Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zmierzch in PRL – recenzja książki „Wampir z M-3”

Światy pełne elementów nadprzyrodzonych oraz rzeczywistość minionych dekad PRLu to dwa ulubione tematy opowiadań i powieści Andrzeja Pilipiuka. Nie powinno więc nikogo dziwić, że oba te tematy połączył w jednej książce, zatytułowanej „Wampir z M3”.

Główną bohaterką powieści jest Gosia – typowa nastolatka, chodząca do typowej „tysiąclatki”, czyli standardowego liceum PRL-u. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nastolatka nie popełniła samobójstwa. Zrozpaczona targnęła się na życie, dowiedziawszy się o prawdziwych intencjach swojego chłopaka. Konrad był z nią tylko dla korzyści wynikających z bycia w związku z córką „partyjnego”. A zgodnie z jednym z podań, samobójcy mogą przemienić się w wampira. I faktycznie, przebudziła się pół roku, po własnym pogrzebie; dziewczyna staje naprzeciw wielu problemom, w nowym życiu po życiu. Nagle okazuje się, że Warszawa lat 80-tych pełna jest innych krwiopijców, wilkołaków a nawet mumii, o pogromcach powyższych nie wspominając. Na szczęście „koledzy po fachu” o większym stażu przychodzą jej z pomocą.

Książka podzielona jest na rozdziały, które tworzą osobne opowiadania. Każde z nich to odrębna fabuła, ze wstępem i zakończeniem. Można by je w zasadzie czytać osobno, ale wszystkie razem tworzą jedną, większą całość. Za to trudno jednoznacznie orzec, czy ostatnie opowiadanie jest także definitywnym końcem przygód nastoletniej wampirzycy, żyjącej w komunistycznej Polsce. Nic o tym nie świadczy.

Niestety, jak w przypadku prawie każdego zbioru opowiadań, i tu są bardzo dobre, dobre i, co zaskakujące w książkach Andrzeja Pilipiuka, gorsze. W przypadku tych ostatnich należałoby wskazać dwa ostatnie tytuły tej publikacji. W porównaniu do poprzednich, charakterystycznych dla tego autora epizodów, pełnych dowcipu, ironii i błyskotliwych point, te dwa raczej rozczarowują. I o ile „Lot” jest jeszcze w miarę spójny z resztą opowieści, to kilkustronicowa „Trzecia krew” jest opowiadaniem, które zdaje się być wepchane na siłę.

A teraz przejdźmy do tych rozdziałów, które są zdecydowanie dobre; w zasadzie są to wszystkie pozostałe. Pilipiuk z typową dla siebie lekkością i łatwością żagluje takimi pojęciami, jak czarna wołga, nawiązaniami do Lovecrafta (pojawia się słynny „Necronomicon”), mieszając je z epoką kartek, kolejek i fiata 126 p.

Nie tylko to pisarz włączył do tej opowieści. Nie dość, że na kartach pojawiają się dwaj łowcy potworów, którzy to łudząco przypominają Jakuba Wędrowycza i jego kumpla Semena; pojawia się też Pan Tomasz, zwany przez niektórych „Panem Samochodzikiem” – łowca antyków. Jest to o tyle ciekawym zbiegiem okoliczności, że Andrzej Pilipiuk, pisząc pod pseudonimem, stworzył kilka tomików kontynuacji powieści Zbigniewa Nienackiego.

Są to jednak tylko epizodyczne postacie. W książce pojawiło się zdecydowanie więcej pierwszoplanowych, ciekawych bohaterów. Są wśród nich, oprócz Gosi – zbuntowanej nastolatki, pierwszy komunista – wampir imieniem Igor czy „Wieczny Robol” – ślusarz Marek. Z drugiej strony barykady – czyli żywych, można śmiało wymienić brata głównej bohaterki, imieniem Radek. Chłopak przekonany o ideologii komunistycznej, zostaje OZI (Osobistym Źródłem Informacji), aby tylko zakołkować niewygodnie nadal żywą, chociaż umarłą, Gosię. Przecież notka o takim nieumarłym w rodzinie bardzo kiepsko wygląda w teczce.

Książka praktycznie od samego początku wciąga czytelnika. Nie obyło się co prawda bez pewnych błędów czy potknięć. Przykładowo, narrator raz twierdzi, że wampiry nie tylko nie rzucają cienia, nie odbijają się w lustrze, ale także się nie pocą, a już w następnym rozdziale wspomniany krwiopijca poci się z nerwów. Także nawiązując do innych elementów literatury fantasy, autor trochę się zagalopował, no bo jakim cudem w rzeczywistości lat osiemdziesiątych ktokolwiek mógłby używać terminu „mugole”?

Niemniej, mimo pewnych drobnych niedociągnięć, lektura jest płynna i przyjemna, z typowym dla Pilipiuka zacięciem ironicznym. Kpi zarówno z PRLu, jak i po części z nas samych. Lektura ta świetnie nadaje się dla ludzi, którzy rozmiłowali się już w opowiadaniach o Jakubie Wędrowyczu czy w innych książkach tego autora. Ale Ci, którzy jeszcze nie znają twórczości Pilipiuka, niech lepiej sięgną po inny tomik z jego dorobku literackiego.

Ocena: 3/5

Dyskusja