Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Orgie w sowieckim łagrze – recenzja filmu „Elza – Syberyjska tygrysica”

Była już komendantką niemieckiego obozu koncentracyjnego, a także strażniczką arabskiego haremu. Tym razem poznamy ją jako nadzorczynię sowieckiego gułagu i… właścicielkę burdelu. Ilsa, ikona kina eksploatacji, powraca w wielkim stylu: równie piękna, równie seksowna, i jeszcze bardziej okrutna. „Ilsa – Tigress of Siberia” to już trzecia część jej perwersyjnych przygód.

Film przenosi nas do 1953 roku, na kilka tygodni przed śmiercią Józefa Stalina. Do kierowanego przez Ilsę Gułagu-14 trafia nowy transport więźniów. Część z nich została skazana na ciężkie roboty za nieprawomyślne poglądy. Pobyt w łagrze ma ich złamać. Kiedy jednak Stalin umiera, a w kierunku obozu zmierza generał Zerow, którego syn stracił tu życie, gułag zostaje pospiesznie zlikwidowany, a więźniowie poddani eksterminacji. Dwadzieścia cztery lata później, dzięki niezwykłemu wynalazkowi umożliwiającemu wpływanie na ludzką psychikę, Ilsa zostaje właścicielką zyskownego domu publicznego w Montrealu. W najśmielszych snach nie przypuszcza jednak, iż wskutek nieoczekiwanego zbiegu okoliczności, spotka tam jednego ze swoich byłych więźniów – tego samego, od którego doznała niegdyś upokorzenia. Ilsa ani myśli zapomnieć dawne krzywdy i postanawia wymierzyć mu okrutną karę.

W trzeciej części przygód Ilsy miłośnicy kina eksploatacji odnajdą wszystko to, za co pokochali poprzednie odsłony: charyzmatyczną i seksowną bohaterkę, mnóstwo perwersyjnej erotyki oraz tradycyjnie sporą dawkę okrucieństwa, w której to materii inwencja twórców po raz kolejny zadziwi niejednego sympatyka kinowej przemocy. Przeciąganie zmarzniętego nieszczęśnika między jednym, a drugim przeręblem na zamarzniętym jeziorze czy też siłowanie na rękę w sytuacji, gdy na powierzchni stołu działają włączone piły motorowe i przegrany utraci swoją prawicę, to tylko niektóre spośród scen, które wywołają dreszcze na plecach nawet najbardziej zahartowanych fanów tego typu horrorów. Jeśli dodać, iż jednym z mieszkańców sowieckiego łagru jest wygłodniały syberyjski tygrys imieniem Sasza, karmiony niepokornymi więźniami, to chyba nikt już nie będzie miał wątpliwości co do pomysłowości Ilsy w zadawaniu cierpienia swoim ofiarom.

Erotyki w „Ilsa – The Tigress of Siberia” nie brakuje, i to nie tylko z udziałem tytułowej bohaterki. O ile jednak chociażby w „Wilczycy SS” Ilsa upodobała sobie zaciąganie do łóżka co przystojniejszych więźniów, o tyle w „Syberyjskiej tygrysicy” woli kochać się z najbardziej oddanymi podwładnymi w obozie, którzy każdego wieczora muszą rywalizować o jej względy. Zwykle są to ogromne, zarośnięte typy o wyglądzie syberyjskich drwali, a Ilsie, w całym jej seksualnym wyuzdaniu, nie wystarcza jeden kochanek i niejednokrotnie decyduje się na figle z dwoma mężczyznami naraz. Tego typu scen z udziałem głównej bohaterki jest sporo, a nieprzeciętna uroda Dyanne Thorne sprawia, że męska część widowni z pewnością nie będzie czuła się zażenowana tak dużym nagromadzeniem erotyki. Tym bardziej, iż osobną kwestię stanowią sceny w prowadzonym przez Ilsę burdelu.

Rzecz jasna, pod względem fabularnym „Ilsa – The Tigress of Siberia” niczym nie zachwyca. Ci, którzy oczekiwaliby po filmie Jeana LeFleura porywającej historii, zawiodą się srodze. Opisywany obraz to typowy przedstawiciel kina eksploatacji, w którym to nie fabuła ma odgrywać pierwsze skrzypce. Nie ma tu także doskonałego aktorstwa, choć trzeba przyznać, że Jean-Guy Latour w roli najważniejszej postaci drugoplanowej stanął na wysokości zadania. Dyanne Thorne w tytułowej roli błyszczy natomiast na tle reszty obsady, i zarówno z uwagi na jej aktorski talent, jak i nietuzinkową aparycję, trudno oderwać od niej wzrok podczas seansu. Co niemniej istotne, w stosunku do poprzednich części przygód Ilsy, poprawiona została oprawa muzyczna. Kompozycje odtwarzane podczas seansu dobrze wkomponowują się w poszczególne sceny, nadając im określone tempo i pomagając w budowaniu nastroju.

Ilsę można kochać bądź nienawidzić. Trudno jednak w kinie eksploatacji o drugą tak charyzmatyczną postać bądź serię filmów, która prezentowałaby równie dużą wartość w obrębie swojej konwencji. „Ilsa – The Tigress of Siberia” to dla miłośników tego rodzaju horroru pozycja obowiązkowa, obok której nie można przejść obojętnie.

Ocena: 4/5

Dyskusja