Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Życiowe rozterki superbohatera – recenzja filmu „Spider-man 2”

Pierwsza część filmowych przygód „Spider-mana” spotkała się z ciepłym przyjęciem zarówno krytyki, jak i miłośników komiksowego pierwowzoru. Produkcja Sama Raimiego odniosła także znaczący sukces komercyjny. Nic zatem dziwnego, że szybko powzięto decyzję o nakręceniu kontynuacji. Niestety, popularna teza, że wszelkiego rodzaju sequele zwykle prezentują się znacznie gorzej aniżeli części poprzednie, w przypadku „Spider-mana 2” znajduje pełne potwierdzenie.

Akcja dzieje się dwa lata po wydarzeniach z części pierwszej. Peter Parker czuje się zmęczony rolą superbohatera i podejmuje trudną decyzję o powrocie do dawnego, spokojnego życia. Wkrótce musi jednak zrezygnować z powziętego postanowienia. Okazuje się, że miastu grozi kolejne wielkie niebezpieczeństwo. Tym razem jest nim doktor Otto Octavius, który pod wpływem nieudanego eksperymentu przeistacza się w doktora Octopusa. Losy metropolii pozostają w rękach Petera Parkera. Wszystko zbiega się w czasie, gdy Peter Parker przechodzi największe życiowe kryzysy.

Na pierwszy rzut oka wszystko to wydaje się interesujące, w rzeczywistości jednak wewnętrzne rozterki Petera Parkera stają się męczące już po dwóch kwadransach projekcji. W największym stopniu tyczy się to wątku miłosnego. Relacje Parkera z Mary Jane Watson przypominają przekomarzanki dwojga gimnazjalistów, którzy wprawdzie chcieliby ze sobą „chodzić”, ale zawsze wynajdują do tego jakieś przeciwności. Nie brakuje zresztą w tej kwestii motywów tak znanych i oklepanych, jak chociażby ucieczka sprzed ołtarza, która, zamiast w jakikolwiek sposób poruszać, wywołuje u odbiorcy co najwyżej uśmiech politowania.

Jednak nieszczęśliwa miłość to tylko jedno z wielu zmartwień Parkera. Peter znajduje się także w poważnym kryzysie ekonomicznym, który został wykorzystany przez scenarzystów jako pretekst, by wpleść do fabuły przerysowane postacie właściciela kamienicy, w której superbohater wynajmuje mieszkanie, oraz jego przesadnie nieśmiałej, stylizowanej na brzydkie kaczątko córki. Sceny z ich udziałem mają zwykle lekko humorystyczny wydźwięk, choć dowcip w „Spider-manie 2” nie ogranicza się jedynie do dwojga drugoplanowych bohaterów. Obrazów bądź sytuacji, mających wywołać u widza rozbawienie, jest tu znacznie więcej. Kłopot w tym, że zwykle jest to humor mało wyszukany, typowy raczej dla kina familijnego, przez co na dłuższą metę staje się męczący.

Wątkiem, w którym dopuszczono się najmniejszej ilości błędów bądź nietrafionych rozwiązań, jest z pewnością konflikt tytułowego bohatera z doktorem Octopusem. Postać tego ostatniego jest jednym z ważniejszych atutów filmu, zwłaszcza że została doskonale zagrana przez Alfreda Molinę, znanego wcześniej choćby z takich filmów jak „Frida” czy „Kod da Vinci”. Rozwój znajomości Parkera z doktorem Octaviusem i późniejsza walka superbohatera z zagrażającym miastu szaleńcem to jeden z tych elementów fabuły, który poznaje się bez cienia zażenowania. Niestety, poza ciekawym wątkiem głównego antybohatera, opowiedziana w „Spider-manie 2” historia oferuje widzowi niewiele, a z minuty na minutę nabiera sie przekonania, iż scenariusz pisano głównie z myślą o nastoletnich pożeraczach popcornu, nie zaś o miłośnikach samego człowieka-pająka, żywiących sentyment wobec komiksowego pierwowzoru.

Poziom aktorstwa w drugiej części przygód Spider-mana nie odbiega zbytnio od tego, co zaprezentowano widzom w poprzedniej odsłonie. Ci aktorzy, którzy wówczas stanęli na wysokości zadania, na czele z odtwórcą tytułowej roli, po raz kolejny nie zawiedli. Ponownie z dobrej strony zaprezentował się James Franco w roli Harry’ego Osborne’a, a także rewelacyjny J.K. Simmons jako ekscentryczny Jonah Jameson. Nie wzrosły za to umiejętności aktorskie Kirsten Dunst, która podobnie jak w pierwszej części, miewa zarówno mniej, jak i bardziej udane sceny, i w ostatecznym rozrachunku wypada przeciętnie.

Pozostałe elementy filmu prezentują na ogół bardzo wysoki poziom wykonania. Uwagę zwraca bardzo dobra muzyka, ze ścieżką składającą się zarówno z nowych utworów, jak i z motywów z poprzedniej części. Podobnie jest z udźwiękowieniem oraz montażem dźwięku, za które „Spider-man 2” uzyskał nominacje do Oscara. Osobną kwestią są zaś efekty specjalne, w której to kategorii film Sama Raimiego owego Oscara otrzymał. Druga część przygód człowieka-pająka jest, podobnie jak poprzednim razem, wizualnym arcydziełem. Tym, co w trakcie seansu robi największe wrażenie, jest ponownie charakteryzacja głównego bohatera oraz sceny, w których używając swojej sieci, mknie między wieżowcami, zaś kamera wszystko to prezentuje widzowi niejako z perspektywy pierwszej osoby. Niewątpliwie efekty specjalne w „Spider-manie 2” prezentują wybitny poziom i przyznanie filmowi Oscara w tej kategorii, było jak najbardziej słuszną decyzją.

Niezależnie jednak od zalet, dotyczących przede wszystkim oprawy muzycznej i wizualnej filmu, „Spider-man 2” zawiódł. W porównaniu z poprzednią częścią, kontynuacja jest mało porywająca, w scenariuszu pojawiają się dłużyzny oraz niepotrzebny humor, a pewne wątki, na czele z miłosnym, z czasem zaczynają przyprawiać widza o mdłości. Film Raimiego nie należy do najgorszych – można go obejrzeć bez bólu. Jednak wszyscy ci, którzy oczekiwali dzieła na miarę poprzedniej części, będą srodze zawiedzeni.

Ocena: 2.5/5

Dyskusja