Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Typowe heroic z typowym herosem – recenzja komiksu „World Of Warcraft # I”

„World of Warcraft” w ciągu ostatniej dekady podbił serca tysięcy, jeśli nie milionów, graczy na całym świecie. Producenci jednej z najpopularniejszych gier online postanowili iść za ciosem i przenieśli ten niesamowity świat na karty książek, a także komiksów. W tym tekście przyjrzyjmy się komiksowej adaptacji, która niedawno pojawiła się na naszym rynku.

Komiks „World of Warcaft tom I”, tak samo jak gra, to heroic fantasy w każdym calu. Główne założenia fabularne są proste i nieskomplikowane – wojownik dotknięty amnezją, trafia w ręce właściciela gladiatorów, by wkrótce samemu przejąć tę pałeczkę. Łatwo się domyślić, że po pewnym czasie zostanie nawet ich mistrzem. Jednak przez cały ten czas, bohatera męczą niejasne wspomnienia i obrazy z przeszłości, które ostateczne zmuszają go do ucieczki, mającej pozwolić mu odkryć prawdę o samym sobie. I to w zasadzie wszystko. W tych paru słowach można zamknąć główny nurt fabularny tego albumu.

Dla urozmaicenia treści dodano masę wątków pobocznych, które zupełnie nic nie wnoszą. Wydawać by się mogło, że zostały wkomponowane tylko po to, by całość nie sprawiała wrażenia zbyt prostej i liniowej. Prostą historię rekompensuje nam całe mnóstwo przygód, ucieczek i pościgów, walk, czarów i pomniejszych misji do wykonania.
Czytelnik już na „dzień dobry” zostaje zbombardowany taką ilością nazw własnych i imion, że łatwo się w nich pogubić i stracić rozeznanie. Zwłaszcza, że praktycznie żadne z nich nie zostało przetłumaczone. Dla przykładu jeden z orków nosi imię Bloodeye. Prawda, że „Krwawe Oko” brzmiałoby o niebo lepiej?

Strona graficzna komiksu jest dziełem Ludo Lullabiego, jego prace stylizowane są na dalekowschodnią szkołę komiksu, czyli mangę. Trzeba dodać, że, niestety, mangę niezbyt wysokich lotów. O ile orkowie, czy dzikie bestie wyglądają całkiem nieźle (dla przykładu żywiołak wody, lub taureny – rasa wyglądająca jak minotaury), to niestety w przypadku ludzi lub elfów (jak wiemy, z definicji, powinny być piękne) nie wychodzi to tak dobrze. Twarze wyglądają karykaturalnie, a proporcje, na przykład, dłoni i stóp do reszty ciała są zaburzone. Całość rysunków kreowana jest za pomocą oszczędnych konturów i raczej prostych, żeby nie powiedzieć topornych linii, co tylko efekt karykatury potęguje.

Abstrahując od postaci, to sceny walki zostały przedstawione całkiem przyzwoicie. Zmagania szermiercze zdają się być uchwycone w jednej chwili, jakby aparat z dobrą migawką złapał autentyczny ruch. Dla przykładu, jedna z pierwszych walk, drużyny głównych bohaterów z przeciwnikami (w składzie: nieumarły, tauren i troll), wygląda naprawdę przekonująco. Ich wykrzywione w grymasie bólu i determinacji twarze wyglądają, mimo prostych kresek, dość realnie. Jeśli tylko będzie więcej szczegółów, to prace te mają szanse przypaść do gustu szerszemu gronu czytelników.

I tak oto liczba plusów i minusów pierwszego tomu „World of WarCraft” zdaje się równoważyć. Nie ma co się spodziewać by w kolejnych tomach jakość rysunków uległa znaczącej poprawie. Możemy za to jednak oczekiwać, że komiks pozostanie typowym „Heroic”, który mimo kilku niedociągnięć potrafi mocno wciągnąć i zaciekawić. Oby tylko fabuła stała się możliwie bardziej skomplikowana, a co za tym idzie o wiele ciekawsza.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont, za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Dyskusja