Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wszystko dobre, co się dobrze kończy – recenzja komiksu „Star Wars. Rycerze Starej Republiki. Tom 9: Demon”

Dziewiąty tom „Rycerzy Starej Republiki” to zamknięcie kolejnego rozdziału w życiu Zayne’a i jego towarzyszy. Grupa jest w rozsypce, na jaw wychodzą nowe informacje i mnożą się zagrożenia. Jednak Zayne Carrick, wraz z nieodłącznym kompanem Gryphem, nie daje za wygraną. Razem chcą naprawić popełnione błędy i odkryć wszystkie karty w życiorysie Jarael.

Zeszyt pod tytułem „Demon” zaczyna się w chwili procesu osławionego zbrodniarza, Demagola, pojmanego na Vanquo. Zupełny przypadek sprawia, że Zayne wraz z Gryphem odkrywają niespodziewane fakty z przeszłości i poznają prawdę o swoich tajemniczych współtowarzyszach: Jarael i Rohlanie. Teraz wszystko zdaje się układać w spójną całość i tłumaczyć wszelkie niewiadome.

Nowo poznana wiedza, jednocześnie oznacza wielkie niebezpieczeństwo, w jakim znalazła się Jarael. Jak wiemy z poprzedniego tomu, z powodu nieporozumień wynikłych po spotkaniu Zayne’a z posługującą się mocą, mściwą przywódczynią Tygla: Chantique, Jarael musiała rozstać się z grupą. Teraz, bez chwili namysłu, przyjaciele ruszają na ratunek i poszukiwania pięknej arkanianki, której towarzyszy mandalorianin.

Tom „Demon” wprowadza rewolucję w całej historii Zayne’a i jego kompanów. Poznane informacje rzucają zupełnie nowy obraz wydarzeń przedstawionych w poprzednich częściach, co z pewnością może poruszyć czytelnika. W przeciwieństwie do ostatnich części, ta nie została podzielona na rozdziały i zawiera tylko jedno opowiadanie, które analogicznie do szóstego tomu: „Oczyszczenie” prowadzi do finału, jednocześnie nie oznaczając definitywnego zakończenia serii (co wyraźnie sugeruje nam autor scenariusza na samym końcu opowiadania). Samej historii nie można odmówić dynamizmu i nieoczekiwanych zwrotów akcji, tak jak zostaliśmy do tego przyzwyczajeni przez ostanie osiem tomów „Rycerzy”.

„Demon”, jak i cała seria „Rycerzy Starej Republiki”, to świetnie skonstuowana, wielowarstwowa historia, która na każdym kroku zaskakuje czytelnika. Barwni, bardzo prawdziwi bohaterowie ze wszystkimi słabościami i mrocznymi sekretami ujmują do tego stopnia, że każdy, kto sięgnie po tę lekturę, nie będzie mógł się oderwać. Szczególnym czynnikiem wpływającym na plus jest fakt, że „Rycerze Starej Republiki” nie są kolejnym komiksem o ratowaniu wszechświata – traktują o losach jednostki.

Bohaterką, o której warto wspomnieć, jest Chantique, z którą Jarael przyszło się zmierzyć. Tragiczna postać została stworzona na zupełne przeciwieństwo arkanianki, jednak obie są równie tajemnicze, a ich losy łączą się ze sobą.

Mimo praktycznie samych zalet tomu, znalazł się jeden minus. A jest nim objętość tego zeszytu. Czytelnik może odnieść wrażenie, że historia skończyła się bardzo szybko, a nie tego spodziewaliśmy się po owym wydaniu.
Całość została narysowana przez Briana Chinga, którego styl najbardziej kojarzy się z „Rycerzami Starej Republiki”. Jak zwykle nie można mieć do niego żadnych zastrzeżeń. Rysownik idealnie oddaje panujący nastrój, prace są bogate w szczegóły, a jednocześnie przejrzyste.

Sięgając po „Rycerzy”, można być pewnym, że za każdym razem dostaniemy komiks na najwyższym poziomie. Tak było i tym razem – „Demon” to dobrze opowiedziana historia z najlepszą oprawą graficzną w tle. Teraz pozostaje tylko czekać z niecierpliwością na nowy początek…

Dyskusja