Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zawadiacka kontynuacja – recenzja książki „Diabłu ogarek. Kolumna Zygmunta”

Po przeczytaniu „Czarnej Wierzby”, czyli pierwszego tomu „Diabłu Ogarek”, pewnie niejeden czytelnik był oczarowany zawadiacką, staropolską fantastyką w sienkiewiczowskim stylu. Niektórzy mogli zabierać się do książki, jak do przysłowiowego jeża, bowiem nie każdy lubi szelmowski klimat rodem z „Dzikich Pól” Jacka Komudy. Jednak powieść Konrada Lewandowskiego może zmienić takie nastawienie.

Czytelnik przypomina sobie o wesołym bimbrowniku-egzorcyście Andrzeja Pilipiuka, o pogańskim „Wiedźminie” Sapkowskiego, słowem, wracają pozytywne wspomnienia wzbogacone solidną dawką czarnego humoru. Być może dlatego, niejedna osoba z niecierpliwością czekała na drugi tom powieści o Jakubie Lawendowskim herbu Paprzyca.

Autor podtrzymuje klimat części pierwszej, serwując czytelnikowi mieszankę staropolskiej mitologii z powieścią płaszcza i szpady w najlepszym wydaniu, doprawiając wszystko autentycznym tłem historycznym. Akcja powieści w znacznej części toczy się w XVII-wiecznej Warszawie, Lewandowski czasami tylko powraca do sielskiej krainy przodków głównego bohatera. Przepych magnackich pałacyków przeplata się z zamtuzami i knajpami, gdzie typy spod ciemnej gwiazdy załatwiają swoje brudne interesy.

Czytelnik ma okazję poznać oficjalny, dawny, warszawski świat, ten szlachecki, gdzie możne panie paradują w wystawnych sukniach, a panowie z sarmackim wąsem i szabelką smalą do nich cholewki. Z drugiej strony widzimy ubóstwo zwykłych ludzi, którzy borykają się z podstawowymi problemami. Całości dopełnia polityczny wątek, wraz z towarzyszącymi mu intrygami. A jeśli już mowa o intrygach, to kołem zamachowym fabuły jest spisek Jezuitów, którzy chcą ograniczenia złotej wolności i wzmocnienia wpływów papieża w Rzeczypospolitej. Lawendowski zostaje wplątany w tę aferę i wessany w wir nieprawdopodobnych wydarzeń, walcząc z wrogami ogniem, mieczem i ostrym językiem.

„Kolumna Zygmunta” to kolejna powieść Lewandowskiego, w której wiara katolicka zostaje przedstawiona w negatywnym świetle. Jezuici ukazani są jako narzędzie Szatana, chcącego odebrać wolność dumnemu narodowi, choć tak naprawdę są tajną agenturą Rzymu i planują zaprowadzić boski porządek, najlepiej z zakonną rutyną. Każdy, kto sięga po dzieła twórcy „Mostu nad Otchłanią”, musi liczyć się ze zwycięstwem zdecydowanego racjonalizmu nad religią. Nie przeszkadza to absolutnie w odbiorze powieści jako dobrego kryminału, ale jeżeli ktoś jest bardzo wrażliwy na kwestie wiary, powinien podejść do lektury z pewnym dystansem. Przywilejem twórcy, a zwłaszcza fantasty, jest opis rzeczywistości według swojego uznania.

Książkę tę można polecić nie tylko fanom fantastyki, ale również osobom „nie w klimacie”, bowiem każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Nawet stylizowana staropolszczyzna po kilku stronach przestaje kłuć w oczy i jest zwyczajnie śmieszna, taka swojska. Historycy amatorzy znajdą tu wiele radości, ci profesjonalni pewnie mniej, ale czytelnicy spragnieni trzymających w napięciu historii z całą pewnością będą zadowoleni.

Dziękujemy wyd. RM za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego.

Ocena: 4/5

Dyskusja