Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Egzorcyzmy po żydowsku – recenzja filmu „Kronika opętania”

Opętania i egzorcyzmy to niezwykle atrakcyjny temat dla twórców kina grozy. Na przestrzeni ostatnich kilku lat multipleksy gościły kilkanaście różnych, mniej lub bardziej udanych, poruszających go produkcji. Za każdym razem demon pochodził z wierzeń chrześcijańskich, a bohaterem, który podejmował się wypędzenia go, był katolicki ksiądz. „Kronika opętania”, duńskiego reżysera Ole Bornedala, przynosi tu pewną odmianę. Chociaż pod względem struktury scenariusza stanowi jedynie kolejną kalkę „Egzorcysty” Williama Friedkina, to trzeba przyznać, iż demonów z mitologii żydowskiej nie gościliśmy na wielkim ekranie już od dawna.

W omawianym filmie poznajemy historię nastoletniej Em, która w trakcie spędzanego z ojcem i siostrą weekendu, kupuje na wyprzedaży zabytkową skrzynkę. Nie mija wiele czasu, a dziewczyna nienaturalnie przywiązuje się do swojego nowego nabytku. Wkrótce bliscy dziewczyny dostrzegają zmiany w jej zachowaniu. Z dnia na dzień Em staje się nieobliczalna. Jest agresywna, opryskliwa i często traci nad sobą kontrolę. Próbując dociec, co dzieje się z córką, ojciec Em – Clyde – przekonuje się, iż została ona opętana przez dybuka, śmiertelnie niebezpiecznego żydowskiego ducha, który nie przestanie nękać ofiary, dopóki nie ujdzie z niej życie. Zdeterminowany, by ratować dziewczynkę, postanawia zasięgnąć pomocy u ortodoksyjnych wyznawców judaizmu.

„Kronika opętania” to żywa reklama rozpowszechnionej wśród miłośników kina grozy opinii, iż od premiery wspomnianego we wstępie „Egzorcysty”, powiedzenie czegoś nowego w temacie opętań jest dla filmowców nie lada wyzwaniem. Jeśli ktoś liczy na spektakl ze scenariuszem nie przedstawiającym historii niewinnej młodej niewiasty, która nagle staje się ofiarą niezidentyfikowanych mrocznych sił, i której bliscy następnie bezskutecznie próbują dociec, co dzieje się z ich pociechą, a kiedy wreszcie przekonują się, z czym mają do czynienia, ofiara demona stanowi już realne zagrożenie dla wszystkich dookoła i wymaga „fachowej pomocy” – zawiedzie się. W „Kronice opętania” wydarzenia biegną właśnie takim, mocno oklepanym w horrorze, torem. Pomimo tego film Bornedala nie jest do bólu wtórny i ze względu na drobne, aczkolwiek stosunkowo świeże i oryginalne rozwiązania, zasługuje na uwagę miłośników kina grozy.

Na tle dziesiątków filmów o opętaniach, gdzie różnego rodzaju egzorcyzmy sprawują za każdym razem chrześcijańscy duchowni, „Kronika opętania” wyróżnia się nieco inną tematyką. Mitologia żydowska stosunkowo rzadko gości na szklanych ekranach. Twórcom należą się wyrazy uznania, iż zdecydowali się pokazać widzom coś nowego. Pomysł, by głównym złym został dybuk, duch żydowskiego śmiertelnika przejmujący kontrolę nad żywymi osobami, to zawsze miła i ciekawa odmiana na tle produkcji, gdzie w ciała śmiertelników wstępował sam Szatan, bądź jego najpotężniejsi sługusi.

W „Kronice opętania” nie brakuje polskich akcentów. Otóż skrzynka, w której uwięziono dybuka, została, zgodnie z informacją w jednym z dialogów, wykonana w okresie międzywojennym na terenie naszego kraju – nie powinno zatem dziwić, iż tkwiący w niej demon mówi właśnie w języku polskim. Okazuje się, iż przy odpowiedniej intonacji, tempie i dykcji, rodzima mowa może brzmieć doprawdy piekielnie!

Główne role przypadły w udziale Jeffreyowi Deanowi Morganowi, Natashy Calis, Kyrze Sedgwick i Madison Davenport. Nie są to wielkie hollywoodzkie nazwiska, ale aktorzy udowodnili, iż nie są amatorami w swoim fachu. Najbardziej przekonująco wypada Kyra Sedgwick w roli matki opętanej dziewczynki, co nie powinno dziwić, jeśli porównamy jej aktorskie CV z odtwórcami pozostałych ról. Jeffrey Dean Morgan, jako ojciec opętanej, bezsilny wobec wyzwania, z jakim przyjdzie mu się zmierzyć, prezentuje się nieźle. Nie jest to jednak kreacja, którą zapamiętamy na dłużej. Natasha Calis w kluczowych dla swojej roli scenach przypomina połączenie czarnowłosej dziewczyny z „The Ring” oraz Emily Rose z filmu Scotta Derricksona, a wobec jej gry trudno wystosować jakiekolwiek zarzuty – podobnie zresztą jak do gry aktorskiej jej filmowej siostry.

Obrazek

Z jednej strony „Kronika opętania” to kolejny horror z demonami i egzorcyzmami, korzystający z popularności tematu i oparty na scenariuszu zbliżonym do wielu podobnych produkcji. Każdy, kto widział przynajmniej kilka takich filmów, w fabule „Kroniki opętania” nie znajdzie nic, co mogłoby go zaskoczyć. Z drugiej jednak strony, film Bornedala ogląda się bez zażenowania, a opowiedziana w nim historia, jakkolwiek wtórna by nie była, okazuje się porywająca. Przy odrobinie czasu i grosza w portfelu, warto udać się nań do kina – choćby tylko po to, by przekonać się, jak dobrze żydowskie upiory radzą sobie z polszczyzną.

Ocena: 3/5

Dyskusja