Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zemsta a sprawiedliwość – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 05/2012”

Wydawnictwo Egmont postawiło na dość ciekawą strategię wydawniczą. W momencie gdy do sprzedaży trafia kilka numerów komiksów opatrzonych znakiem Gwiezdnych Wojen, historie w nich publikowane zostają dobrane tak, by łączyła ich jakaś jedna wspólna postać. W czerwcu tą postacią jest mistrz Jedi, Ki-Adi-Mundi, którego poznaliśmy w epizodach Nowej Trylogii.

Mistrz Ki pochodził z rasy, w której był problem z przyrostem populacji. Dlatego w ramach wyjątku Rada Jedi zgodziła się, by założył on rodzinę. Problem z populacją polegał na tym, że na dwadzieścia nowonarodzonych dziewczynek, przypadał tylko jeden chłopiec. Dlatego też mężczyzna mógł mieć kilka żon. Ale z tego samego powodu, najłatwiejszym sposobem na posiadanie męskiego dziedzica, było porwanie go.

I tego właśnie jesteśmy świadkiem w komiksie „Przysięga sprawiedliwości”, opublikowanym w czerwcowym numerze „Star Wars – Komiks”. Na młodego Ki, aby go usynowić, poluje Bin – Garda – Zon: herszt bandy łupiącej liczne wioski. Jednak Ki-Adi-Mundi już jako dziecko wykazywał duże zdolności w posługiwaniu się mocą, dlatego unikał porwania i dlatego też zwrócił uwagę Zakonu Jedi. Został wyszkolony i powrócił na rodzimą planetę już jako rycerz. Ale czy będzie umiał oprzeć się pokusie zemst na bandzie łupieżców?

My, czytelnicy, przekonamy się wraz z głównym bohaterem, że zemsta i sprawiedliwość to dwie różne sprawy. Często przeciwstawne. Jednak czy pragnienie dokonania zemsty za krzywdy swoich bliskich nie przezwycięży zasad Zakonu Jedi?

Rysunki w tym komiksie są bardzo proste i oszczędne, by nie powiedzieć wręcz, że są schematyczne. Zajął się nimi plastyk John Nadeau. Jego rysunki niezbyt wpisują się w klimat gwiezdnowojenych opowieści, prędzej przywodzą na myśl komiksy o super-bohaterach z lat 80-tych. Proste kontury, proste kolory i proste tła. Nic nadzwyczajnego. Mogłoby być lepiej. Niemniej i tak kreska stoi na przyzwoitym poziomie, więc nie ma co narzekać.

Również w drugiej historii, pod tytułem „Ziemia niczyja”, pojawia się mistrz Ki. Jest tym razem jednak tylko postacią drugoplanową. Mistrzem Jedi, który po zniknięciu Obi – Wana w czasie Wojen Klonów, wziął pod opiekę Anakina Skywalkera. I to właśnie Anakin gra w tej historii pierwsze skrzypce. Generalnie, ta opowieść jest częścią większej historii (której wiele części było już publikowanych na łamach „Star Wars – Komiks”) o przygodach Anakina i mistrza Kenobiego we wspomnianym już okresie. Jej autorem jest znany w Polsce i na świecie scenarzysta John Ostrander. Dlatego też opowieść ta jest bardzo złożona i wielowątkowa, i warto zapoznać się ze wszystkimi jej elementami, by w pełni pojąć

zarys fabuły. Niestety, ten konkretnie komiks został wyrwany z chronologii (mieliśmy już bowiem okazję poznać późniejsze wydarzenia), więc należy w takim wypadku traktować ten tytuł jako jednostrzałową opowieść.

Jak już wspominałem, Mistrz Kenobi zagubił się po wydarzeniach przedstawionych w komiksie „Bitwa o Jabliin” („SWK. Wydanie Specjalne” 1/2010). Przetrzymywany i torturowany wraz z klonem Alfa, zdołał jednak uciec z niewoli Asaji Venteres. Jego padawan wyczuł to i mimo sprzeciwu innych Jedi, zdecydował się ruszyć z ratunkiem. I na tym sumie zamykają się wszystkie założenia „Ziemi niczyjej”.

Akcja i liczne walki, a do tego głębsze przesłania, jak kwestie lojalności żołnierza względem przełożonego, to tylko kilka z tak zwanych „smaczków”, które scenarzysta nam zaoferował. Jeśli znamy także inne historie z tej serii, wtedy „Ziemia niczyja” tylko zyska pozytywnie na swym wyrazie.

Rysunkami jak zawsze w tej linii komiksów zajął się Tomas Giorello. Cechami charakterystycznymi dla tego rysownika są obrysowane grubym konturem twarze bohaterów, które pełnią niejako rolę narratorów. Wszystkie kadry, co do jednego, dopracowane są bardzo starannie. Zarówno pierwszy jak i drugi plan zostały zbudowane w tak przemyślany sposób, że nie zanieczyszcza ich przesadna ilość szczegółów, a jednocześnie cieszą one swym bogactwem oko czytelnika.

Kolejny numer, tym razem dwumiesięcznika (czerwcowy numer jest pierwszy, na który musieliśmy czekać dwa miesiące), jak zwykle prezentuje ciekawe historie pod względem fabularnym. Odnośnie do wizualnej strony, to już różnie bywa. Niemniej za tę cenę nadal warto zaopatrywać się w bieżący numer magazynu.

Dyskusja