Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Prawdziwy lęk przed ciemnością – recenzja filmu „Ciemność”

Nawiedzony dom to jeden z najbardziej eksploatowanych motywów w horrorze. Wydawałoby się, że na tym polu nie można już stworzyć nic oryginalnego. A jednak każdego roku filmowcy z całego świata tworzą przynajmniej kilka produkcji przedstawiających historie domów, w których zagnieździły się nieczyste siły. Niekiedy wśród nich pojawiają się obrazy, będące czymś więcej, aniżeli zlepkiem dawno utartych schematów. Jedną z takich produkcji jest „Ciemność” Jaume Balaguero.

Amerykańska rodzina przeprowadza się do opuszczonej od 40 lat posiadłości w Hiszpanii. Wkrótce jej członkowie zaczynają zachowywać się bardzo dziwnie, co doprowadza do rozpadu więzi między nimi. Córka Regina wie, że wpływa na to atmosfera nowego domu. I coś (albo ktoś), co zamieszkuje go wraz z nimi. Postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i wraz ze swoim chłopakiem, Carlosem, rozpoczyna śledztwo. Wkrótce odnajdują człowieka o nazwisku Villalobbos, architekta, który zaprojektował i wybudował ich dom zgodnie z instrukcjami pewnej bardzo tajemniczej grupy ludzi… W rodzinie Reginy destrukcja postępuje: choroba ojca pogłębia się, matka zachowuje się tak, jak gdyby wszystko wokół niej było niewidzialne, zabawki małego Paula nagle zaczynają znikać, a Regina odbiera złowieszczy telefon…

„Ciemność” to jeden z ciekawszych horrorów, z jakimi przyszło mi się w ostatnim czasie zetknąć. Na tę opinię składa się kilka różnych czynników, zwłaszcza związanych z oprawą techniczną filmu. Pod tym względem „Ciemność” prezentuje się naprawdę dobrze. Każdy aspekt owej oprawy stoi na wysokim poziomie.

Przede wszystkim, dobre wrażenie robi gra aktorów. W filmie pojawia się raptem sześć postaci, ale każda z nich została doskonale odegrana. Najlepiej spisał się Iain Glen, wcielając się w rolę szalonego ojca. Aktor ten jak mało kto potrafi odegrać wściekłego, targanego furią, niezrównoważonego psychicznie człowieka. Niezgorzej wypadła główna bohaterka obrazu, Anna Paquin. Znana z filmów o X-Menie, oprócz ponadprzeciętnej urody, zaprezentowała wysoki poziom umiejętności aktorskich. Widać to zwłaszcza w scenach ze Stephanem Enquistem, jej filmowym młodszym bratem, kiedy to odgrywa troskliwą i opiekuńczą siostrę. Pozostali aktorzy spisują się bez wyjątku dobrze. W ich grze nie sposób dopatrzyć się poważniejszych błędów. Jedyne moje wątpliwości budziła Lena Olin, po której spodziewałem się czegoś więcej, niż tylko przeciętnego, lecz pozbawionego błędów odtwórstwa roli.

„Ciemność” może się pochwalić całkiem niezłą oprawą dźwiękową. Wprawdzie odtwarzane podczas oglądania brzmienia nie są zbyt nowatorskie, to jednak doskonale wplatają się w tło i integrują z tym, co akurat dzieje się na ekranie. Bardzo dobre wrażenie robi scenografia. Jak wskazuje tytuł, film utrzymany jest raczej w mrocznej kolorystyce. Ciemne zaułki, antyczne meble i długie, wąskie korytarze nawiedzonego domu – wszystko to pomaga w budowaniu ciężkiego, mrocznego nastroju, który od pierwszej do ostatniej minuty towarzyszy oglądaniu.

Obrazek

Najnowszy film Jaume Balaguero nie jest oczywiście pozbawiony wad. Przede wszystkim, podczas oglądania natknąłem się na kilka dłużyzn. Wprawdzie obraz ani przez chwilę nie jest nudny, jednak ma parę irytujących przestojów w fabule, które na dłuższą metę stają się uciążliwe. Poza tym, w „Ciemności” nie zostają niestety zamknięte wszystkie wątki. W chwili, gdy na ekranie pojawiają się napisy końcowe, w głowie widza pozostaje kilka pytań, na które scenarzyści nie udzielili odpowiedzi. Przede wszystkim, nie dowiedziałem się, kim były trzy postacie na zdjęciu. Po co w ogóle odprawiano mroczny rytuał? I dlaczego tytułowa ciemność sprawiła, że w domu zgasły wszystkie światła, ale nie potrafiła poradzić sobie z płomieniem kuchenki gazowej? Najprawdopodobniej już się tego nie dowiemy.

Mimo pewnych niedociągnięć, „Ciemność” to bardzo dobry film. Jako horror sprawdza się doprawdy doskonale. Oglądanie go w środku nocy, w ciemnym pokoju, gdy za oknem panował mrok, było dla mnie przeżyciem obfitującym w szczerą trwogę i niepokój. Rzadko zdarza się, by jakikolwiek film zdołał mnie autentycznie przestraszyć. „Ciemności” się to udało.

Ocena: 4/5

Dyskusja