Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Naprawdę dobre buty – recenzja książki „Szewc z Lichtenrade”

Andrzej Pilipiuk znany jest w naszym kraju głównie za sprawą wykreowania postaci Jakuba Wędrowycza – egzorcysty i amatora bimbru. Ale ostatnimi laty nie tylko powieści o tym bohaterze przynoszą mu sławę. Duży rozgłos wśród polskich czytelników daje mu też seria zbiorów opowiadań „niewędrowyczowych”, których bohaterem, jak sama nazwa wskazuje, nie jest wspominany obywatel. Serię tę zaczął tomik „2586 kroków”, a teraz w nasze ręce wydawnictwo oddało najnowszy, zatytułowany „Szewc z Lichtenrade”.

Praktycznie natychmiast rzuca się w oczy fakt, iż większą część książki zdominowało dwóch bohaterów: doktor Paweł Skórzewki i kolekcjoner antyków – Robert Storm.

Pierwszemu z nich autor poświęcił dwa opowiadania: „Traktat o higienie” i „Sekret wyspy Niedźwiedziej”. Można się było spodziewać, że Pilipiuk stworzy wokół tego lekarza przynajmniej kilka opowiadań – powołał do życia tę postać jeszcze w pierwszym zbiorze i w każdym kolejnym opowiada przynajmniej dwie historie z jego życia. I nie szkodzi, że w jednej z nich go uśmiercił – jak sam przyznaje, opowiadania nie są ułożone chronologicznie, można więc zapełniać swobodnie czas do śmierci doktora coraz to nowszymi perypetiami.

A Skórzewski wcale nie ma łatwo. Przyszło mu się tułać po całym świecie na przełomie wieków i działać głównie na prowincji („Traktat o higienie”). Tu ponownie spotyka się z zabobonami i wierzeniami ludowymi, konkretnie dotyczącymi kołtunów. Z punktu widzenia lekarza zagrażają one życiu, natomiast miejscowi twierdzą inaczej, że ich usunięcie może zagrażać ich losowi. Kto ma rację? Doktor po raz kolejny ociera się o światy nadnaturalne i paranormalne, i po raz kolejny nie jest pewny, czy to prawda, czy sen.

Drugi bohater, Robert Storm, został zdecydowanie szczodrzej obdarowany przez pisarza. Tym razem przypadło mu grać pierwsze skrzypce aż w czterech opowiadaniach: „Ślady stóp w wykopie”, „Ludzie, którzy wiedzą”, „Yeti ciągną na zachód” oraz w tytułowym „Szewcu z Lichtenrade” (można do tego doliczyć jeszcze „Świątynię”, ponieważ pojawia się w niej mentor Roberta – doktor Olszakowski, który występuje także w opowiadaniach o antykwariuszu). Z jednej strony dziwi to, ponieważ Robert stosunkowo niedawno zadebiutował w historiach Pilipiuka, z drugiej strony – jest on tak ujmująco sympatyczny w niezrozumieniu płci przeciwnej, tak zajęty pogonią za antykami, że aż ma się ochotę czytać kolejne i kolejne jego przygody.

We wspomnianym już Szewcu, otrzymujemy wszystko to, co najlepsze w opowiadaniach Pilipiuka: wątki detektywistyczne, odkrywanie sekretów przeszłości i niewymuszony humor. Bo nie kto inny jak Robert jest w stanie rozwiązać zagadkę morderstwa popełnionego w czasie II Wojny Światowej. To prawdziwa wisienka na torcie i nie jest to przesadne hołubienie twórczości autora. Naprawdę jest ono tak dobre, że staje się godnym ukoronowaniem i tak bardzo dobrej kompilacji opowiadań.

Pierwsze opowiadanie, „Wunderwaffe”, jest po prostu przekomiczne. Przegrywający II wojnę światową Niemcy chwytają się dosłownie ostatniej deski ratunku. I to dosłownie! Bolszewicy u bram, a ci w akcie desperacji szukają pomocy w alternatywnej rzeczywistości, w której, według nich, III Rzesza faktycznie jest wieczna. Chyba nie trzeba mówić, że w tej rzeczywistości Adolf Hitler jest malarzem nie najlepszych landszaftów? Takie przezabawne zbiegi historii i rzeczywistości równoległych mógł wymyślić tylko Andrzej Pilipiuk.

W historii też znalazł się jeden nieco poważniejszy tytuł: „Parowóz”. Poważniejszy, nie znaczy ciężki czy niestrawny. Po prostu jest na tyle wciągający, że dowcip i humor tylko niepotrzebnie rozproszyłyby uwagę czytelnika.

Obrazek

Wydawałoby się, że Andrzej Pilipiuk publikując przynajmniej po dwie książki rocznie, może się wypalić z pomysłów. A tu raz po razem udowadnia, że jest zupełnie inaczej. Gdy tylko ktoś twierdzi, że nie można pisać oryginalnie bez końca, takie książki przeczą temu wyraźnie.

Ocena: 4/5

Dyskusja