Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Przetrwać zarazę – recenzja filmu „28 tygodni później”

„28 dni później” w reżyserii Danny’ego Boyle’a został nadzwyczaj przychylnie przyjęty przez krytykę. Film był na wskroś oryginalny i wnosił do kina grozy pewien powiew świeżości. Nie powinno zatem dziwić, że po kilku latach zdecydowano się nakręcić kontynuację. „28 tygodni później”, bo o tej produkcji mowa, nie jest równie dobre, jak poprzednia, ale i tak stanowi pozycję wartą polecenia każdemu miłośnikowi horroru.

Akcja filmu ma miejsce pół roku po wydarzeniach z części pierwszej. Śmiercionośny wirus, który zdziesiątkował Wielką Brytanię, został wreszcie pokonany. Przy wsparciu amerykańskiej armii zostaje podjęta próba odbudowy kraju. Do angielskich miast wracają setki uchodźców. Jednak kiedy już się wydaje, że sytuacja zaczyna przypominać tę sprzed wybuchu epidemii, nieoczekiwanie w Londynie pojawia się nosiciel choroby. Wirus nie umarł. Wręcz przeciwnie – jest mocniejszy niż kiedykolwiek i ponownie zaczyna zbierać śmiertelne żniwo.

Każdy, kto oglądał „28 dni później”, dobrze wie, że siłą tamtego filmu było pewne niedookreślenie jeśli chodzi o gatunek. Można było mieć poważne wątpliwości, czy obraz Boyle’a jest w większym stopniu horrorem, czy dramatem, gdyż na pierwszy plan wysuwała się w nim tragiczna historia bohaterów, zaś epidemia, która ogarnęła Wielką Brytanię, stanowiła pewne oryginalne tło do jej przedstawienia. W kontynuacji podobnych wątpliwości nie ma. Filmowi wprawdzie nie brakuje dramaturgii, jednak w porównaniu z poprzedniczką, w „28 tygodni później” została ona wyraźnie spłycona, zaś twórcy postawili na akcję. Można powiedzieć, że seans jest w większym stopniu emocjonujący, niż poruszający. Pewna głębia jednak została, dzięki czemu ci, którzy oczekują po horrorze czegoś więcej niż tylko trupów, krwi i krzyków, nie powinni się filmem Fresnadillo zawieść.

W dalszym ciągu atutem pozostają niezwykłe zdjęcia. Obrazy opustoszałego, niemal doszczętnie wyludnionego Londynu robią imponujące wrażenie. O realizm scenerii zadbano, przedstawiając usłane zwłokami ulice, pełne zniszczonych wystaw sklepowych i pozostawionych bez opieki aut. Dodatkowym smaczkiem są bardzo ładne ujęcia, kręcone z lotu ptaka, dzięki którym świecąca pustkami stolica Anglii prezentuje się jeszcze bardziej przekonująco. Ciekawie zostały zrealizowane ujęcia zza muszki karabinu snajperskiego, w których amerykańscy żołnierze bądź obserwują usiłujących powrócić do normalnego trybu życia mieszkańców Londynu, bądź likwidują potencjalne, czyhające na nich zagrożenia. Na uwagę zasługuje również praca kamery – dynamiczna, a w scenach z udziałem zarażonych, wręcz chaotyczna, dodająca realizmu. Ujęcia kręcone „z ręki” okazały się zdecydowanie dobrym wyborem, co widać w szczególności na przykładzie scen w tłumie, gdy nagle wybucha panika spowodowana domniemaną obecnością zarażonego, bądź przy okazji sceny w zaatakowanym przez stwory samochodzie.

Chociaż do realizacji „28 tygodni później” zatrudniono niewielki odsetek ludzi odpowiedzialnych za przygotowania pierwszej części, to na szczęście nie zrezygnowano z usług odpowiedzialnego za muzykę Johna Murphy’ego. Brzmienia odtwarzane w filmie, podobnie jak poprzednim razem, są ciężkie i przygnębiające, korzystnie wpływają na podsycanie ciągle zagęszczającej się atmosfery zagrożenia.

Całości dopełnia aktorstwo, które wprawdzie trudno nazwać wybitnym, ale nie ma wśród członków obsady nikogo, kto budziłby jednoznacznie negatywne emocje. Większość odtwórców poszczególnych ról po prostu dobrze poradziła sobie z powierzonymi im zadaniami, trudno jednak doszukiwać się kreacji, które w znaczący sposób wybijałyby się na tle pozostałych.

„28 tygodni później” to dobry horror. Zdecydowanie inny od poprzednika, w ostatecznym rozrachunku nieznacznie od niego słabszy, ale i tak zdecydowanie warty polecenia każdemu miłośnikowi gatunku. Pozostaje jedynie trzymać kciuki, by planowana na przyszły rok trzecia część – „28 miesięcy później” – utrzymała wysoki poziom obu dotychczasowych produkcji.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja