Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Historia prawdziwa Kapitana Haka – fragment

Pomieszczenie nie wyróżniało się niczym specjalnym. Panował w nim mrok i prowadziły do niego co najmniej cztery osobne wejścia. Najmłodszy ze spiskowców pojawił się najpóźniej. Musiał zbiec ze wszystkich zamkowych schodów, by dotrzeć do tego sekretnego miejsca, którego istnienia nie podejrzewał nawet królewski architekt. W zupełnej ciemności do nozdrzy najmłodszego spiskowca doszedł mdły zapach kadzidła.

Pomieszczenie nie wyróżniało się niczym specjalnym. Panował w nim mrok i prowadziły do niego co najmniej cztery osobne wejścia. Najmłodszy ze spiskowców pojawił się najpóźniej. Musiał zbiec ze wszystkich zamkowych schodów, by dotrzeć do tego sekretnego miejsca, którego istnienia nie podejrzewał nawet królewski architekt. W zupełnej ciemności do nozdrzy najmłodszego spiskowca doszedł mdły zapach kadzidła. Był zaskoczony. Pozostali zgromadzeni zbliżyli się do niego szybko; zaszeleściły strojne szaty, rozległ się szczęk szabel przypiętych do pasów. Jeden z nich zapytał:– A zatem, stało się? Nowo przybyły miał na sobie pobrudzony krwią fartuch. Zanim odpowiedział, wytarł w niego dłonie i wytężył wzrok. Próbował się zorientować, ile osób przybyło na spotkanie w podziemiach. Niewiele jednak widział, bo oczy jeszcze nie przywykły do panującego w komnacie mroku. Dostrzegł jedynie szpiczasty kapelusz marynarki wojennej, wypolerowany but i pięć profili wyrytych na czarnym jak smoła tle. Odchrząknął i odpowiedział:

– Dziecko się urodziło, dostojni panowie. To chłopiec.– Chłopiec! – żachnął się jeden ze spiskowców. Słowo to wy- mówił z wyraźnym niemieckim akcentem. – Chyba ciąży nad nami jakieś fatum. Powietrze aż drżało od tłumionych emocji. Nie po raz pierwszy w zamkowych komnatach można było wyczuć takie napięcie. Od lat krążyły plotki o przekleństwie ciążącym nad królewską rodziną. Młody doktor mówił dalej:– Dokładnie rzecz ujmując, jest to dorodne niemowlę płci męskiej i waży osiem funtów. A siła, z jaką krzyczało po przyjściu na świat, świadczy o jego doskonałym zdrowiu.– A matka, doktorze? – zapytał szeptem mężczyzna, który jako pierwszy zabrał głos. Najmłodszy spiskowiec zdrętwiał. Czuł, że nie ma wyjścia i mu- si odpowiedzieć na to pytanie. Znajdował się w niekorzystnym dla siebie położeniu. Pozostali wiedzieli, kim jest, a on widział tylko zarysy ich poruszających się w ciemności postaci. Brnął jednak dalej:– Matka przeżyła poród. Nie śpi i jest przytomna. To silna i dobrze zbudowana kobieta. Skłonny jestem uważać, że ma się dobrze. Równie dobrze jak przed porodem.– To najgorsze z nieszczęść! – wykrzyknął mężczyzna mówiący z silnym niemieckim akcentem.Do jego głosu dołączył się następny. Ten głos młody lekarz słyszał po raz pierwszy.

– Nie dość, że na świat przyszedł bachor z nieprawego łoża, to na domiar złego jego matki nie można przedstawić na dworze!– Z nieprawego łoża, ma pan rację, sir Robercie… – rzekł mężczyzna, który od początku nadawał ton rozmowie i którego głos teraz wydawał się doktorowi znajomy. – Pochodzi z nieprawego łoża. Jest to jednak pierwszy i jedyny potomek płci męskiej króla Anglii. Jedyny dziedzic, który będzie mógł wstąpić po nim na tron. Doktor zastanawiał się nad tym, kim jest ów „sir Robert”. Czyżby chodziło o Roberta Peela, królewskiego sekretarza stanu? Po raz pierwszy przyszła mu do głowy myśl, że spisek, do którego przystąpił, może się okazać o wiele bardziej niebezpieczny, niż początkowo sądził. W pozbawionej światła komnacie zapadła długa cisza. Prze-rwał ją głos tajemniczego sir Roberta.– Wnuk króla, syn tej biedaczki Charlotty, także urodził się martwy. Król nie ma innych spadkobierców. Nasz władca jest w tak zaawansowanym wieku, że trudno mu liczyć na coś lepszego.– To nie jego wiek napawa nas obawą… – wtrącił mężczyzna, który aż do tego momentu milczał; mówił poważnym, zdecydowanym tonem – ale trawiąca go choroba, przez którą zmuszony jest unikać słońca i nie może opuszczać swych komnat. Dyskusję przerwał głos, który doktor już niemal zdołał rozpoznać:

– Nasz król postępuje nierozumnie. Otacza go dwór głupców! Porzucił politykę wiele lat temu. Traci czas na bezsensowne przyjęcia dla dam, artystów i innych nierobów! Lud pragnie króla… a nasz król, zachowując maniery dżentelmena, uchyla się od obowiązków. Doktor cofnął się o krok. To, co usłyszał, przeraziło go. Któż mógł być tak zapalczywy, szalony lub tchórzliwy, by w ten sposób wypowiadać się o samym Jerzym IV, księciu Kornwalii i Walii? Prawowitym królu Anglii?– Dziecko przyszło na świat. Co zatem radzicie? – zapytał sir Robert.– Znane jest wam, panowie, zdanie szkoły w Eton – wtrącił ktoś spokojnym, pewnym siebie głosem. Mężczyzna, który chwilę wcześniej tak źle wyrażał się o królu, teraz parsknął śmiechem.– Ależ oczywiście, znamy zdanie szkoły! Jednak w tych oko- licznościach decyzja inna niż ta, którą podjęliśmy wcześniej, jest niemożliwa.– Może się ona okazać błędem, za który przyjdzie nam słono zapłacić, mój książę – upomniał go mężczyzna z Eton. – Krew krwi woła.„ Mój książę?” – powtórzył w myśli doktor i nagle zaschło mu w gardle. „O jakiej krwi mowa?”– Najgorszy błąd, jaki można popełnić, to uznanie dziecka albo otoczenie honorami jego niegodnej matki. Wybrano mu imię?

Pytanie zawisło w powietrzu. Odpowiedź na nie mogła paść jedynie z ust doktora.– Nie, panie – odpowiedział. – Chłopiec nie ma jeszcze imienia.– A jak brzmi imię jego matki? – zniecierpliwił się książę.– May – odpowiedział doktor. Zachwiał się. Szukał w ciemnościach oparcia. – Nazywa się May, dostojni panowie.– Bardzo dobrze, doktorze – przerwał mu książę i zbliżył się. Jego czarny strój zalśnił jak skrzydło kruka.– A zatem ja i pan musimy się udać do mojego brata, króla. Wyjawimy mu, że biedna May nie przeżyła porodu i że dziecko urodziło się martwe.– Książę… to niegodne! – zganił go głos jednego ze spiskowców.– Chcecie, aby na tronie Anglii zasiadł bękart? – uniósł się książę Wilhelm. Stał kilka kroków od młodego doktora, który teraz mógł dostrzec rysy jego twarzy. Nikt nie miał odwagi odpowiedzieć na pytanie.– Czy pójdzie pan ze mną przekazać tę wiadomość? – chciał wiedzieć książę. Był to ten rodzaj pytania, który nie dopuszczał odmowy. Doktor powoli opuścił głowę. Ten stojący przed nim mężczyzna miał wkrótce zostać królem. Jeśli nie pojawi się inny następca.– Co pan zamierza zrobić z dzieckiem i jego matką? – rzucił za nimi sir Robert, zanim opuścili podziemną komnatę.– Morze jest małżonkiem Anglii… – odpowiedział książę. – Niech weźmie w posiadanie i tę tajemnicę…
Pierdomenico Baccalario urodził się w Acqui Terme, malowniczym miasteczku w Piemoncie. Dorastał w starym domu, gdzie teraz mieści się siedziba dobrze prosperującego przedsiębiorstwa produkcji wina. Ten pielgrzym do Santiago de Compostela i rajdowiec na trasie Włochy – Tadżykistan jest zapalonym podróżnikiem. W wieku dwudziestu dwóch lat otrzymał nagrodę Premio Battello a Vapore za powieść La Strada del Guerriero i jest dzisiaj jednym z najbardziej cenionych autorów książek dla nastolatków. Jego powieści zostały przetłumaczone na dwadzieścia języków.

Dyskusja