Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Opowieść o obrończyni – recenzja komiksu „Star Wars. Rycerze Starej Republiki. Tom 8: Niszczycielka”

Kolejny tom „Rycerzy Starej Republiki” to kontynuacja przygód Zayne’a i jego ferajny. Jednak w zeszycie zatytułowanym „Niszczycielka”, to Jarael, przyjaciółka głównego bohatera, gra pierwsze skrzypce. Czy uda jej się rozliczyć z mroczną przeszłością i naprawić dawne błędy?

W ostatnim tomie „Rycerzy” dowiadujemy się, że Jarael była niegdyś handlarką niewolników z przestępczej grupy: Tygiel. Teraz Zayne próbuje nakłonić piękną Arkanianke, by razem stawili czoła organizacji odpowiedzialnej za śmierć wielu istnień. Ostatecznie, zadanie okazuje się być trudniejsze niż sądzili.

Album zawiera trzy rozdziały. W pierwszym Zayne próbuje na nowo zdobyć zaufanie Jarael i pomóc jej rozprawić się z przeszłością, która, jak się niespodziewanie okazało, wcale nie została zapomniana. Zakłóca to jednak Malak, który wciąż żywi pewne uczucia do zdolnej przyjaciółki byłego jedi i pragnie ją mieć przy swoim boku.

W drugim opowiadaniu pod tytułem „Zbiory”, Jarael i Zayne, podając się za handlarzy Tygla, próbują wyłudzić od pewniej firmy zajmującej się wydobyciem kryształów część urobku. Jest to jednak tylko pretekst, ponieważ faktyczną przesłanką jest zniszczenie relacji Tygla z jednym ze swoich klientów, którzy wynajmują od nich niewolników. Podczas misji plany ulegają zmianie, bohaterowie omal nie ocierają się o śmierć, a dawni „znajomi” Jarael przypominają sobie o jej istnieniu. W ten sposób reszta załogi „Dobrej Perspektywy” dowiaduje się o mrocznym sekrecie Jarael. Teraz wszyscy postanawiają stanąć do walki z Tyglem.

W ostatnim opowiadaniu Zayne postanawia przeniknąć w szeregi Tygla i jako zagubiony żołnierz Republiki daje się pojmać przestępczej organizacji. Nie wszystko jednak idzie tak, jak to zaplanował i zostaje rozpoznany jako niedoszły Jedi oraz przyjaciel Jarael.

Historia Jarael stanowi teraz główną linię fabularną. Poznajemy nowe postacie, między innymi Chantique, łowczynię niewolników z Tygla, z którą najprawdopodobniej prędko się nie pożegnamy. Warto także wspomnieć o wprowadzeniu postaci Revana w związku z wojnami mandaloriańskimi, które stanowią tło historii (miłośnikom gier komputerowych znanego z gry „Knights of the Old Republic”). Powraca również Malak (Malak pojawia się także w grze KOTOR), który bezskutecznie próbuje namówić sojuszniczkę Zayne’a, by pomogła Republice w walce. Jest to jednak jedyny wątek poboczny komiksu.

Akcja jest wartka i dynamiczna, czytelnik z pewnością nie znajdzie w tym zeszycie momentu, w którym miałby się nudzić. Przewidywalność, którą mogliśmy odczuć w poprzednim tomie, tym razem zastąpiona została niespodziewanymi zwrotami akcji, a poruszane kwestie niewolnictwa oraz moralności sprawiły, że klimat stał się o wiele cięższy.

Seria dalej trzyma wysoki poziom. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, że od strony graficznej wręcz się polepszyła. Widać, że rysownik Bong Dazo, którego wcześniejsze prace przypominały przesłodzone karykatury lub sfatygowane, przeorane zmarszczkami twarze (w poprzednim tomie już nieco lepsze), w końcu znalazł „coś” pomiędzy, tak, że śmiało można nazwać jego rysunki jednymi z lepszych, jeśli nie najlepszymi w albumie. Jak zwykle w komiksie znajdziemy prace autorstwa Briana Chinga, utrzymującego swój stały, wysoki poziom. Na tym tle najsłabiej wypadają rysunki Rona Chana, które są poprawne, jednak wydają się być trochę naiwne. Mimo to wszystkie style rysowników dobrze ze sobą współgrają. Na szczegółną uwagę zasługuje ilustracja z rozdziału drugiego, gdzie Zayne i Jarael ratują tysiące niewolników na tle bezkresnego kosmosu. Scenie tej poświęcono aż dwie strony.

Ósma część „Rycerzy Starej Republiki” jest zdecydowanie warta polecenia. Twórcy komiksu znów sięgnęli po mocny, wciągający wątek oraz, jak zwykle, pozostawili czytelnika z zakończeniem, przez które będzie wyczekiwał wydania kolejnego zeszytu z zapartym tchem.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont, za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Dyskusja