Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Powrót do koszmaru – recenzja filmu „Zejście 2”

„Zejście” w reżyserii Neila Marshalla pojawiło się w polskich kinach na początku 2005 roku, szybko zyskując sobie sympatię widzów. Dysponując stosunkowo niedużym budżetem, brytyjski reżyser zaprezentował dzieło, które prędko urosło do rangi klasyka gatunku. Charakterystyczna konwencja kina grozy, w której główne skrzypce grają bliżej niezidentyfikowane, prymitywne monstra oraz bohaterowie postawieni w sytuacji śmiertelnego zagrożenia, zmuszeni do atawistycznych działań i rozpaczliwej walki o przetrwanie, została przez Marshalla w ciekawy sposób odświeżona. Nic zatem dziwnego, że nie trzeba było czekać długo na kontynuację. Stery po Marshallu przejął Jon Harris, debiutujący w roli reżysera. Trzeba jednak przyznać, że sprostał wymagającemu wyzwaniu i zaprezentował widzom nad wyraz udany sequel hitu sprzed czterech lat.

Akcja „Zejścia 2” rozpoczyna się niemal dokładnie w momencie, w którym zakończyła się pierwsza część filmu. Podczas wyprawy do jaskiń w Appalachach zaginęło sześć kobiet. Prowadzone od kilku dni poszukiwania nie dają żadnych rezultatów. Do czasu, gdy podziemne labirynty nieoczekiwanie opuszcza Sarah Carter, uczestniczka wyprawy, która cudem ocalała z masakry, urządzonej pod ziemią przez krwiożerczych mieszkańców jaskiń. Na jej ubiorze znajduje się zaschnięta krew jednej z jej przyjaciółek, przez co miejscowy szeryf, Redmond Vaines, pełen nieufności i najgorszych obaw, nakłania ją do powrotu pod ziemię w towarzystwie ekipy ratunkowej, usiłującej odnaleźć i uratować pozostałe uczestniczki wyprawy. Nikt poza Sarah nie ma jednak pojęcia, jakie niebezpieczeństwa czyhają na wszystkich, którzy zdecydują się zejść do podziemi.

Wszyscy, którzy zdążyli przyzwyczaić się już do reguły, iż kontynuacje na ogół nie dorastają do pięt swoim pierwowzorom, i z tego powodu mieli poważne obawy związane z drugą częścią „Zejścia”, mogą odetchnąć z ulgą. Film Jona Harrisa posiada wszystko to, za co miłośnicy horroru pokochali dzieło Neila Marshalla. Po raz kolejny, mimo nieskomplikowanej fabuły, twórcy zdołali wytworzyć atmosferę permanentnego zagrożenia, które towarzyszy oglądającemu od momentu, w którym po raz pierwszy widzi umorusaną krwią Sarah Carter, aż do chwili, gdy serwuje mu się mocny, zaskakujący finał, otwierający furtkę do nakręcenia ewentualnej kolejnej części.

Na wspomnianą atmosferę składa się wiele najrozmaitszych czynników, które złożone w całość, dają niesamowity efekt. Mało które z powstających dziś horrorów są w stanie niemal przez cały seans zaabsorbować widza bez końca, uraczyć go wręcz namacalną grozą i pozwolić mu się poczuć niczym uczestnik krwawych wydarzeń oglądanych na ekranie. „Zejście 2”, podobnie jak poprzednik, tego typu emocje zapewnia. Sceneria przez cały czas jest mroczna, ponura i klaustrofobiczna, a z każdą kolejną sceną i zgonami kolejnych bohaterów narasta przekonanie, iż walka z zamieszkującymi jaskinie potworami jest w gruncie rzeczy beznadziejna i z góry skazana na niepowodzenie. W całym tym galimatiasie podziemnych korytarzy, kreatury prymitywne, krwiożercze i dążące jedynie do zaspokojenia najprostszych instynktów, w starciu z ludźmi są niekwestionowanymi faworytami. Człowiek – o ile chce przeżyć – musi dostosować się do reguł atawistycznej walki o przetrwanie, zapomnieć o jakichkolwiek skrupułach, nawet wobec swoich bliźnich, i nie cofać się przed okrucieństwem. Jego fizyczna słabość, przy jednocześnie rozwiniętej inteligencji, konfrontowana jest w „Zejściu 2” z prymitywizmem i brutalnością stworów żyjących w jaskiniach.

Ilość przemocy i okrucieństwa w „Zejściu 2” zadowoliłaby z pewnością niejednego miłośnika konwencji gore. Patrząc na monstra mordujące kolejnych członków ekspedycji – notabene, rewelacyjnie ucharakteryzowane i cechujące się autentycznie przerażającym wyglądem – trudno nie dostrzec w nich pierwotnej, zwierzęcej wręcz drapieżności. Potwory mordują ludzi tak, jak zwierzęta z wyższych ogniw łańcucha pokarmowego zwykły zabijać swoje ofiary. Roztrzaskiwane czaszki, kończyny odrąbywane przy pomocy czekana, tryskająca po skałach krew – ktokolwiek lubuje się w horrorach pełnych dosłownej, nieugrzecznionej przemocy, będzie usatysfakcjonowany.

Wszystko to okraszone jest odpowiednią oprawą muzyczną, choć twórcy stawiają raczej na dźwięk, aniżeli złożone kompozycje. W większości scen jedynymi odgłosami są dialogi bohaterów, kapiąca woda, odrywające się tu i ówdzie odłamki skał czy też – a jakże – głosy wydawane przez potwornych mieszkańców jaskiń. Przyzwoicie także spisało się aktorstwo. Chociaż nie brakuje słabszych kreacji, jak choćby Gavan o’Herlihy jako szeryf, czy Josh Dallas w roli Grega, to odtwórczynie ról żeńskich ratują honor całej obsady. Szczególnie przyjemnie ogląda się grę Shauny Macdonald jako głównej bohaterki, a także Krysten Cummings w roli Rios, która na planie „Zejścia 2” debiutowała jako aktorka.

Gdyby szukać w filmie Harrisa niedociągnięć, z pewnością należałoby zaliczyć do nich irracjonalne w niektórych sytuacjach zachowanie bohaterów, by wspomnieć tylko rozdzielenie się ekipy ratunkowej, a także późniejsza decyzja szeryfa o przykuciu się do jednej z bohaterek. Jednak te braki w żaden sposób nie umniejszają przyjemności, jaką jest oglądanie drugiej części „Zejścia”. Film Harrisa to udana kontynuacja, posiadająca wszystkie te atuty, którymi szczycił się obraz Neila Marshalla. Pozostaje mieć nadzieję, że trzecia część „Zejścia” nie tylko wkrótce powstanie, ale i utrzyma wysoki poziom poprzedniczek.

Ocena: 4/5

Dyskusja