Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Lepszy koniec niż początek – recenzja „World of Warcraft”#2

Niedawno do sprzedaży trafiła nowa gra w świecie Warcrafta: „Mist of Pandaria”. Natomiast na półkach księgarń, dzięki wydawnictwu Egmont, znalazła się druga część komiksu, osadzonego w tych samych realiach.

W pierwszej części komiksu poznaliśmy Lo’Gosha – wojownika, który najprawdopodobniej jest zaginionym królem Stormwindu i na skutek intryg oraz knowań swoich przeciwników, stracił pamięć. Co ciekawe, na tronie zasiada mężczyzna łudząco przypominający Lo’Gosha – Varian Wrynn. Zachowuje się jednak zupełnie inaczej, tak, że jego bliscy i rodzina (w osobie syna) nie poznają go.

Część pierwsza tego komiksu była raczej licznymi przygodami Lo’Gosha i jego przyjaciół: Krwawego Elfa imieniem Valdeera oraz Nocnego Elfa Brolla; druga część skupia się na drodze do odzyskania korony. Chociaż główny nurt zbudowany jest wokół osoby Lo’Gosha, nie oznacza to, że w komiksie nie pojawiają się wątki poboczne. Przykładowo, równolegle do tej historii scenarzyści przedstawiają wątek wspomnianej Valdeery, która coraz bardziej uzależniona jest od Felowej Energii – mrocznego rodzaju magii.

Poznajemy też całą sieć intryg i knowań, które miały na celu obalenie Lo’Gosha i zastąpienie go uzurpatorem. Okazuje się, że kontrolę nad Stormwidem chcą przejąć siły, które później mogą zagrozić całemu światu – smoki. Tylko prawowity władca stoi im na drodze.

Generalnie komiks ten wypada o wiele lepiej, niż jego pierwsza część. Historia jest zdecydowanie bardziej ciekawa i intrygująca, a wprowadzone poboczne wątki nie odciągają uwagi od głównego nurtu. Sekwencja wydarzeń ułożona jest z wplecionymi od czasu do czasu retrospekcjami, co pozwala z łatwością rozeznać się w całej sytuacji, nawet jeśli nie czytało się pierwszego tomu

Strona graficzna także prezentuje się zdecydowanie lepiej, niż w przypadku poprzedniego komiksu. Zwłaszcza że w tworzeniu tego komiksu brało udział aż dwóch plastyków. Zdecydowanie lepsze są prace Jona Bvrana, niż Mike’a Bowdena (który to odpowiadał w całości za pierwszą część). Rysunki Bvrana są pełne szczegółów, detali i wydają się bardziej realne, chociaż utrzymane w podobnym komiksowo-mangowym stylu, jak prace Bowdena. Niestety, takie grafiki zobaczymy tylko w jednym, pierwszym rozdziale tego albumu.

Na temat rysunków Bowdena, mimo że mniej przykuwają oko, i tak nie można wypowiedzieć się negatywnie. Jego warsztat uległ znacznej poprawie, rozwinął się względem części pierwszej. Prace nadal zaznaczone są prostym, oszczędnym lineartem, bez przesadnej gamy kolorów i cieniowania, ale sam sposób prowadzenia linii uległ znacznej poprawie. Początkowo niektóre postacie wydawały się bardzo przerysowane, nawet nieco karykaturalne, teraz już nie rażą oka.

Do najlepszych jego rysunków można zaklasyfikować ilustrację zajmującą strony 112 i 113. Grupa bohaterów staje przed nie lada wyzwaniem – Czarnym Smokiem. Zaskoczeni, wydają się być drobnymi figurkami przy olbrzymiej sylwetce smoka, który właśnie dokonał transformacji w swoją prawdziwą postać. Zabiegowi temu towarzyszą zmiany otoczenia – grube okruchy kamiennego muru, nie wytrzymały ciężaru bestii i opadają w tumanach kurzu.

Druga część komiksu ze świata „World of Warcraft” okazała się bardzo miłym zaskoczeniem, zarówno pod względem fabularnym, jak i rysunkowym. Można nawet żałować, że jest to zwieńczenie dylogii i póki co nic nie zapowiada, byśmy poznali kolejne losy Lo’Gosha i jego przyjaciół.

Dyskusja