Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zakończenie bez zakończenia – recenzja książki „Dzieci Ziemi”

Tom, wieńczący sagę powinien rozwiać wszelkie wątpliwości i domknąć główne wątki. Wbrew temu Orson Scott Card, laureat nagrody Hugo, zaskakuje swoich czytelników zostawiając ich z pytaniami bez odpowiedzi. Czy w związku z tym „Dzieci Ziemi” są powieścią złą? A może tylko trzeba spojrzeć na nią pod innym kątem, by ją naprawdę docenić?

„Dzieci Ziemi” to ostatnia część serii „Powrót do domu”. Autor odważnym posunięciem przenosi akcję daleko wprzód o ponad 500 lat, wprowadzając, niemalże wyłącznie, nowych bohaterów. Problematyka rodzinnych sporów, a także trudów kolonizacji zmienia się w problemy społeczno-religijne oraz rozgrywki polityczno-wojenne. W rezultacie książka ta mogłaby, przy kilku zmianach, z powodzeniem służyć jako nowa, niezależna powieść. Czytelnik oczekujący bezpośrednich kontynuacji wątków z „Odrodzenia Ziemi” może się lekko zawieść.

Powieść przedstawia przede wszystkim realia królestwa Darakemba, gdzie żyją potomkowie Nafaia. Obowiązuje tam jedna religia, stawiająca na równi ludzi i lud nieba (anioły), ale dopuszczająca jednak niewolnictwo ludu ziemi oraz uprzywilejowanie mężczyzn nad kobietami. Za sprawą wizji zesłanej córce, król Motiak postanawia wybawić z niewoli Akmaro, duchowego przewodnika ludu będącego pod jarzmem wrogich Elemakitów. Głosi on poglądy, miłosiernego Opiekuna Ziemi, dążącego do zrównania wszystkich ras i osiągnięcia pokoju. Ideologia ta zostaje szybko przyjęta w Darakembie, jednak wielu mieszkańcom nie udało się wyzbyć dawnych uprzedzeń. Ostatecznie w królestwie pojawia się konflikt pomiędzy miłosiernymi wyznawcami Opiekuna, a egoistami odrzucającymi tę wiarę.

Problem walki na tle religijno-filozoficznym jest jednym z najważniejszych aspektów powieści, aż w pewnym momencie staje się wręcz natarczywy. Bardzo widać poglądy autora (gwoli przypomnienia Card jest Mormonem), gdzie ci „dobrzy” bezgranicznie wierzą w plan miłującego wszystkich Opiekuna i z pełną pokorą starają się wykonywać jego założenia. Względnie czarnymi charakterami są bohaterowie wątpiący w istnienie większej siły i kwestionujący dotychczasową religię. Jak na dłoni widać odzwierciedlenie obecnej niezgody pomiędzy wierzącymi, a ateistami lub kwestionującymi rolę bóstwa. Pisarz dosadnie nakreśla kto tu ma rację, co w rezultacie może zniechęcić niektórych czytelników. Ostatecznie jednak i tak zwycięża miłosierdzie i skrucha, ale tego miłośnicy Carda łatwo mogą się domyśleć.

Jeśli przymkniemy oko na te „wady” to otrzymamy naprawdę dobrą powieść, w której autor przedstawia i w przekonujący sposób rozwiązuje ważne problemy dzisiejszego społeczeństwa. Kto zna twórczość Carda, ten wie, że w przypadku jego książek próżno szukać bogatych opisów świata, daje to ogromne pole manewru dla wyobraźni czytelnika, co uznać można za duży plus. W tej jak i w innych jego książkach głównym motorem napędowym akcji są przemyślenia bohaterów i dialogi pomiędzy nimi. W rezultacie łatwo można zrozumieć motywy postępowania każdej z postaci i ciężko jednoznacznie ocenić ją w perspektywie czarno-białej.

„Dzieci Ziemi” napisane są przyjemnym i stosunkowo łatwym językiem, nie licząc skomplikowanych przedrostków imion bohaterów, które oznaczają statusy społeczne. Książkę czyta się szybko i przyjemnie, a akcja w nie ciągnie się przesadnie długo w żadnym momencie. Jedyną poważną wadą powieści jednak jest to, iż nie udziela ona jednoznacznej odpowiedzi na pytanie kim jest Opiekun Ziemi oraz nie pokazuje jak ostatecznie potoczyły się losy ludzkości na Ziemi. „Dzieci Ziemi” mimo, iż mogłyby być lepszym zakończeniem , to jednak swoim poziomem wyprzedzają wiele książek dostępnych na polskim rynku. Na pewno wszyscy miłośnicy twórczości Orsona Scotta Carda nie mogę odpuścić tej pozycji.

Dziękujemy wyd. Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego.

Ocena: 4/5

Dyskusja