Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Mocne wejście króliczego wojownika – recenzja komiksu „Usagi Yojimbo – 1 – Ronin”

Usagi Yojimbo to jeden z najbardziej znanych bohaterów(a na pewno najbardziej znany zaraz po Żółwiach Ninija), który obdarzony jest zwierzęcymi kształtami oraz posiada umiejętność władania dalekowschodnią bronią. Dlatego też wydawnictwo Egmont zdecydowało się wznowić pierwszy tom przygód tego sławnego królika-ronina.

No właśnie – królika. Pierwszy wyróżnik tego komiksu to fakt, że główny bohater ma, co prawda, z grubsza człowieczą sylwetkę, ale generalnie jest królikiem. Zresztą, w tym świecie ciała wszystkich to połączenie ludzkich i zwierzęcych kształtów. Na pozór ta bajkowa stylizacja świata przedstawionego wcale nie sprawia, że komiks jest naiwny i porusza banalne kwestie. My- czytelnicy, nie dajmy się więc zwieść pozorom. Bo przygód Usagiego nie powinno się lekceważyć.

To naprawdę bardzo dobry komiks, a jego autora, Stana Sakai, nie bez powodu nazywają mistrzem fabuły. Pierwszy tom przygód Usagiego: „Ronin”, to zbiór krótkich, ale powiązanych ze sobą chronologicznie przygód tytułowego wojownika. Usagi podczas bitwy stracił na skutek zdrady swojego pana. W ten sposób przestał być samurajem, a stał się roninem – czyli wojownikiem bez pana. Tuła się więc po całym kraju, imając się różnych zajęć – najczęściej ratując ludzi przed niebezpieczeństwami. Podczas swoich podróży zyskuje jednak wielu nowych przyjaciół i nieoczekiwanych sprzymierzeńców.

Świat Usagiego, mimo że pełen jest zwierzęcych bohaterów, doskonale oddaje realia feudalnej Japonii. Czytelnik ma szansę zobaczyć nie tylko demony i potwory pochodzące z japońskiego folkloru, ale może poznać także liczne stopnie hierarchii czy japońskich obyczajów. Dzięki temu historia zdaje się być osadzona w bardziej rzeczywistym świecie.
Co do kwestii rysunków, to podobanie jak fabuła, początkowo wydają się bardzo proste, ale w rzeczywistości są bardzo złożone i obfitują w szczegóły. Obrazki stworzone są za pomocą oszczędnego lineartu. Brak w nim kolorów i cieniowania, chociaż efekt cienia został uzyskany dzięki wielu delikatnym pociągnięciom pędzelka z tuszem.

Ruch został przedstawiony w bardzo sugestywny sposób. W wielu miejscach w komiksie autor wprowadził sekwencje kadrów, jeden po drugim, w chronologicznym układzie tak, by przedstawić co bardziej dynamiczne sceny. Najczęściej są to momenty walki lub innych dynamicznych (powtórzenie) ujęć.

Scen i momentów ciekawych oraz bogatych pod względem warsztatu plastycznego jest naprawdę wiele, i trudno jest wskazać te najlepsze. Praktycznie w każdym rozdziale znajduje się kilka godnych uwagi i wskazania, jako wybitnie udanych rysunków. Do jednego z ciekawszych należy scena, w której Usagi jedzie konno wraz z Tomoe Ame swoją przyjaciółką. Chwila ta jest o tyle ciekawa, że przedstawia jedną z nielicznych momentów beztroski głównego bohatera. Obie postacie, jak i zwierzęta, uchwycone są w ruchu. Te drugie, w przeciwieństwie do bohaterów, wyglądają bardziej realnie, niż komiksowo, co stanowi bardzo ciekawy zabieg artystyczny.

Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, nic dziwnego, że seria o Usagim zyskała dziś już miano kultowej. Przez prawie trzydzieści lat komiks ten zdołał zebrać wielkie uznanie dzięki nie banalnej i złożonej fabule, a także bardzo udanym rysunkom. Nic też dziwnego, że Egmont zdecydował się na ponowne wydanie tomu pierwszego, komiks jest bowiem wart, by większe grono odbiorców się z nim zapoznało.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont, za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Dyskusja