Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Przeżyj wielką „Obławę” – recenzja filmu „Obława”


Słyszę, jak drży jej głos; próbuje zachować zimną krew do końca. Jej młodsza siostra stoi jak skamieniała, matka leci zemdlona na ziemię. Czytam wyrok. Została Pani skazana na karę śmierci za zdradę państwa Polskiego, wyrok zostanie wykonany natychmiast. Daje Pani dziesięć minut na modlitwę i pożegnanie się z rodziną.

– Stefan Dąmbski, „Egzekutor”

Po sukcesie i licznych nagrodach, jakie w ubiegłym roku zdobyła „Róża” Wojciecha Smarzowskiego – mroczna, posępna i pełna naturalizmu – wiele wskazywało na to, że głośno zapowiadane dzieło Kryształowicza utrzymane będzie w podobnej manierze. I tak też jest w istocie. Seans jest przeżyciem brutalnym i wstrząsającym, jednak niewątpliwie wartym doświadczenia. „Obława” w reżyserii Marcina Kryształowicza, jeden z najbardziej oczekiwanych polskich filmów tego roku, trafił właśnie do kin.

O ile jednak wspomniana „Róża” traktowała o powojennych losach weterana Powstania Warszawskiego i próbach jego powrotu do normalnego życia pośród ludności mazurskiej, to akcja „Obławy” toczy się jeszcze w czasach wojny, gdy Polska znajduje się pod niemiecką okupacją, a kres militarnej i politycznej dominacji III Rzeszy wydaje się jeszcze bardzo odległy. Poznajemy kaprala Wydrę, członka oddziału partyzanckiego, do którego obowiązków należy wykonywanie egzekucji na schwytanych niemieckich żołnierzach oraz kolaborujących z okupantem rodakach. Rozkazy wykonuje z zimną krwią i bez zbędnych pytań. Nawet kiedy okazuje się, że kolejną ofiarą egzekutora ma być znajomy ze szkolnych lat.

Wojna, jaką ukazuje nam Kryształowicz, nie ma nic wspólnego z patetycznymi opowieściami o honorowych i szlachetnych bohaterach, walczących i ginących z siejącym zniszczenie najeźdźcą, do których dawno już zdążyła nas przyzwyczaić nie tylko rodzima kinematografia. Żaden z bohaterów „Obławy” nie mówi o bohaterstwie, o wielkiej Polsce, o wolności i niepodległości. Każdy z nich, walcząc z Niemcami, kieruje się innymi pobudkami, ale ostateczny cel i sens tej walki przesłonięty jest przez bardziej prozaiczne trudności. Głód, mróz, brak lekarstw i higieny to

tutaj tak samo śmiertelne niebezpieczeństwo, jak hitlerowskie kule czy granaty. Wojna, toczona choćby w imię najwyższych ideałów, w swojej codzienności jest po prostu bezlitosną walką na śmierć i życie, zaś ludzie, walczący o wolność i niepodległość Ojczyzny, zanim wezmą broń do ręki i przystąpią do walki z wrogiem, muszą pokonać przede wszystkim własne słabości.

Tym, co stanowi o sile „Obławy”, jest nie tylko wszechobecny naturalizm i ukazanie tych stron życia partyzantów, które w filmach na ogół są przemilczane, ale także jego niejednoznaczność. Nikt nie próbuje stawiać się w roli arbitra moralności; twórcy, ani poprzez scenariusz, ani poprzez język filmu, nie usiłują w żaden sposób narzucić interpretacji dzieła. Żaden z bohaterów nie jest jednoznacznie dobry bądź zły. Kapral Wydra, choć walczy o wolność kraju, skrywa demony przeszłości, a kiedy trzeba, jest w stanie z zimną krwią pozbawić człowieka życia, zaś dla współpracującego z Niemcami kolaboranta wytłumaczeniem wszelkich słabości, łajdactw i zdradzieckich czynów jest nie tylko obawa o własną skórę, ale i los ukochanej żony. Przez cały film natomiast – niemal od początku do końca – przewija się motyw zdrady. Zdrada przyjaciela, małżonka, towarzysza broni i Ojczyzny. Każda z nich równie podła i godna potępienia. Za każdą z nich zdrajca musi zapłacić. Jednak ciężar okrutnej, wojennej rzeczywistości jest nadzwyczaj trudny do udźwignięcia, co najlepiej udowadnia mocna, wstrząsająca końcowa scena, w której główny bohater przygotowuje pochówek poległym towarzyszom.

Marcin Dorociński, który jeszcze kilkanaście miesięcy temu zachwycał krytykę występem w „Róży” Smarzowskiego, w filmie Kryształowicza stworzył wybitną kreację, która na długie lata zapisze się w pamięci rodzimych miłośników kina. Kapral Wydra to postać niezwykła, która z pewnością wzbudzi skrajne emocje, i o której jeszcze długo będzie się mówiło. Dorociński kolejny raz udowodnił, że potrafi udźwignąć na swoich barkach ciężar najbardziej wymagających ról. Pozostali aktorzy, choć trudno znaleźć wśród nich słabsze ogniwa, stanowią jedynie tło dla odtwórcy głównej roli. Sonia Bohosiewicz i Weronika Rosati, jako odtwórczynie najważniejszych postaci kobiecych,

popisały się wysokim aktorskim kunsztem. Na uwagę zasługuje zwłaszcza gra Rosati, która na planie z Dorocińskim spotkała się nie po raz pierwszy (wszyscy chyba pamiętamy rewelacyjnego „Pitbulla”), a której charakteryzacja robi imponujące wrażenie. Maciej Stuhr, gdzieniegdzie krytykowany za nieudaną rolę, również odnotował udany występ, choć bodaj po raz pierwszy przyszło mu wcielić się w negatywną postać. Warto także wspomnieć o Bartoszu Żukowskim. Rola partyzanta Wańka to dla niego kolejny, udany krok, by udowodnić, że rola Waldka w „Świecie Według Kiepskich”, jakkolwiek pamiętna i udana, wcale nie jest szczytem jego aktorskich możliwości.

„Obława” imponuje także w kwestii montażu, w której to kategorii film Kryształowicza zasługuje na wszelkie laury, a także udźwiękowienia. Paradoksalnie, praktyczny brak jakiejkolwiek oprawy muzycznej wychodzi filmowi na dobre. Twórcy doskonale radzą sobie z kreowaniem nastroju kolejnych scen, wcale nie potrzebując do tego celu żadnych kompozycji. Podobnie jest ze zdjęciami. Bieszczadzkie plenery, lasy i chaszcze zostały sfotografowane nad wyraz umiejętnie, a ujęcia wykonane we wnętrzach niczym im nie ustępują. Nie dziwi to jednak, gdy spojrzymy na nazwisko operatora: Arkadiusz Tomiak, odpowiedzialny za zdjęcia do takich filmów jak „Symetria”, „Kołysanka”, „Daas” czy „Masz na imię Justine”, to prawdziwy profesjonalista, o czym przekonać może się każdy, oglądając czy to samą „Obławę”, czy którykolwiek ze wspomnianych filmów.

„Obława” to najlepszy film w dotychczasowym dorobku Marcina Kryształowicza i jedna z najlepszych polskich produkcji ostatnich lat. Obraz ponury, posępny, brutalny i skłaniający do refleksji. Obejrzenie go na wielkim ekranie będzie doświadczeniem niezapomnianym i na swój sposób wstrząsającym, jednak dającym przyjemność obcowania ze sztuką największego formatu.

Ocena: 5/5

Dyskusja