Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Fantastyczny miszmasz od MTV – recenzja filmu „Dolina Nieumarłych”

Niejeden już serial fantasy lub science – fiction przeplatał sensację z komedią, niejeden też sprawnie operował czarnym humorem, żaden jednak nie stanowił równie mocnego połącznia pastiszu fantastyki oraz kpiny z otaczającej nas rzeczywistości, co amerykańska produkcja pt. „Death Valley”.

Dolina San Fernando w południowej Kalifornii stała się miejscem inwazji istot z horrorów na nasz świat. Zombie, wampiry i wilkołaki przemierzają ulice spokojnych dotąd osiedli w poszukiwaniu żeru lub też zwyczajnie angażując się w działalność przestępczą. Do zwalczania nowo zaistniałego zagrożenia powołana zostaje specjalna policyjna jednostka – Undead Task Force, w skrócie UTF. Członkowie tej niezwykłej grupy na co dzień zajmują się eksterminacją włóczących się po ulicach żywych trupów, dozorem policyjnym nad likantropami w czasie każdej pełni oraz zwalczaniem wampirycznej mafii. Ich zmagania z tym nadnaturalnym przestępczym półświatkiem nieustannie śledzi oko kamery, kierowanej przez ekipę tworzącą typowy amerykański dokument o pracy policji.

Woop-woop! That’s the sound of da police!

W tym miejscu kończy się „poważna” część serialu, a zaczyna nieopanowana zabawa. „Death Valley”, jak już wspominaliśmy, jest połączniem kpiny z rzeczywistości i pastiszu fantastyki oraz horroru. Kpiną z rzeczywistości są tu niewątpliwie postacie, występujące w całej produkcji. I tak oto na ekranach telewizorów widzimy kapitana Franka Dashella, dowódcę UTF, który niemal w całości jest swoistym żartem z twardych policjantów o wojskowej przeszłości, i którego wypowiedzi potrafią doprowadzić do łez największego ponuraka. Dalej mamy dwie nierozłączne pary: Joego Stubecka i Billy’ego Pierce’a oraz Carlę Rinaldi i John-Johna.

Joe Stubeck to przykładny mąż i ojciec, troskliwy wobec swoich kolegów, starający się zachować powagę w każdej sytuacji. Jego partner i najlepszy przyjaciel, Billy Pierce, to narcystyczny hulaka o nieposkromionym apetycie seksualnym. Razem tworzą przedziwną parę, której każdy patrol stanowi niezapomnianą, pełną czarnego humoru przygodę. Kolejny duet stanowią funkcjonariuszka Rinaldi – pociągająca lesbijka o morderczym instynkcie, wraz z Johnem „John – Johnem” Johnsonem – zafiksowanym na zdrowy tryb życia niedoszłym sportowcem, który nad broń palną przedkłada solidny kij bejsbolowy.

Oprócz wymienionych, w serialu mamy jeszcze młodą, początkującą policjantkę – Kirsten Landry oraz kilka postaci drugoplanowych. Wszyscy razem doskonale się uzupełniają, swoją grą aktorską przedstawiając niezwykle zabawny, niemal szyderczy obraz amerykańskich policjantów, którzy dalecy są nie tylko od zwyczajności, ale i od normalności.

Woop-woop! That’s the sound of the beast!

Pastisz fantastyki, a zwłaszcza horroru, w wykonaniu twórców „Death Valley” wyszedł wprost doskonale. Dzięki nim cała produkcja zawiera się w słowach: humor, humor i jeszcze raz akcja. Odcinki opisujące sprawy wilkołaka na planie filmu pornograficznego lub ataku zombie na przedszkole to prawdziwy majstersztyk scenarzystów. Przyszłych widzów tego serialu należy jednak uprzedzić, iż mimo komediowej konwencji, niektóre sceny wymagają sporego obycia z różnego rodzaju horrorami. Przykładem może być tu zombie pełznący chodnikiem w niezwykle upalny dzień i eksplodujący pod wpływem gazów gnilnych oraz zbyt mocnych poszturchiwań ze strony funkcjonariuszy Stubecka i Pierce’a.

Jednak czarny, miejscami mocno nieprzyzwoity humor oraz wyraźnie już zmurszałe wnętrzności, zaściełające plan zdjęciowy w niektórych ujęciach, to nie wszystko, co zawiera w sobie serial „Death Valley”. Mimo ogólnie komediowej, wręcz parodystycznej konwencji, obraz ten zapewnia sporą dawkę zupełnie przyzwoitej akcji, przeplecionej z zupełnie poważnymi wątkami. Przykładem tych ostatnich jest chociażby kapitan Dashell, który w chwili prawdziwej próby z zabawnego, lekko niezrównoważonego weterana, przeistacza się w prawdziwą maszynę do zabijania, której jedynym celem jest obrona najbliższych. Podobnie sprawa ma się z funkcjonariuszką Rinaldi i John – Johnem; uczucie rozwijające się pomiędzy tą parą, z nieco szczenięcego zauroczenia przekształca się z czasem we wzruszającą wieź dwojga oddanych sobie ludzi. Takie połącznie absurdu i ironii z niezwykle poważnymi tematami daje zdumiewający efekt. Dzięki niemu serial ani przez moment nie jest monotonnie śmieszny czy też męcząco dramatyczny. Złoty środek został osiągnięty.

„Death Valley”, mini serial wyprodukowany dla stacji MTV, to doskonała rozrywka, zwłaszcza dla tych fanów kina fantastycznego, którzy cenią sobie soczystą porcję humoru oblanego krwistą sensacją. Krótkie, bo zaledwie dwudziestominutowe odcinki, są idealne dla widzów niemogących sobie pozwolić na dłuższe przesiadywanie przed telewizorem lub monitorem komputera. Co więcej, produkcja ta stanowi żywy dowód na to, że nawet niskobudżetowe seriale potrafią zachwycić odbiorców, wystarczy jedynie mieć pomysł i wiedzieć, jak go wykorzystać. Nauka to szczególnie ważna, zwłaszcza dla naszych, rodzimych twórców.

Ocena: 5/5

Dyskusja