Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Coś na progu nr 2 – omówienie pierwsze

Drugi numer dwumiesięcznika „Coś na progu”, wydawanego przez wrocławskie „Dobre Historie”, jest jak dobry sequel. Nie tylko posiada wszystko to, co zdecydowało o wartości pierwszej odsłony, ale w jego przypadku zdaje się również działać stara, złota zasada udanych kontynuacji: więcej, lepiej, ciekawiej.

Horror w stylu retro

Tematem wiodącym pierwszego numeru „Coś na progu” była twórczość słynnego samotnika z Providence, Howarda Philipsa Lovecrafta. Drugie wydanie nie zostało poświęcone żadnemu konkretnemu twórcy. Wspólnym mianownikiem dla artykułów okraszonych zakładką „Temat numeru” (choć nie tylko) jest szeroko pojęta kultura retro. Choć nie jest jeszcze jasne czy w kolejnych odsłonach pisma idea motywu przewodniego zostanie podtrzymana, to dwa pierwsze numery zdają się potwierdzać, iż jest to trafiony pomysł.

Po krótkim wstępniaku oczom czytelnika ukazuje się tekst autorstwa Clive’a Barkera, który podzielił się refleksją dotyczącą zarówno specyfiki twórczości Edgara Allana Poego, jak i własnej młodzieńczej fascynacji tym autorem. Kilka stron dalej Szymon Stoczek zaznajamia odbiorców z coraz popularniejszą konwencją steampunku, udowadniając przy tym, dlaczego wręcz idealnie nadaje się ona do tego, by w jej obrębie tworzyć dzieła kultury przynależące do gatunku horroru. Następnie – co było charakterystyczne już dla artykułów w pierwszym numerze pisma, a i w drugim pozostało jego atutem – autorzy proponują czytelnikowi szereg wpisujących się w zagadnienie pozycji literackich. Ma to zachęcić odbiorcę do samodzielnego przekonania się o jakości takiego połączenia.

Jednym z najlepszych tekstów w tym numerze jest artykuł Joanny Kułakowskiej poświęcony fantastyce w epoce Młodej Polski. Autorka udowadnia, że fantastyka – a także groza – nie były obce rodzimym literatom nawet sto lat temu i powołuje się na przykłady twórców z różnych epok literackich, tworzących w najrozmaitszych konwencjach. Jest to zaledwie pierwsza część dłuższej rozprawy, która, miejmy nadzieję, będzie kontynuowana w nadchodzących odsłonach pisma.

Podobnie jak w pierwszym numerze pojawił się artykuł poświęcony muzyce inspirowanej twórczością Lovecrafta i mitologią Cthulhu, tak w drugim w ręce czytelników trafił tekst przedstawiający kapele, które poprzez wizerunek i przekazywane treści nawiązują do konwencji steampunkowej. Autor, Mateusz Wacyra, proponuje czytelnikom zapoznanie się z dorobkiem kilku kultowych w tym względzie kapel. Nie pomija przy tym twórców z rodzimego podwórka.

W dalszej kolejności Paweł Klimczak zapoznaje czytelnika z opowiadaniami słynnego pisarza science-fiction – Raya Bradbury’ego, wykazując, iż groza była nieodłącznym elementem wielu jego utworów. Zaś Kamil Dachnij w artykule „Moda na retro” przedstawia fenomen rosnącej popularności kultury grozy w tym stylu. Jednym z obszerniejszych, ale i najciekawszych tekstów w obrębie tematu numeru jest natomiast praca Norberta Nowaka, poświęcona dziełom z gatunku dark fantasy w dorobku Jima Hensona. Każdy, kto do tej pory znał tego twórcę wyłącznie z „Muppetów” czy „Ulicy Sezamkowej”, przekona się, iż Henson niejednokrotnie sięgał do innych gatunków, bliższych miłośnikom horroru.

Tuż przed dotarciem do działu z prozą i poezją, można znaleźć jeszcze dwa interesujące artykuły z rodzaju tych, które zachęcają do zapoznania się, bądź przypomnienia sobie klasyków naszego ulubionego gatunku. Jan Wieczorek zapoznaje czytelników z postacią Vampirelli – seksownej wampirzycy z planety Draculon, której przygody od ponad czterdziestu lat cieszą miłośników komiksu. Natomiast Mateusz Kopacz proponuje sięgnięcie po jednego z klasyków literatury „weird fiction”, Algernona Blackwooda. Przedstawienie sylwetki tego twórcy wydaje się doskonałym pomysłem, zwłaszcza wobec faktu, iż kilkadziesiąt stron dalej czytelnik trafi na jedno z jego opowiadań.

Proza i poezja

Jako, że drugi numer „Coś na progu” jest obszerniejszy, niż pierwszy, analogicznie autorzy postanowili powiększyć dział z opowiadaniami. O ile poprzednio zaproponowano czytelnikom zaledwie dwa utwory, to tym razem są to aż cztery opowiadania, poprzedzone trzema wierszami autorstwa Clarka Ashtona Smitha, przetłumaczonymi na język polski przez Jakuba Wiśniewskiego.

Autorem pierwszego z opowiadań jest Jack Ketchum, jeden z twórców horroru, którzy cieszą się w naszym kraju ciągle rosnącą popularnością. W „Martwym Dzikim Zachodzie”, utrzymanym w nieco westernowym klimacie, żywe trupy zawędrują aż na ziemie Indian. Utwór czyta się przyjemnie, choć warto mieć na uwadze, iż wcale nie należy on do najlepszych w dorobku Ketchuma.

Drugie opowiadanie, to wspomniana wcześniej „Nawiedzona wyspa” Algernona Blackwooda. Mogłoby ono posłużyć za wzór dla współczesnych twórców, jeśli chodzi o stopniowe budowanie atmosfery grozy i poczucia zagrożenia. Chociaż pod względem fabularnym utwór niczym nie zachwyca, to plastyczne opisy, żywy język i wspomniany nastrój towarzyszący lekturze w pełni rekompensują te braki. Z pewnością niejeden czytelnik, który nie miał wcześniej styczności z Blackwoodem, po lekturze „Nawiedzonej wyspy” zechce poznać dorobek tego pisarza.

Dla zachowania równowagi, znalazły się także dwa opowiadania polskich autorów. Nader interesujący utwór zaprezentował Marcin Rusnak. Jego „Niezwykłe śledztwo doktora Junga” przedstawia historię Anety, młodej sztukmistrzyni, która omal nie straciła życia podczas jednego z pokazów. Nie wiadomo, kto jest temu winny i komu zależało na śmierci dziewczyny, ale w kręgu podejrzanych znajduje się czworo jej najbliższych współpracowników. Obecny na miejscu doktor Jung prowadzi przesłuchania, które mają pomóc w odkryciu przerażającej prawdy. Atutem opowiadania bez wątpienia jest język. Rozwiązanie zagadki jest jednak – chyba wbrew intencjom autora – mało zaskakujące. Trzeba zarazem przyznać, że wplecenie motywu z żydowską kabałą okazało się nader intrygującym pomysłem.

Ostatnie z opowiadań, to „Perfekcjonista” Pawła Pollaka. W tym wypadku uwagę zwraca dobrze nakreślony, przekonujący główny bohater – uczciwy, pracowity, ale nieszczęśliwy człowiek, tkwiący w nieudanym małżeństwie i niemal pogodzony z faktem, że nie będzie mu już dane odmienić swój los. Wszystko się zmienia, kiedy za sprawą dramatycznej sytuacji odnawia kontakt z miłością z młodzieńczych lat. Na przeszkodzie do szczęścia stoi jednak obecna małżonka. Sfrustrowany, decyduje się więc na radykalne rozwiązanie. Opowiadanie Pollaka jest wciągające i świetnie napisane, ale niestety, od pewnego momentu bardzo przewidywalne.

„Coś” dla miłośników kryminału

Powiększeniu uległa także strefa kryminału. W pierwszym artykule tej sekcji Renata Łukaszewska opisuje fenomen popularności retrokryminału w Polsce. Autorka doszukuje się przyczyn rosnącego zainteresowania tym gatunkiem w naszym kraju, jednocześnie wskazując najlepsze i najpopularniejsze powieści z tej konwencji. Następnie Agnieszka Papaj, podobnie jak w pierwszym numerze, przenosi czytelnika w świat literatury rosyjskiej. Tym razem jednak przedstawia specyfikę tamtejszego kryminału retro, jednocześnie zachęcając do sięgnięcia po konkretne pozycje, z których część została zresztą wydana w naszym języku.

Coś dla siebie znajdą także sympatycy Sherlocka Holmesa. Artykuł Moniki i Rafała Chojnackich zaznajamia czytelników z przygodami słynnego detektywa, pisanymi jednak nie przez sir Artura Conana Doyle’a, lecz… pisarzy skandynawskich. Natomiast Zofia Kaleta przyjrzała się najgłośniejszym kradzieżom dzieł sztuki. Za to wisienką na torcie okazała się druga część wywiadu z medykami sądowymi, w którym opisują oni tajniki swojej pracy. Tym razem tematem dyskusji są oględziny miejsca zbrodni.

Rzeczy różne i różniste

Na koniec, w drugim numerze „Cosia” można także znaleźć Varię, a więc dział z artykułami spoza konkretnych ram tematycznych. Otwiera go króciutki tekst Ady Struś dotyczący zagadkowej śmierci Edgara Allana Poego, zaś na następnych stronach Przemysław Pieniążek proponuje czytelnikowi zapoznanie się z twórczością mało znanego u nas Bentleya Little’a. Autor poświęca artykuł dorobkowi literackiemu pisarza. Ostatecznie, czytelnik może przeczytać również pracę Marcina Dobrowolskiego, w której przypomniana została sylwetka Tomasza Beksińskiego, znanego dziennikarza radiowego i tłumacza filmowych horrorów. Autor wspomina nie tylko o jego bogatym dorobku, ale i o permanentnych zmaganiach Beksińskiego z życiem, otaczającym światem oraz samym sobą, które doprowadziły go do tragicznej śmierci.

Dział z publicystyką, podobnie jak w pierwszym numerze, poprzedzony jest recenzją gry planszowej – tym razem Mateusz Pitulski wziął pod lupę „Znak Starszych Bogów”, wydawany przez Galaktę . Tuż po tym, jak przeczytamy przemyślenia Morta Castle’a na temat tego, czym jest horror i co konstytuuje grozę, tradycyjnie dotrzemy do felietonów Marcina Wrońskiego i Bartosza Czartoryskiego. Na zakończenie lektury i osłodzenie oczekiwania na kolejny numer, zaprezentowano czytelnikom krótki komiks Krzysztofa Chalika, a także… kod uprawniający do zniżki na zakup nowej antologii, wydawanej przez Dobre Historie.

Drugi numer czasopisma „Coś na progu” z pewnością zadowoli wszystkich tych, którym

przypadła do gustu odsłona pierwsza, a jednocześnie są sympatykami kultury retro. Miłośnikom grozy po raz kolejny zaproponowano szereg interesujących artykułów i opowiadań, które nie tylko zapewniają kilka godzin satysfakcjonującej lektury, ale i dostarczają niemały materiał do własnych poszukiwań i poznawania kolejnych dzieł gatunku. Nie pozostaje zatem nic innego, jak tylko czekać do sierpnia, kiedy to planowany jest następny, trzeci już numer pisma.

Dziękujemy wyd. Dobre Historie za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego.


Omówienie numeru pierwszego.
Drugie omówienie numeru drugiego.
Materiały użyte w recenzji pochodzą z fanpage’u wydawnictwa Dobre Historie i zostały wykorzystane za jego zgodą.

Dyskusja