Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

W obronie dziewiczej planety – recenzja komiksu „Star Wars Komiks Extra 2/2011 (5): Wstęp do Rebelii”

Siódmy numer „Star Wars Komiks Extra” pod tytułem „Wstęp do Rebelii” traktuje o jednym z najważniejszych, zaraz obok Mace’a Windu czy Qui-Gon-Jinna, Mistrzów Jedi Nowej Trylogii: Ki-Adi-Mundim. Jest to też ostatnie wydanie serii, gdyż komiks zostaje wycofany z rynku. Historia przedstawiona w tym zeszycie rozgrywa się jeszcze przed Epizodem I i daje nam wgląd w problemy mieszkańców rodzinnej planety cereańskiego Jedi. Czy jednak na pewno jest to dobry i wystarczająco interesujący temat na komiks extra?

Akcja toczy się na dziewiczej i nienaruszonej przez cywilizację Cerei, w czasie protestów młodych mieszkańców, sprzeciwiających się „izolacjonistycznej” polityce władz. Na fali buntu powstają nowe możliwości rozwijania przestępczych działalności, mających na celu sprowadzenie zakazanych technologii. Tej okazji nie może przepuścić Ephant Mon, agent gangstera Jabby The Hutta, który zrobi wszystko, by zrealizować swoje plany, i nie cofnie się przed niczym…

Po stronie zwolenników postępu technicznego staje jedna z córek Ki-Adi-Mundi’ego, który sam wyraża głośny sprzeciw wobec takiej drogi rozwoju. Naiwna Sylvn bierze udział w zgromadzeniach „technoszczurów” i daje się porwać propagandzie podstępnego Brona, będącego przedstawicielem Republiki, który nakłania mieszkańców planety do przyjęcia wytworów zaawansowanej techniki. W końcu córka kompletnie wyrywa się spod kontroli matki i ojca, i wraz z grupą przyjaciół ucieka na nielegalnie sprowadzonych śmigach. Teraz Rycerz Jedi musi nie tylko poradzić sobie z podburzającym tłum Bronem, ale i walczyć o zagubioną córkę, by sprowadzić ją na właściwą drogę.

Dynamika jest głównym, jeśli nie jedynym atutem tego komiksu. Prawie każda strona zapełniona jest wartką akcją oraz niespodziewanymi wydarzeniami; na pewno nie można narzekać na nudę czy niepotrzebne dłużyzny. Niebezpieczeństwo czyha na każdym kroku, a trup ścielę się gęsto.

Główny bohater komiksu, Ki-Adi-Mundi, za sprawą dramatycznych wydarzeń przechodzi pewną przemianę, która pozwala mu przejrzeć na oczy i dostrzec własne błędy. I tak, Rycerz Jedi odkrywa swoje słabości i próbuje naprawić szkody, których mógłby uniknąć, gdyby choć na chwilę skupił się na sprawach, które bezpośrednio dotyczą jego i jego rodziny, a nie losów planety czy galaktyki.

Warto też wspomnieć o problemie Cerei, który został poruszony we „Wstępie do Rebelii”. Mimo że zwolennicy wprowadzenia nowych technologii są jednoznacznie przedstawieni jako postacie negatywne, a pro ekologiczna starszyzna jako jedyna słuszna opcja dla tej dziewiczej planety, to czytelnik może zastanowić się, czy tak restrykcyjne obostrzenia, zakazujące używania jakiejkolwiek techniki, wpłyną na korzyść unikatowej planety? Każdy znający późniejsze wydarzenia z wojen klonów na pewno zada sobie te pytanie.

Jeśli chodzi o stronę graficzną tego wydania, to niestety nie można powiedzieć nic dobrego. W rysunkach autorstwa Anthony’ego Winna najbardziej brakuje chociażby minimalne urozmaiconego tła. Grafiki są bardzo schematyczne, a użyte kolory podstawowe i mało zróżnicowane. Niedbałość rysownika najbardziej uwidacznia się w przypadku grafik przedstawiających plan drugi oraz ogólny.

Komiks jako całość nie wprowadza za wiele do świata Gwiezdnych Wojen i może wydać się mało interesujący z punktu widzenia fana Star Wars. Historia przedstawiona w tym zeszycie równie dobrze mogłaby się dziać w zupełnie innym uniwersum.

Podsumowując, zeszyt nie zachwyca, jednak na pewno nie można nazwać go zupełnie nieudanym. Wydaje się, że opowiadanie może stanowić istotny element w kreacji głównego bohatera. Komiksów z Ki-Adi-Mundim pojawiło się trochę na rynku, i mimo że ten nie wybija się specjalnie na tle wcześniejszych, ciekawszych historii z jego udziałem, pozwala nam lepiej poznać ową postać.

Dyskusja