Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Ostatnia strona albo Magia krwi – recenzja książki „Magia krwi”

Poszukiwania tajemniczej księgi stanowią element powieści równie wciągający co wyprawa po skarb czy walka z groźnym przeciwnikiem. Jeśli do tego księga ma jakiś związek z magią, to uniwersum wręcz tworzy się samo. Nie inaczej jest w przypadku „Magii krwi” Anthony’ego Huso. Tym niemniej trzeba autorowi przyznać, że kreacji świata, na pozór banalnego, poświęcił sporo uwagi.

Głównymi bohaterami powieści są książę Stoneholdu i piękna, młoda wiedźma. Następca tronu boryka się nie tylko z typowymi młodzieńczymi problemami, ale i z kwestiami wagi państwowej. Otoczony przez wrogów nie wie komu ufać. Co gorsza, jako władca musi wybierać między dobrem swojego kraju, a rozkwitającą miłością do wiedźmy. Dziewczyna przy tym też nie ma lekko. Wbrew swojemu sumieniu musi realizować cele, zaplanowane przez starsze wiedźmy.

Powieść została szczegółowo zaplanowana, jednak mnogość detali odbija się na tempie akcji. Niektóre fragmenty nużą czytelnika, brak jest scen naprawdę porywających. Autor wprowadza do fabuły bardzo liczne pomysły i mimo nie małej objętości książki, nie wszystkie udaje mu się właściwie rozwinąć. Huso jednak całkiem interesująco łączy typowe motywy fantastyczne ze szczegółami technologicznymi rodem z s-f.

Twórca nie zachwyca czytelnika, ale też nie pisze najgorzej. „Magia krwi” zasługuje na zauważenie, ale nie na zachwyty. Być może druga część dylogii wyjaśni niezakończone wątki i zapracuje na wyższą ocenę. Tymczasem jednak debiut Anthony’ego Huso, choć obiecujący, nie zniewala czytelniczych umysłów.

Dziękujemy wyd. Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego.

Ocena: 3/5

Dyskusja