Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Odgrzewane łowy na demony – recenzja książki „Szubienica o zmierzchu”

Nieustraszony, nastoletni pogromca demonów, Jacob Harker powraca w drugim tomie serii „Łowcy Czarownic” – „Szubienica o zmierzchu”. Tytuł może się wydać banalny, jednak książka jest zdecydowanie bardziej mroczna i brutalna, niż poprzednia część. Tutaj nie ma miejsca na sielskie opowiastki o duchach na deskorolkach.

Z zakończenia pierwszego tomu pamiętamy, że Świt Demonów został powstrzymany, lecz ojciec demonów zdołał się przedostać do naszego świata. Co prawda Jacob Harker dysponował mocą, która mogłaby go pokonać, jednak stracił nad nią kontrole. Tylko podróż w czasie może mu pomóc, w przywołaniu utraconej mocy.

Nastolatek musi przenieść się do siedemnastego wieku, czyli w czasy powstania Sabatu i zawiązania Starszych, jednak jak to z podróżami w czasie bywa – coś musiało pójść nie tak. Jacob Harker trafia do naprawdę mrocznej i brudnej Anglii sprzed paru stuleci. Nowa rzeczywistość nie ma nic wspólnego z przygodami. Wiek XVII jest okresem polowań na czarownice…i mężczyzn posługujących się magią.

Warto zwrócić uwagę na ewolucję, którą na naszych oczach przechodzi Jacob. Bohater odkrywa, że straszydła z opowieści grozy są realne, co sprawia, że przestaje być podekscytowanym nastolatkiem. Harker poznaje znaczenie słowa odpowiedzialność, tracąc przy tym resztki dziecięcej niewinności. Jej miejsce zastępuje ponura determinacja i lęk o najbliższych. Ponadto bohater zaczyna mieć problem z komunikacją z pozostałymi, co nie ułatwia jego, i tak ciężkiego, życia.

Główny wątek został rozbudowany o mnóstwo pobocznych historii. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę to, że książka jest kontynuacją to dodatkowych wątków nadal pozostanie za dużo. Taki nadmiar może sprawić, iż czytelnik poczuje się przytłoczony. Pozostaje mieć nadzieję, że kolejna część przyniesie rozwiązania przynajmniej kilku tajemnic.

Przedstawiana historia nie jest pozbawiona omyłek, mających związek z realiami historycznymi. Przykładem, który to obrazuje są broszury informacyjne o czarownicach. Ten proceder pozbawiony jest sensu, gdyż pospólstwo było z reguły niepiśmienne. Uważny czytelnik nie tylko wychwyci taki szczegół, ale może poczuć się dotknięty, że pisarz serwuje takie nonsensy psując przyjemność czytania.

Nawet przymykając oko na brak konsekwencji w trzymaniu się historycznych realiów, książka i tak wypada gorzej niż tom pierwszy. „Świt Demonów” był świeży i oryginalny. W tym przypadku mamy do czynienia z nieco odgrzewanym daniem. Nadal smacznym, ale niestety czuć, że odgrzewanym. Oby kolejna część nas, czytelników, zaskoczyła na plus.

Dziękujemy wyd. Jaguar za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego.

Ocena: 2.5/5

Dyskusja