowania, lecz jej występ nie był do tego stopnia nieudany, jak usiłuje się to przedstawiać.

Trzecim z najważniejszych punktów obsady jest Chris Hemsworth, któremu przypadła w udziale rola Łowcy. Aktor ten, w ostatnim czasie nie mogący narzekać na brak zainteresowania ze strony reżyserów (by wspomnieć udział w „Thor”, „Domu w głębi lasu”, czy „Avengers”), także i tym razem pokazał się z bardzo dobrej strony. Łowca w jego wykonaniu to przekonująca, szybko zyskująca sobie sympatię widza postać. Jeszcze kilka podobnych występów i będzie można powiedzieć, że narodziła nam się nowa hollywoodzka gwiazda.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja