Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Przeżyć wśród bestii – recenzja filmu „Przetrwanie”

Najnowszy film Joe Carnahana, twórcy takich obrazów jak „Drużyna A” czy „W cieniu chwały”, rozczarowuje. Szumnie zapowiadano ambitną, przejmującą historię o cudem ocalałych rozbitkach, którzy tuż po tym, jak wyszli cało z lotniczej katastrofy, kolejny raz znaleźli się w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Jednak przy nadmiernym uwznioślaniu opowiadanej historii i usilnym nadawaniu jej drugiego dna, bardzo łatwo popaść w banał. Twórcy „Przetrwania” się przed tym nie ustrzegli.

Głównym bohaterem jest John Ottway. Samolot, którym leci wraz z pracownikami koncernu naftowego, rozbija się w samym sercu mroźnej Alaski. Z blisko 120 pasażerów z życiem uchodzi zaledwie ośmiu. Nie mając kontaktu ze światem, ciepłej odzieży ani zapasów żywności, podejmują dramatyczną walkę o przeżycie – z mrozem, głodem, własnymi słabościami, oraz… stadem wygłodniałych wilków. Na barkach Ottway’a, będącego myśliwym i specjalistą od ochrony przed dzikimi zwierzętami, spoczywa zadanie zapewnienia bezpieczeństwa towarzyszom niedoli, aż do chwili, w której nadejdzie pomoc. Tymczasem garstka ocalałych stopniowo się wykrusza…

Obrazek

Największym mankamentem „Przetrwania” jest fakt, iż film bardzo szybko staje się nużący. W kolejnych scenach brakuje polotu, a jeszcze przed półmetkiem projekcji można przyłapać się na ziewaniu i niecierpliwym oczekiwaniu napisów końcowych. Obraz jest przydługi, w scenariuszu zabrakło miejsca na element zaskoczenia, a monotonię przerywają jedynie zgony kolejnych bohaterów. Śmierć poszczególnych postaci nie wzbudza jednak większych emocji, gdyż wszelkie próby nadania im głębi i stworzenia wiarygodnych kreacji spalają tutaj na panewce. Widzimy na przykład agresywnego chojraka, który krótko po spotkaniu oko w oko z wilkami, nagle staje się życzliwym i pomocnym towarzyszem. Nieciekawie przedstawia się także sam Ottway. Chociaż odgrywający go Liam Neeson robił, co mógł, by uratować tę postać i stworzyć ciekawą kreację, to jednak zagrania scenarzystów, w postaci naiwnych wewnętrznych rozterek bohatera (co rusz pojawiająca się w myślach Ottway’a żona, oklepany motyw z nakazaniem Bogu udowodnienia, że faktycznie istnieje), skutecznie niwelują efekty jego starań.

Mimo wspomnianych niedociągnięć, film ma kilka mocnych stron. Zdołano stworzyć atmosferę permanentnego zagrożenia, a poczucie osaczenia przez zabójczą wilczą watahę niejednokrotnie udziela się podczas seansu, zwłaszcza gdy z ciemności wyzierają jedynie wilcze oczy bądź też co rusz słychać w oddali charakterystyczne wycie, a dźwiękowi wydawanemu przez jednego z wilczych ludożerców po chwili wtórują kolejne. Warto jednak zauważyć, iż stworzenia te nie mają zbyt wiele wspólnego z wilkami, które każdy z nas zna z fotografii, filmów przyrodniczych bądź wizyt w ogrodach zoologicznych. Wilki w obrazie Carnahana są znacznie większe niż w rzeczywistości, a także dużo bardziej agresywne i krwiożercze. Dziwnym zabiegiem ze strony twórców było też nadanie im większej inteligencji oraz zachowań, które nie miałyby prawa mieć miejsca w rzeczywistości – wilki nie tylko nie boją się zbliżyć do obozu, pośrodku którego rozpalone jest wielkie ognisko, ale też posiadają w swoim stadzie specjalnych zwiadowców, dokonujących rozpoznania terenu przed przygotowywanym atakiem. Chociaż jest to w pewien sposób uwarunkowane literackim pierwowzorem „Przetrwania”, to podobne zabiegi uznać można za całkowicie zbędne.

„Przetrwanie” to film do bólu przeciętny, pełen dłużyzn, a momentami zwyczajnie nużący. W jego scenariuszu aż roi się od banalnych, sztampowych rozwiązań, a próba nadania głębi poszczególnym bohaterom przyniosła mizerny skutek – większość z nich i tak pozostaje praktycznie anonimowa, a ich losy okazują się mało przejmujące. Zwłaszcza w obliczu faktu, że z kwadransa na kwadrans liczba ocalałych ulega stopniowej redukcji. „Przetrwanie” jest zatem godne polecenia wyłącznie dla sympatyków survivalowych dreszczowców, znajdujących przyjemność w poznawaniu kolejnych dzieł z tej konwencji. Pozostali najprawdopodobniej zasną w połowie projekcji.

Ocena: 2/5

Dyskusja