Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Smoki klasycznego fantasy – recenzja komiksu „Fantasy Komiks 2/2012”

Smoki to mityczne bestie, które od zawsze człowieka fascynowały i jednocześnie napawały lękiem. Olbrzymie gady ziejące ogniem, często posiadają skrzydła i ostre szpony. Rzadko kiedy bywają przyjazne człowiekowi (chyba że w chińskich wierzeniach). Najczęściej są wrogie ludzkości, pragnąc powiększyć swe legendarne skarby. Nic też dziwnego, iż te legendarne potwory ponownie zdominowały numer „Fantasy Komiks”.

Na łamach antologii zadebiutował nowy komiks pod tytułem „Przysięga”. W tej historii pojawiają się oczywiście smoki. Chociaż, na dobrą sprawę, fizycznie pojawiają się dopiero pod koniec tej części. Ale ludzie pamiętają, jak ogromnym są one zagrożeniem. Przed wiekami, wielki przywódca, zarówno ludzkiego plemienia jak i olbrzymów, imieniem Aferon, zjednoczył wszystkie ziemie i obiecał bronić ludzi przed smokami. Wygnał je na dalekie południe.
W momencie, gdy czytelnik zostaje włączony w fabułę, czyli aktualne „tu i teraz”, od czasów Aferona minęło wiele pokoleń. Po olbrzymach nie został już nawet ślad. Ale smoki trwały dalej, a teraz przerwały oczekiwanie. Mają szanse ponownie objąć panowanie nad światem.

Ludzki król, nawet jeśli pominąć powrót bestii, i tak ma problemy: jak zachować dynastię, jak sobie poradzić z krnąbrnymi i butnymi wasalami, a także jak ponownie zjednoczyć ziemie królestwa? Można śmiało więc stwierdzić, że komiks „Przysięga” jest w dużej mierze komiksem politycznym. Układy, dyplomacja, zawirowania polityczne i dworskie intrygi. Tak, te wyznaczniki w dużej mierze definiują ową historię. Zapewne historia ta powinna przypaść do gustu tym osobom, którym spodobał się inny, publikowany także na łamach „Fantasy komiks” cykl: „Legenda”. Nie brak w tej opowieści walk oraz śmiałych pojedynków, ale trudno by to porównać do zmagań rodem z epickich, romantycznych opowiadań.

Można śmiało określić „Przysięgę” mianem dark fantasy. Świat przedstawiony w tej opowieści, jest realnie brutalny i pełen okrucieństwa. Jest ponury. Dodatkowo wrażenia te potęguje wizualna kreacja opowieści. Stylizacja utrzymana jest w mocno stonowanych, przygaszonych kolorach, głównie w odcieniach szarości i brązu. Dlatego też całość wydaje się ponura i niezbyt pogodna. Zdrada, okrucieństwo i intrygi – te rzeczy czają się na każdym kroku. Nie sposób jednak odmówić prawdy stwierdzeniu, iż rysunki są miłe dla oka i przykuwają uwagę. Wszystkie postacie wykreowane są starannie i realistycznie.

Najlepszą ilustracją jest niewątpliwe ta, której poświęcono aż dwie strony, czyli walka samotnego wojownika z olbrzymim smokiem. Obaj nacierają na siebie, uchwyceni w ruchu: bestia i człowiek. Ten drugi, chociaż mały i nieznaczący w porównaniu do ogromu potwora, naciera z równą determinacją, co jego przeciwnik. W tle natomiast widzimy równie starannie i szczegółowo przedstawione góry, które zdają się trwać od tysięcy lat, i będą tak stały dalej, mimo wyniku starcia. Tylko kto wygra?

Drugą opowieścią, przedstawioną w tym tomie antologii, jest kontynuacja „Łowców Smoków”, czyli „Akanah”. Tytułowa bohaterka to mała dziewczynka, którą mieliśmy okazję poznać w premierowym komiksie tego cyklu. Wtedy była to zaginiona sierota, spotkana na trakcie, teraz sama została członkinią zakonu dziewic-wojowniczek, czyli łowczyń smoków. Bo tylko dziewice mogą podkraść się do smoka niezauważone i nie ulec przy tym tak zwanemu złoczarowi. Wszyscy inni, zwłaszcza mężczyźni, którzy znajdą się pod wpływem tej mocy, prędzej czy później przemieniają się w szkaradne mutanty, pozbawione chociażby śladu jakiejkolwiek inteligencji.

Akanach, podobnie jak wiele innych członkiń swego bractwa, będzie musiała zmierzyć się nie tylko ze smokami, ale i z innymi przeciwnościami losu. Zwłaszcza z problemami natury osobistej. Bo czy każdy może poświęcić życie, nie tylko to fizyczne, ale zwłaszcza prywatne, w imię obrony ludzkości? Czy można się wyrzec miłości, uczuć i posiadania rodziny w imię wyższej misji? O takich właśnie dylematach traktuje ten komiks.

Co do strony graficznej, i tu większych zastrzeżeń mieć nie można, chociaż pracę Brionesa mogłyby być staranniejsze. O ile do tła – czy to aglomeracji miejskiej, czy okoliczności natury – nie można mieć większych zaostrzeń, bo zostały narysowane bardzo dobrze, to od przedstawienia postaci można by więcej wymagać. Ludzie narysowani zostali za pomocą prostego konturu i kilku szczegółów, które mogłyby lepiej ze sobą współgrać. Razi zwłaszcza wielkość oczu, które są nieco za duże w porównaniu do reszty ciała. O ile w przypadku kobiet taki sposób rysowania jest nawet wskazany, to mężczyznom nadaje zbyt delikatną i „zniewieściałą” powierzchowność.
Ostatnim komiksem, który został zamieszczony na łamach szesnastego tomu „Fantasy komiks”, jest długo oczekiwana kontynuacja bestsellerowej już serii „Lasy Opalu”. Polskim czytelnikom na ponowne spotkanie z Drako i jego przyjaciółmi przyszło długo czekać.

Jak pamiętamy, pontyfik Xarchias, który usiłował udaremnić Darkowi jego poszukiwania tytanów światła, zginął. Nie oznacza to jednak, że zagrożenie minęło. Jego miejsce zajął przeciwnik jeszcze groźniejszy i straszniejszy: czarnoksiężnik Kamphre. Odrzucił on pozory służenia Światłu i jawnie już paktuje z demonicznymi mocami. Wysyła śladem głównego bohatera istotę, z którą nawet Ghorg – stróż Darka, może sobie nie poradzić. A to nie jedyne niebezpieczeństwa, na jakie bohaterowie natkną się w decydującej fazie poszukiwań Tytanów.

Powoli zbliżamy się do finału tej opowieści. Najnowsza odsłona „Lasów Opalu” to typowe heroic fantasy. Motyw podróży i wiążących się z nią niebezpieczeństw, został najbardziej wyeksponowany. Przygoda i akcja mieszają się ze sobą, zmieniając się jak w kalejdoskopie. W jednej chwili podróżnicy wydają się być bezpieczni, a już w następnej atakowani są przez przedziwne istoty, potwory albo tajemnicze plemiona. No, właśnie: tajemnice. Zdajemy się je wraz z Darkiem powoli zgłębiać i rozwiązywać, a tu, podobnie niespodziewanie jak dzikie bestie, pojawiają się nowe zagadki do rozwiązania. Komiks naprawdę trzyma w napięciu aż do ostatniej strony!

Rysunki Pelleta dalej trzymają wysoki poziom, jaki artysta sam sobie narzucił, przedstawiając świat Opalu. Ani razu, podczas trwania całej serii, nie można było odnieść wrażenia, że jego prace uległy pogorszeniu. Ciągle przykuwają uwagę ilością detalu, zarówno na pierwszym jak i drugim planie. Są jednak dość specyficzne i charakterystyczne dla tego artysty, nie sposób pomylić je z pracami kogokolwiek innego. Najlepiej o tym świadczą kadry, na których przedstawiono demony i obce rasy. W ich kreacje włożono dużo wyobraźni i fantazji.

Trzy tytuły, zawarte w szesnastym tomie „Fantasy komiks”, zawierają nie tylko dużą dawkę przygody i heroicznych wyczynów. Poruszane są w nich także głębsze treści oraz przesłania. A połączenie ich z nietuzinkowymi scenariuszami oraz bardzo dobrymi rysunkami sprawia, że ta antologia staje się jedną z najlepszych pozycji na rynku komiksowym.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont, za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Dyskusja