Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Bestialskie tortury w arabskim haremie – recenzja filmu „Elza – Strażniczka Haremu”

Kilkanaście miesięcy po tym, jak miłośnicy kina eksploatacji mieli okazję poznać okrutną nadzorczynię niemieckiego obozu zagłady – Ilsę – ta sama postać została główną bohaterką kolejnego filmu, należącego do tego niszowego gatunku. Tym razem z hitlerowskiego obozu w Mauthausen akcja przeniesie się na Bliski Wschód – do haremu El Sharifa, naftowego szejka słynącego ze słabości do pięknych kobiet oraz nieustannego pomnażania swojego majątku.

Wspomniany szejk nie lubi monotonii, toteż raz na jakiś czas wzbogaca swój harem o kolejne seksualne niewolnice, zarazem sprzedając na specjalnie przygotowanych licytacjach te, które nie zaspokoiły jego oczekiwań. El Sharif nie przypuszcza jednak, że jego poczynania śledzone są przez służby innych państw. Kiedy do haremu trafiają trzy białe kobiety: córka amerykańskiego milionera, europejska sportsmenka oraz znana aktorka, na dwór szejka przenikają dwaj agenci zachodnich państw. Ilsa, której zadaniem jest inwigilować poczynania przybyszów, do tej pory wiernie służyła swojemu arabskiemu mocodawcy. Jednak z chwilą, gdy dozna od niego upokorzenia, okrutna strażniczka po raz kolejny dowiedzie, że nie zapomina wyrządzonych krzywd, a w zadawaniu cierpień nie ma sobie równych.

„Elza – Strażniczka Haremu” to solidnie wykonany film, nie odbiegający poziomem od pozostałych części. Chociaż niektóre elementy scen, takie jak niezbyt efektowne i rażące sztucznością strzelaniny bądź walki, zdążyły się już bardzo zestarzeć, to pozostałe – kluczowe dla obrazów z gatunku kina eksploatacji – stoją na najwyższym poziomie i pomimo upływu niemal czterdziestu lat od premiery filmu, robią imponujące wrażenie na odbiorcy.

Scenarzyści kolejny raz wykazali się niezwykłą inwencją, jeśli chodzi o wymyślanie sposobów zadawania cierpień i okrucieństw. Razem z Ilsą widz będzie uczestniczył w nieludzkich przesłuchaniach, w których trakcie piękna strażniczka wykorzystywać będzie najbardziej wymyślne maszyny i mechanizmy służące do torturowania. Co mniej spolegliwe niewolnice kończą tutaj z powyrywanymi zębami, inne ze stopami obżartymi przez drapieżne insekty, a szczytem inwencji twórców jest urządzenie wybuchające w trzewiach kobiety w chwili, gdy mężczyzna odbywa z nią stosunek. Podobnych pomysłów jest tutaj niemało, przez co z czystym sumieniem można stwierdzić, iż w aspekcie ilości i wymyślności okrucieństwa, „Elza – Strażniczka Haremu” dorównuje pozostałym odsłonom przygód seksownej pani komendant.

Wzorem innych filmów z Elzą w roli głównej, także i tym razem produkcja aż ocieka erotyką. Amatorzy kobiecych wdzięków po raz kolejny będą mieli na kim zawiesić oko, gdyż aktorki zatrudnione do „Strażniczki Haremu” pod względem urody biją na głowę te, które mogliśmy zobaczyć chociażby w „Syberyjskiej Tygrysicy”. Mało tego, przez większą cześć projekcji występują one w negliżu, co niekiedy akcentowane jest aż do przesady, by wspomnieć jedynie finałową scenę, w trakcie której walczące ze sługami El Sharifa niewolnice, mają na sobie jedynie niewielkie skrawki ubrań. Jednak w porównaniu z „Wilczycą SS” i „Syberyjską Tygrysicą”, scen aktów seksualnych jest tu znacznie mniej. Erotyka w filmie Dona Edmondsa tym razem opiera się nie tyle na seksie, co na nieustannym epatowaniu nagością urodziwych aktorek. W każdym bądź razie, o ile w kwestii okrucieństw i tortur twórcy wykazują się ogromną pomysłowością, o tyle w sferze erotyki „Strażniczka Haremu” nie prezentuje widzowi żadnych większych perwersji.

Aktorstwo wprawdzie nie powala na kolana, jednocześnie jednak prezentuje na tyle wysoki poziom, by nie można było go uznać za niedociągnięcie opisywanej produkcji. Na tle obsady tradycyjnie już błyszczy Dyanne Thorne – charyzmatyczna, zabójczo seksowna. Elza w jej wykonaniu po raz kolejny przybiera szaty zarówno okrutnej dręczycielki, jak i namiętnej kochanki. W tym, między innymi, tkwi siła tej postaci. Wśród pozostałych członków obsady próżno szukać równie wyrazistej roli, choć uwagę zwracają dwie czarnoskóre asystentki Elzy, jak również sam szejk El Sharif, w którą to postać z powodzeniem wcielił się Jerry Delony.

Każdy, komu przypadły do gustu wcześniejsze bądź późniejsze przygody Ilsy, a nie miał jeszcze styczności ze „Strażniczką Haremu”, powinien jak najszybciej nadrobić zaległości. To klasyk kina eksploatacji, utrzymujący wysoki poziom pozostałych odsłon serii, kolejny raz mogący pochwalić się atutami w postaci fantastycznej głównej bohaterki, a także dużej dawki erotyki i brutalności, co miłośnikom gatunku powinno posłużyć za dodatkową rekomendację.

Ocena: 4/5

Dyskusja