Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Opowiadania z najwyższej półki – recenzja książki „Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ – Południe”

Choć Robert M. Wegner publikuje dopiero od kilku lat, jego nazwisko wyryło się już złotymi zgłoskami wśród rodzimych twórców fantasy. Kolejne nagrody, w tym Zajdel i Sfinks, porównania do Kresa czy Sapkowskiego, wznowienie tomów opowiadań po zaledwie dwóch-trzech latach od premiery — to wszystko zwraca uwagę i każe postawić sobie pytanie: czy proza Wegnera faktycznie jest tak dobra, jak wszyscy mówią? To, co powszechnie chwalone, często bywa przereklamowane i rozczarowuje podwójnie — na szczęście nie tym razem. „Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ – Południe” rzeczywiście są tak rewelacyjne, jak powiadają. Albo jeszcze lepsze.

Zbiór ośmiu opowiadań podzielony jest na dwie części, których akcja została umieszczona odpowiednio w północnych i południowych krainach Imperium Meekhańskiego. Rozgrywające się w danym regionie cztery opowieści, mimo że są zamkniętymi historiami, łączą się ze sobą, rysując powoli przed oczyma czytelnika spójną linię fabularną i tworząc preludium do wydarzeń, mających w przyszłości nadejść. To dopiero pierwsza część serii o Meekhanie, do której należy także drugi zbiór opowiadań oraz powieść, trudno jednak nie zachwycić się tym wspaniale odmalowanym światem już od początkowych stron, a choć w jego konstrukcji pozostają białe plamy, to są one wabikiem skłaniającym do natychmiastowego sięgnięcia po „Wschód – Zachód” i „Niebo ze stali”.

Część pierwsza, Północ, prowadzi nas w rejony górskich szczytów, gdzie surowości skalnych turni i grozie bezdennych przepaści dorównuje jedynie oschłość miejscowej ludności i dyscyplina wśród żołnierzy Górskiej Straży. Czytelnik towarzyszy Szóstemu Pułkowi dowodzonemu przez porucznika Kennetha-lyw-Darawyta w kilku niebezpiecznych misjach, poznaje żołnierskie opowieści, dowiaduje się, jak skomplikowaną i delikatną materią bywa dyplomacja oraz, rzecz jasna, bierze udział w paru mniejszych i większych potyczkach, opisanych w sposób równie realistyczny, co okrutny i przejmujący. Choć opowieści o dzielnych i honorowych wojakach znamy wiele, Wegner potrafi tchnąć w temat świeżość, a co najważniejsze — snuje opowieść w sposób tak interesujący, że trudno się od lektury oderwać. Eksperymentuje, także w drugiej części książki, ze sposobem prowadzenia narracji, jego język jest barwny, a pióro lekkie, choć równocześnie nie sposób przypisać ową lekkość poruszanym przez niego tematom, zwłaszcza w utworach „Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami” i „Szkarłat na płaszczu”.

Część druga, Południe, to klimat zupełnie inny. Gdy poznaje się kolejne cztery opowiadania, czuje się na twarzy podmuch gorącego wiatru, a drobniutkie ziarenka piasku wgryzają się w skórę. Śledzimy historię wojownika o imieniu Yatech z plemienia Issaram, ludu o rygorystycznym kodeksie honorowym, dyscyplinie i surowych wymaganiach wobec swoich członków. Bohater służy u bogatego kupca, co pozwala autorowi na skonfrontowanie ze sobą dwóch różnych kultur i postaw, ukazania wzajemnego niezrozumienia, które często wynika z tradycji — dla jednego świętej i niepodważalnej, dla innego zaś dziwnej i niepojętej. To opowieść o honorze, winie i odkupieniu, ale także o miłości — ojcowskiej, siostrzanej, a wreszcie tej zmysłowej, między kobietą a mężczyzną, których wiele dzieli. Druga część książki jest jeszcze bardziej emocjonalna i chwytająca za serce, ale nie w sposób przesiąknięty patosem czy trącący kiczem; Wegner potrafi dotknąć głębiej, tak, by odbiorca ze złości miał ochotę rzucić opasłym tomem o podłogę, a potem uronić łzę na śnieżnobiałe karty.

Opowiadania, szczególnie te z Północy, mogą przywodzić na myśl dobrze znane wszystkim historie o Wiedźminie — ukazany świat jest brudny, pełen przemocy, chciwości i zła, podobnie jak w utworach Sapkowskiego. Wieśniacy są zachłanni do tego stopnia, że bez zawahania zabiliby i ograbili sąsiada, gdyby było to opłacalne, żołnierzy i bandytów często cechuje okrucieństwo i żądza poniżenia przeciwnika, a politycy, zarówno ci lokalni, jak i wyższego szczebla, spiskują i kłamią, nie bacząc na konsekwencje. Jednakże fantastyki jest u Wegnera niewiele — owszem, z rzadka występują magowie, czasem pojawi się demon, wzmianka o klątwie czy ingerencji bogów, ale to elementy trzecioplanowe, dekoracyjne, utrzymane w klimatach low fantasy. Opowieści koncentrują się na ukazaniu bogatego i skomplikowanego świata oraz ludzkich charakterów, ich sił i słabości. Przede wszystkim zaś mają wpłynąć na czytelnika, wywołać pewne emocje, poruszyć — a tę funkcję spełniają w stu procentach.

Prozę Wegnera można bez wahania polecić każdemu, zarówno weteranom gatunku, jak i tym, którzy w fantastyce stawiają pierwsze, niepewne kroki. Ba, nawet czytelnicy stroniący zwykle od tego typu literatury, mają szansę zachwycić się „Opowieściami z meekhańskiego pogranicza”, o ile tylko cenią książki silnie oddziałujące na emocje i wyobraźnię, porywające i wprawnie napisane.

Dziękujemy wyd. Powergraph za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja